12 grudnia 2014

Co się dzieje w Adwencie?

Witajcie!

Z góry mówię, że nie wiem, co mnie natchnęło, aby wstawić moje zdjęcie z porożem renifera (uciętym na zdjęciu). Na szczęście zmniejszyłam jej do dobrej wielkości, ale i tak rzuca się w oczy ;)
Wczoraj Tydzień temu były te Mikołajki. Na bogato mają je tylko małe dzieci. Do starszych Mikołaj przychodzi trochę bardziej wyrozumiale... Trochę słodyczy i coś tam jeszcze ;) Ja w całości podsumowując dostałam "złodziejkę książek" i notes (klasowe),  kalendarz, który chciałam dostać, trochę drobnych do puszki "na aparat/ wycieczkę" (której nie mam) i słodycze ;) Wiem, że w porównaniu do mniejszych dziewczynek (niektóre
wczoraj ostatnio na spotkaniu DM chwaliły się klockami Lego i innymi zabawkami) mój prezent nie jest zbyt wymyślny. Dla mnie jednak nie liczy się ilość ;) Liczy się to, że ktoś o mnie pamiętał i spełnił jedno z moich małych marzeń. Tym się kierując... Marzeniem mojej Mamy było to, żebym posprzątał w pokoju... Kiedy poukładałam wszystkie książki, to mam ich trzy pełne półki (1(największa)- książki do
pożerania czytania, 2- te z biblioteki, 3- bardziej naukowe np. encyklopedie)  :) Ostatnio też w nawyk weszło mi mycie naczyń. To chyba dobrze :D
Jako, że zaczął się nowy miesiąc od
wczoraj usiłowałam iść do spowiedzi. Byłam na mszy w sobotę. Przed nią, ksiądz mi uciekł z konfesjonału. Dopiero
dziś w niedzielę poszłam przed mszą na 9.00. Specjalnie stałam z siankiem (DM i ERM ma taką akcję, że w każdą niedzielę Adwentu stoimy z siankiem) o 8.10, aby nie zaspać ;)
Na dodatek ostatnio ciągle mam ochotę się jakoś wyskakać, wybiegać i tak dalej. Jedynym oparciem w tej sytuacji jest taniec xD Stwierdziłam tak dzisiaj, ponieważ zauważyłam, że każdą próbę na Jasełka (tak, będziemy tańczyć) witam z niesamowitą radością i nie mogę się doczekać momentu tańca :) Pominę fakt dziwnego spojrzenia pewnego trzecioklasisty, gdy mówił o swoim koledze, który też ma tańczyć. Czy ktoś mi to wytłumaczy?
Nie wiem, o czym jeszcze mogę napisać... A! Usunęłam swojego hendmejdowego bloga. I tak na nim nie pisałam... Do zobaczenia jeszcze przed świętami ;)
Pozdrawiam ;)

22 listopada 2014

Targi Książek

Cześć!
Zapowiadam, że recenzja jeszcze się pojawi.
Dzisiejszy wpis jednak chciałabym poświęcić Targowi Książek, na który wybrałam się z Ju. Było świetnie, ale zawiodłam się na jednym. Konkretniej na tym, że w planie wydarzeń na stronie internetowej pisali o spotkaniu z Rafałem Kosikiem. Kiedy specjalnie targałam książkę, aby zdobyć autograf, to okazało się, że nic z tego. Jestem trochę tym rozczarowana, ale jednak zadowolona z zakupów. Kupiłam trzy genialne książki za 35 złotych!

Zdjęcie książek zakupionych dziś (moich i Ju) ;)
22 Listopada 030-2
 Pierwszą zakupioną przeze mnie książką jest "W roku skorpiona" autorstwa Isabell Pfeiffer z wydawnictwa Dreams. Stwierdziłam, że bardzo się opłaca, gdyż normalna cena to 35 zł, a dzisiejsza wynosi 15 zł. Jestem z niej strasznie zadowolona, choć jeszcze nie zaczęłam czytać :)
22 Listopada 034
 Kolejną zdobyczą jest "Własny pokój" znanej Wam już Barbary Ciwoniuk :) Wypatrzyłam ją w pudle "WSZYSTKO ZA 10 ZŁ" ;) Jestem szczęśliwa, że posiadam kolejną książkę z mojej ukochanej serii ;)
22 Listopada 035
 "Pan Snów" pióra Magdaleny Świereczek leżała w tym samym pudle, co książka powyżej.  Przy stoisku Granice.pl było dziwnie (ale fajnie), ponieważ co chwilę dodawano nowe książki. Z Ju odwiedziłyśmy to stoisko tysiąc razy :) Książki tam schodziły jak świeże bułeczki, więc wiedzieli, co zrobić, aby zarobić ;) Jeśli chodzi o książkę, to mam ogromne przeczucie, że tak książka jest warta całych 10 złotych ;)
22 Listopada 033
 Książki zaraz po przeczytaniu zrecenzuję :) Co do Targów, to na następny raz zacznę odkładać sobie pieniądze w lipcu lub sierpniu, aby móc kupić więcej po okazyjnej cenie. Jaki wniosek? Warto chodzić na Targi Książek!
 Pozdrawiam :)

16 listopada 2014

Patrząc w przyszłość...

Witam!
 Nie wiem ostatnio, jak się ogarnąć. Dopiero co zaczęłam z recenzjami, a chcę już przestać. Nie chcę Was jednak zawieść... Może skoro i o tym piszę, to czas napisać o moich niezrealizowanych rzeczach, o których pisałam, że zrobię.
  • W końcu nie poszłam na cmentarz znaleźć jakiś zaniedbany grób. Poddałam się.
  •  Ciągle nie umiem sobie poradzić ze wszystkim, co mnie otacza.
  • W ciągu dalszym wykorzystuję oczy i mam ciche obawy, że za dwa tygodnie okulistka mi przepisze -7.
  • Zaniedbuję wszystko w tym roku. Nic nie jest takie idealne, jak się może wydawać.
  To chyba na tyle... Wczoraj jeszcze kupiłam sobie router, czyli wychodzi na to, że będę dużo się wlepiać w telefon. Patrząc przyszłościowo, takie małe coś może się przydać... Wiem, że dużą ilością rzeczy przeciążam moje oczy.
 Zastanawiam się, czy będziecie mieć coś przeciwko, jeśli co tydzień będę czytała jedną książkę i wstawiała jedną recenzję? Dla Was to pryszcz, bo czytacie moje dziwnie sklecone zdania może z nudów. W każdym razie tym razem na prawdę postaram się zmienić. Może będę się przyznawać do tego, a może nie... Się zobaczy.
 Wyników konkursu jeszcze nie znam, ale jak tylko je poznam to się z Wami podzielę ;) Mam jednak dziwne uczucie, że wszystko zostało już zaplanowane...
 Pozdrawiam ;)

9 listopada 2014

Podsumowanko :D

Witajcie!

Dziś jestem w strasznie optymistycznym nastroju, pomimo sprawdzianu z niemieckiego, do którego nic nie umiem ;) Mam do Was kilka spraw.

1. Podziękowania.

Dzięki Wam wszystkim za doradzenie mi, które zdjęcia wybrać ;) Wygrały oczywiście te:


Czarno-białe zostało zrobione w Bibliotece Śląskiej (czy gdzieś tam xD), a to drugie w ogrodzie Botanicznym w Mikołowie. Jestem z tych zdjęć dumna, pomimo słabego fotoszopu ;)

Drugie za ankietę. W końcu wyszło, że w czwartkowe popołudnie na luuuz.fm będzie można usłyszeć „Grzeczne dziewczynki idą do szkoły, niegrzeczne- do Hex Hall” ;)

2. Harmonogram na ten tydzień.

Postaram się (nie jestem pewna co do jutra) w tym tygodniu dodać minimum dwie recenzje ;) Nie wiem, czy temu sprostam, ale będzie dobrze. Właśnie przypomniałam sobie o Olimpiadzie i o tym, że do niej nic nie umiem. W sumie to mam cały wtorek, żeby się przygotować, bo jutro muszę dreptać do szkoły. To nie fair! Całe moje osiedle nie idzie do szkoły, tylko Ci z mojej muszą. Chciałabym się w końcu wyspać, bo inaczej zachowuję się jak prawdziwy depresista (czyt. człowiek z depresją).

3. Polecanie i tak dalej...

Konkretniej to, jakie książki polecacie mi przeczytać i jakie recenzje chcielibyście jeszcze przeczytać... ;)

Żegnam się więc!

Do napisania,

Pinokia.

3 listopada 2014

Becca Fitzpatrick "Szeptem"

Znalezione obrazy dla zapytania szeptem
Becca Fitzpatrick dla pisarstwa rzuciła pracę w służbie zdrowia. "Szeptem" to jej pierwsza książka. Od razu po premierze znalazła się na liście bestsellerów "The New York Times". Pani Becca pracuje już nad kolejnymi książkami, a w wolnych chwilach oddaje się swoim pasjom: uprawia jogging, kupuje buty i ogląda seriale kryminalne.

"Szeptem" to moja pierwsza przygoda z jej twórczością. Słyszałam o książce już jakiś czas temu, ale dopiero ostatnio odnalazłam ją w czwartej bibliotece do której się zapisałam ;) Już sama okładka i kilka słów z tyłu mnie urzekły. Główna bohaterka nazywa się Nora Grey uczęszczająca do Coldwater. Przyjaźni się z Vee i siedzi z nią także na biologi. Kiedy jedna rozkazuje, aby zmienić partnerów z ławki dosiada się do niej Patch, którego uśmiech nie wróży nic dobrego... Co może zmienić przystojny chłopak z blizną w kształcie odwróconej litery "V"?
"Mimowolnie zerknęłam na Patcha. Świadomość, że miałam go przy boku, działała na mnie kojąco. Nagle się uśmiechnął.

- Boisz się, Aniele?

Czując siłę grawitacji, ścisnęłam metalowy pręt umocowany z przodu wagonika. Roztrzęsiona wydałam jakiś strzęp chichotu.

Wagonik demonicznie mknął naprzód, a moje włosy łopotały za mną. Gwałtownie skręcając w lewo, to znów w prawo, gnaliśmy po stukoczących torach. Czułam, jak wnętrzności raz po raz mi wzlatują i opadają.Spojrzałam w dół, starając się skupić na czymś nieruchomym.

I wtedy zauważyłam, że pas bezpieczeństwa mam rozpięty.

Chciałam krzyknąć do Patcha, ale głos pochłonął pęd powietrza. Ze ssaniem w żołądku zdjęłam jedną rękę z pręta, próbując ściągnąć się w talii pasem bezpieczeństwa. Wagonik szarpnął na lewo. Zderzywszy się ramieniem z Patchem, naparłam na niego tak mocno, że aż zabolało. Gdy wagonik ruszył pod górę, miałam wrażenie, jakby, źle przymocowany, oderwał się od toru"

W książce bardzo wyraziście zostały ukazane emocje, takie jak strach, ból, zaufanie, przyjaźń czy też miłość. Miłość troskliwej, zapracowanej matki do córki. Miłość dziewczyny do chłopaka. Miłość chłopaka do dziewczyny. Przyjaźń między pokrewnymi duszami. Zaufanie skierowane do ludzi i do przyszłości. Strach przed tym, co nastąpi. Ból otrzymywany chroniąc siebie i bliskich.

Wszystkie postacie w tej cudownej historii były fantastyczne ;) Vee polubiłam najbardziej za to, że była oddaną przyjaciółką. Nie zawsze idealną, ale była. Wtedy, kiedy razem z Norą były szczęśliwe i kiedy rozpaczały. To było piękne. Zawsze znajdowała słowa pocieszenia. Nora także była genialna. Zawsze chciała znaleźć wyjście z każdej sytuacji... Czasami ze szkodliwymi skutkami dla niej. Te sytuacje przemawiały prosto do mojego wnętrza. Nie wiem, czy ja bym potrafiła komuś pomóc, a sama tracąc. Takich sytuacji nie powinno się roztrząsać, bo nigdy nic nie wiadomo, więc nie będę rozwijać mojej myśli. Patch też jest ciekawą postacią. Wie, co musi zrobić w imię swego pełnego ja, ale nie robi tego z powodu Nory. Ja myślę, że to piękny gest. Mamy zrobić coś, aby się uratować, ale rezygnujemy z tego w imię drugiej osoby.

Przeczytajcie tę książkę, bo naprawdę jest cudowna. Czytając doświadczycie takiego fajnego uczucia, którego nie da się określić...

14 października 2014

"Hopeless"

Tytuł: Hopeless
Autor: Colleen Hoover

Właśnie skończyłam czytać Hopeless pióra Collenn Hoover. Jest ona amerykańską pisarką, która w  powieściach porusza tematy typowo kobiece. Zaczęła pisać dla przyjemności, co szybko przerodziło się w sukces. Ma na swoim koncie wiele książek, które zostały okrzyknięte wydawniczymi bestsellerami przez New York Times.
Natomiast książka, którą postanowiłam zrecenzować, jest moim pierwszym spotkaniem z jej dziełami.  Książka opowiada o siedemnastoletniej Sky, która rozpoczyna (po latach nauki w domu) szkołę. W między czasie spotyka chłopaka z którym łączy ją coś więcej, niż miłość. Z czasem napotyka tajemnice z przeszłości, które trzeba rozwiązać...
W utworze najbardziej fascynują mnie momenty, które okazują wsparcie. Są takie... inne, niż w książkach z którymi na co dzień się spotykam. Nie tylko te, ale i inne uczucia są przedstawione dosyć prawdziwie. Podziwiam autorkę, że w kilku zdaniach zawarła to, co niektórym zajmuje prawie cały rozdział.
Ocieram łzy i znów na niego patrzę. Wpatruje się w milczeniu w podłogę i wbrew sobie widzę w nim inne przebłyski mojego tatusia. Widzę człowieka, który kiedyś mnie kochał... na długo przed tym, jak zaczęłam się bać obracającej gałki u drzwi.
Postacią, którą polubiłam najbardziej jest główna bohaterka (normalnie szok; od kiedy komuś się podobają główni bohaterowie?), Sky. Dziewczyna jest twarda- to trzeba przyznać. Ma dość czytelny dystans do siebie, nie przejmuje się opiniami innych. Jest taka... normalna. Może dlatego ją polubiłam. Nieraz bohaterki mają jakieś wyidealizowane cechy oraz przereklamowane kompleksy. Sky niby jest idealna, ale czytając między wierszami da się zauważyć jej wady, między innymi słabość do jedzenia (czy to wada), okłamywanie mamy. Mimo to strasznie ją polubiłam. Zastanawiam się, czemu po przeczytaniu kilku kartek moja koleżanka stwierdziła, że książka jest do niczego. Nawet nie wie, jak bardzo się pomyliła.
Zachęcam do przeczytania tej książki, w szczególności tych, co lubią mocne książki o miłości i tragediach rodzinnych. Kiedy rozpoczniecie wędrówkę w labiryncie liter... Albo nie, nie dokończę. Sami to poczujecie ;)

30 sierpnia 2014

Szczęśliwie zakończyć dzień...

Cześć!
Piszę o bardzo nietypowej porze, ale muszę. Widziałam dziś dwa filmy.  Dawcę pamięci Gwiazd naszych wina.
Zacznę od tego pierwszego.
Dawca pamięci- po przeczytaniu kilku książek (odpowiednich), można odnieść wrażenie, że jest to połączenie Niezgodnej iIgrzysk Śmierci.  Prócz tego film jest fajny, ale myślałam, że będzie jakiś bardziej piorunujący. Mimo to, wiem już, jak to jest żyć w świecie bez emocji, kolorów, dotyku, miłości. Nie wyobrażam sobie, jak bym mogła nie uściskać mamy po przyjeździe. Gdybym nie mogła bić się i kłócić z koleżankami. Wszystko byłoby idealne i czarno białe. Kiedy Biorca dostawał wspomnienie to dostawałam wstrząsu. Wszystko czarno-białe, ponure i nagle wyskakuje obraz z milionem kolorów. To było niesamowite. Ostatnio często mam styczność z wyrażeniem It is awesome. Zgadzam się. To było strasznie awesome i piorunujące. Film opowiada o
uczuciach emocjach, przyjaźni, miłości, zaufaniu i lojalności. O gestach które zaniedbujemy i których nadużywamy. To wszystko jest w Dawcy pamięci. Jeśli chcesz więc przeżyć coś piorunującego, to weź kasę na bilet i idź do kina na Dawcę pamięci. Nie pożałujesz!
Gwiazd naszych wina- film na podstawie książki o miłości, zaufaniu, raku i przyjaźni. Opowiada o nastoletnich uczuciach przeobrażających się w coś więcej. Opowiada też o nałogach. Van Houten (czy jak mu tam).  Zacytuję moją wiadomość do Ju po ponownym kontakcie z GNW  "Matko, jaki z niego debil. Jaki sens ma pisanie o alkoholiku i debilnym autorze który kończy książkę w środku zdania, bo umieramy w środku życia i nawet nie zdradza co się dzieje z pozostałymi bohaterami oprócz tego, że niektóre nieskończoności są większe od innych, skoro po pominięciu dwóch faktów, czyli 1) nie urwał książki w środku zdania i 2) napisał, że Hazel spotkała się z Isaackiem oraz że otrzymała od Gusa mowę pogrzebową. Ale prócz tego, jest takim samym debilem. Nie napisał, czy Hazel wyszła za kogoś ani czy umarła... Przydałoby się zdobyć jego e-mail ". Może to dziwne, ale to właśnie pomyślałam. Kocham twórczość Greena, ale teraz to lekka schiza. Może o to mu właśnie chodziło? Przyda mnie się jego e-mail (jak tylko nauczę się angielskiego, bo wiemy, że jestem obcojęzycznym analfabetą) :P
Jako, że jest już 23.45 to dobranoc everybody.
Dobranoc.
Pozdrawiam,
Pinokia...

8 lipca 2014

"Historia prawdziwa Kapitana Haka"- Pinokia recenzuje ;)

Tytuł: "Historia prawdziwa Kapitana Haka"
Autor: Pierdomenico Baccalario
Ilość stron: 312
Czas na przeczytanie: 1-2 dni
Moja ocena: 8/10


Dnia 28 kwietnia w 1829 roku na świat przychodzi dziecko z nieprawego łoża króla Jerzego IV. Z powodu, iż bękart może zostać uznany za następce do tronu, zazdrosny brat króla Wilhelm stoi na czele spisku przeciw dziecku. Młody doktor otrzymuje rozkaz poinformowania króla o śmierci dziecka i matki (co jest kłamstwem) pod karą śmierci. Kiedy to czyni razem z księciem Wilhelmem, król wpada w szał. Wyrzuca zegar, który doktor dostaje jako zapłatę. Potajemnie doktor wysyła dwoje wygnańców na statek, który ma dopłynąć w bezpieczne miejsce dla May i Jamesa Fry.

 Po dniach i latach spędzonych James dorasta na mądrego chłopca, marzącego o wypłynięciu na statku. W wieku trzynastu lat ucieka z domu, od kochającej matki na nowo przybyły statek- Hope. Wchodząc na statek, staje się marynarzem. Po kilkunastu latach i wielu przygodach staje się najbardziej poszukiwanym człowiekiem imperium brytyjskiego, czyli piratem. W prawej ręce ma hak, dzięki któremu łatwiej steruje statkiem.
James Fry po śmierci matki dostaje od ojczyma zegar- stary klucz do przeszłości. Ciągle jednak nie wie, który był jego ojcem. Natomiast w między czasie na zamku młoda lady Florence znajduje kluczyk do złotego zegara. Po kilku latach stary już doktor opowiada Florence historię wygnańca .Dziewczyna postanawia odszukać swojego kuzyna i po miesiącach pływania na statku, znajduje Jamesa- kapitana Gwiazdy Zarannej. Daje mu kluczyk i wyjaśnia to, co wie. Kapitan po długim rozmyślaniu płynie do Anglii w ciągu 51 dni, chociaż możliwe jest to 80. Wszyscy są zdumieni tym faktem. Na miejscu dostaje od królowej Wiktorii tytuł sir i własną ziemię. Jest z tego zadowolony, bo nie chce kandydować na króla.
Po kilku latach jadąc w pociągu napotyka album. W Londynie natychmiast odnajduje J. M. Barriego i wręcza zgubę. Po rozmowie i upływie czasu powstaje dzieło "Piotruś Pan" pióra Barriego. Inspirował się swoim rzeczywistym Kapitanem Hakiem, który dostając maszynopis stwierdza z załogą, że został odpowiednio odwzorowany.
Ciekawa jest to moim zdaniem książka. Taka trochę... zaskakująca ;)

16 czerwca 2014

"Wczoraj do ciebie nie należy. Jutro niepewne... Tylko dziś jest twoje."

Witajcie.
Dziś dopiero dostawca usług postanowił włączyć mi Internet, z tego też powodu postanowiłam coś tu napisać. W obecnej chwili mam swoje emocje odzwierciedlone jako scenę, w której dziewczyna otwiera starą szkatułkę pełną swoich skarbów sprzed kilku miesięcy. Zawiasy szkatułki są pokryte rdzą, a ona zakurzona. Tak mniej więcej się czuję. Jakbym wracała do czegoś starego. Może i tak jest... W  każdym razie dziś piszę i mam nadzieję, że zaglądacie tu czasem i zauważycie coś nowego.
Ostatnio (czyli jakieś dwa tygodnie temu) byłam na wycieczce w Kotlinie Kłodzkiej. Było tam dość nieźle. Każda chwila zwiedzania oraz w pokojach przynosiła ze sobą coś nowego. Zrobiłam tam trochę zdjęć i kilka z nich tutaj umieszczę ;)
Wstawiając te zdjęcia, uświadomiłam sobie ile ich zrobiłam...
W czwartek zaczął się Mundial. Wszyscy chyba tylko siedzą przed telewizorem czy coś i obserwują akcję. Ja natomiast patrzę, ale nie za dużo. Lubię sobie popatrzyć na mecz, ale nie kilka pod rząd. Wtedy zaczynam się nudzić. Wczoraj oglądałam jeden i I połowę drugiego, przez co dziś mnie to nie interesuje...
Wrócę do Was jeszcze w tym tygodniu
Pozdrawiam,
Pinokia

25 maja 2014

'62 Ciągle jestem!

Hej!
 Wiem, że dawno nie pisałam. Idzie mi to kiepsko, jak prawie wszystko, ale planuję zmiany. Nie poddam się, tylko będę brnęła dalej i szukała najlepszej drogi. To właściwie chyba dobry  pomysł...
 W ostatnim czasie ciągle się coś szykuje do szkoły. Walka o dobrą średnią na koniec... Z dziewczynami jakiś czas temu nagrałyśmy dwa teledyski, ale postanowiłyśmy zrobić jeszcze jeden. Wczoraj siedziałam trzy godziny i szukałam odpowiedniego. Przed chwilą też. Niby tak dużo piosenek, ale jest tyle awykonalnych teledysków. Mam nadzieję, że szybko coś wykombinujemy (padła propozycja "My Słowianie" po angielsku) ;)
Wczorajsze popołudnie spędziłam z dziewczynami, a dzisiejsze z tatą. tatą. Ma urodziny. Jutro Dzień Matki, więc przy okazji kupiłam kilka rzeczy na prezent... Mimo wszystko nie mogę się doczekać wakacji  <3
Pozdrawiam ;)

4 maja 2014

'56 Jutro do szkoły...

Witajcie!
Niestety, ale od jutra będę musiała już normalnie pracować mózgownicą. Sprawdziany i kartkówki tego z pewnością dopilnują. Co do mojej częstotliwości na blogu, postanowiłam zaglądać tu w czwartki i weekendy ;) Mam nadzieję, że wytrwam do wakacji :)
Ostatnio pisałam o różnych biżuteriach, drobiazgach i tak dalej... Wczoraj Ef (w sumie przedwczoraj) zasugerowała mi, abym zaczęła zajmować się beadingiem, czyli szydełkowaniem koralikami. Wczoraj popatrzyłam w sklepach internetowych, jakie są ceny tej pasji. Płacić trzeba za wszystko, a mam w domu pełno innych koralików, więc postanowiłam zużyć te, co mam. Również wczoraj zrobiłam bransoletkę. Nie mówię, że jest piękna i cudowna, bo z pewnością można ją przebić czymkolwiek, ale wygląda tak:
Obraz 126Obraz 134
Jak się człowiek nudzi, a znajomi wspomną o czymś co kocha, może coś stworzyć. Mi wyszła taka właśnie bransoletka. Kiedy ją skończyłam, popadłam w dżinsowe szaleństwo i zrobiłam sobie też (nie)normalny breloczek do piórnika. Moje małe dzieło prezentuje się tak :
Obraz 146
Mówiłam, że to nic specjalnego. Po prostu z nudów... Znacie to uczucie, prawda?
Co do nudów, zaczęłam czytać "Krąg". Ef i Em twierdzą, że to nawet ciekawa książka, więc postanowiłam ją zacząć czytać. bardzo możliwe, że zrobię za niedługo recenzję czegoś ;) Mam taką niepohamowaną ochotę...  Może dzisiejszy wpis nie jest zbyt długi, ale będę już kończyć ;) Wstawię jeszcze jakąś nutkę do przesłuchania i uciekam.
Pozdrawiam!


3 maja 2014

'55 Moc kamery

Cześć!
Z góry zapowiadam, że tytuł wpisu wziął się z powodu kręcenia teledysków razem z Ef, Em i Ju do szkoły ;) Odbywały się w środę i wczorajszy piątek, z tego też powodu postanowiłam dziś napisać. W poniedziałek i wtorek starałam się motywować do nauki, co za bardzo się nie powiodło w porównaniu do dziś ;) Chętnie opublikowałabym tu te teledyski, ale dziewczyny mi zabroniły. Ledwo się powstrzymują przed urządzeniem mi awantury, że w ogóle coś o nich wspominam. Ale ten fakt pominę. Blogi przecież mogą służyć do przemyśleń i tak dalej, a nie tylko do chwalenia się swoimi dziełami...
Na razie już w pełni gotowy teledysk Ju nam udostępniła. Obejrzałam go już z dziesięć razy i ciągle nie mam dość ;) Po obejrzeniu naszego, kliknęłam oryginalny. Oto on.

Tak szczerze mówiąc, odnoszę wrażenie, iż nasz jest trochę lepszy ;) Jest więcej akcji i nie jest do końca tak ponuro... Co z tego, że pewnie z naszej czwórki tylko moja opinia ;)
Dziś rano przeczytałam w końcu "Skąpca", Zaczęłam i skończyłam. Muszę przyznać, że ten dramat wyjątkowo łatwo się mnie czytało. Był taki bardziej zrozumiały język... Ale nie, nie polubię dramatów!
Pewnie zauważyliście, że pojawiła się nowa galeria "Kwiecień 2014". Nie chodzi mi o komentowanie, czy coś (ale też będzie miło), tylko o dodanie jeszcze kilku zdjęć za jakiś czas. Dodałam wszystkie z laptopa, a tu niespodzianka! Jeszcze został aparat. Jak je kiedyś zgram to dodam ;)
Ostatniego czasu zaś szukam nowej pasji. Może nie szukam, ale chcę. Ten cały bookcrossing tak naprawdę stanął w miejscu, już na starcie ;) Nic nie zaczęłam robić w jego kierunku. Może dlatego, iż obecnie nie mam weny tworzenia kartek. Nikt w ostatnim czasie nie ma urodzin i nie mam motywacji ;) Po drugie, po dwóch tygodniach wolnego wróci się w końcu do szkoły... Czy w czasie wolnego zaszły we mnie jakieś zmiany?  Myślę, że tak. Dostrzegłam, że jestem za bardzo ufna wobec Na bloga 9ludzi, dlatego też bardziej się wszystkim przejmuję związanym z nimi.  Ciągle na około słyszę, że nie mogę się załamywać na błahostkach, bo życie ma w zanadrzu więcej niespodzianek. Chyba w końcu powoli muszę się wynosić z całkowitego świata marzeń, nadziei o idealnym świecie i dobrych ludziach. Niby wiem, jak jest naprawdę, ale jednak nie do końca. Trzeba to zmienić. Wiem, że takie podejście wiąże się z twardym stąpaniem po ziemi. Nie mam bladego pojęcia, czy jak czytacie wpisy na blogach o czyimś życiu, czujecie, że ten ktoś ma się fajniej. Ja tak mam, przez co zaczynam marzyć o idealnym życiu od podstaw, a czasu nie da się cofnąć. Co się wydarzyło, to pozostanie na zawsze z widocznym skutkiem. Największym problemem jest to, że jeśli się coś robi, to z myślą o szczęśliwym zakończeniu. Nie zawsze tak jest. Po wielkiej kłótni można udawać, iż nic się nie stało, lecz nadal kryje się do siebie urazę. Jeśli otacza się kogoś kłamstwem, to też nie jest dla niego korzystne... Chodzi mi głównie o to, by w chwilach kryzysu, każdy myślał co będzie potem. Aby kłócił się z głową. Wiem, że to trochę bez sensu, ale trudno. Niektóre błahostki za bardzo mnie przygniatają. Postanowienie, że muszę się trochę "zamknąć" na ludzi, bo w życiu tak na prawdę jest się samemu. Każdy myśli tylko o sobie i trudno znaleźć prawdziwych przyjaciół. Bywa też, że rodzina się na Ciebie wypnie i staniesz się czarną owcą. Wtedy zdajesz sobie sprawę, że musisz radzić sobie sam. To raczej nie jest fajne...
Pozdrawiam ;)