4 grudnia 2016

Pokoloruj swoje życie!

Dzień dobry!

Jakiś czas temu wspomniałam coś o warsztatach... Ale zacznijmy od początku!



 22 listopada jest Dniem Kredki. Dowiedziałam się o tym tydzień temu i to zdecydowanie przez przypadek. Ale przypadki nie istnieją... Dobra, nieważne.

W tenże dzień wybrałam się z Kółka Psychologi Społecznej na warsztaty zatytułowane "Odkryj swojego wewnętrznego bohatera". Później jakoś zmieniły nazwę, ale mi w głowie utkwiła ta pierwsza.

 Idąc sobie przez życie, z każdej stroni zaskakiwani nowymi rzeczami, możemy mieć chaos w głowie i nie wiedzieć, co tak naprawdę nas interesuje. Są osoby, które potrafią dopasować się do danej grupy zainteresowanych tematem i jedna im wystarczy. A dla mnie to jest za mało. Lubię robić zdjęcia, dlatego czuję potrzebę obracania się w kręgach fotografów, od których mogę nauczyć się czegoś nowego. Ale sama fotografia? Uwielbiam też czytać, prowadzić bloga. Od jakiegoś czasu usiłuję nauczyć się grać na gitarze. Mam dużo zainteresowań i nie potrafię ich w pełni okiełznać. A rzeczy, które lubię... Ich też jest dużo.


 Już wcześniej cicho myślałam, że warto je zebrać do kupy. Tak też pewnego popołudnia wykonałam tablicę z inspiracjami. Gdy się rzuciłam na katalog meblowy, to po chwili był w dość kiepskim stanie. Od tego czasu tablica tak sobie wisi... Dawno nic do niej nie przyczepiałam.

 Na wtorkowych zajęciach zadaniem każdego z uczestników było wybranie kolorowych kartek, a następnie na odpowiednich przykleić rzeczy inspirujące do działania na jednej, a na drugiej blokujące. Dostaliśmy gazety i kazano wydzierać wybrane elementy. Od razu przypomniało mnie się, jak siedziałam po koniec sierpnia nad tym katalogiem i szukałam fajnych zdjęć.

 Dzięki temu zadaniu, w pewien sposób dowiedziałam się nad czym muszę popracować. Prowadzący komentowali każdą negatywną kartkę i to stanowiło jakąś motywację, że jednak coś można zmienić w swoim życiu. A jak nie zmienić, to wyeliminować!

 Brak odwagi, kompleksy, strach... Z tymi i innymi rzeczami spotykamy się na co dzień. Czasem nas przerastają i sprawiają, że chcemy zamknąć się w domu, najlepiej zakopać pod kołdrą i nigdy nie wychodzić z łóżka. Ale czy to ma jakiś sens? Czy użalanie się nad sobą ma jakiś sens? Na pewno negatywnie wpływa na obraz samego siebie. Nikt nie może czuć się dobrze z tym, że widzi siebie jako ofiarę losu.

 Od jakiegoś czasu, gdy zaczynam wymieniać wszystkie rzeczy w których jestem beznadziejna, źle zareaguję lub coś mi nie wyjdzie, po chwili zdaję sobie sprawę, że to bez sensu. Użalając się nad sobą marnuję więcej czasu (a w marnowaniu go jestem specjalistką), zamiast wziąć się w garść i zrehabilitować. Wiadomo, że czasem trzeba posiedzieć i podenerwować się  na życie. Dobrym owocem tego jest zrozumienie swojego postępowania i jeśli faktycznie uniemożliwia to prawidłowe funkcjonowanie, to twarde postanowienie "Zrobię coś z tym!" to dobry początek. Tylko pamiętaj, że nic samo się nie stanie.

 Przykładowo - każdego dnia wyrzucasz z szafek rzeczy, książki przekładasz z półek na biuro i generalnie Twój dom lub pokój przypomina typową stajnię Augiasza. Od samego rana masz zły dzień, bo tu się prawie zabijasz o krzesło (które zniknęło pod stertą ciuchów i innych rzeczy), tłuczesz ukochany kubek, spóźniasz się na autobus... Żyjesz w totalnym chaosie. Przychodzisz popołudniu do domu z chęcią rozwalenia czegoś ze złości i poczucia beznadziejności, patrzysz na swój artystyczny nieład na poziomie hard, po czym dochodzisz do wniosku, że tak nie można żyć!


 Poznajesz siebie, że jednak potrzebujesz mieszkać w uporządkowanym otoczeniu. Myślę, że to ćwiczenie z kartkami było dobre na określenie siebie w pewnym stopniu. Nie jestem żadnym psychologiem ani nikim takim, ale myślę, że człowiek potrzebuje się jakoś określić, aby zrozumieć swoją inność i unikatowość zarazem. A nuż znajdziesz kogoś o podobnych zainteresowaniach?

Jak myślicie, warto siebie określać? A może znacie inne metody na odnajdywanie siebie?

Pozdrawiam!