1 listopada 2015

Chwilowy koniec...

Od zawsze uważałam, że to bez sensu. Aż do teraz.
Kiedyś sobie postanowiłam, że nigdy tego nie zrobię. Ale się wyłamałam.
Nie mam pojęcia, czy ktoś tu jeszcze jest. Czy ktoś czeka na kolejny wpis...
Jeśli tak, to musi jeszcze trochę poczekać.
Dlaczego?
ZAWIESZAM BLOGA DO KOŃCA ROKU 2015!
Muszę zrobić sobie przerwę w pisaniu. Przez ostatnie wydarzenia, przez moją chęć pomagania innym w problemach... Muszę wszystko sobie poukładać. I skupić się, aby dobrze pomóc. Czuję się taka trochę jakby przepuszczona przez maszynkę do mielenia...
Mam nadzieję, że ktoś tu zajrzy za dwa miesiące..
Moi Blogowi Sąsiedzi oraz Czytelnicy, wyjeżdżam na dwa miesiące, aby wszystko poukładać. Taki jakby urlop. 

Trzymajcie się!
Pinokia

14 października 2015

Zdjęcia, październik oraz gitara...

Witajcie :)
Informacja dla regularnych czytelników: Moi Drodzy, spodziewajcie się (sensownych) wpisów tak jakoś co dwa tygodnie (mniej więcej). Dlaczego? Jest to dla mnie odpowiedni przedział czasu, aby zebrać wszystkie myśli oraz wydarzenia... Bo zauważyłam, że przez dwa  tygodnie więcej się dzieje, niż przez jeden (nie, to wcale nie oczywiste...) ;) Jeśli macie jakieś uwagi lub coś, to wiecie w jaki sposób do mnie dotrzeć :) 

Ostatnie dwa/ trzy tygodnie były pełne zdarzeń i wrażeń. Nie zawsze pozytywnych, ale dzięki nim wiele zrozumiałam... Z tego też wynikają moje zmiany, a raczej narzucone cele. Wolę się nimi nie dzielić, ponieważ mam kilka powodów. Każdy ma sprawy, których nie chce wywlekać na światło dzienne, prawda? ;)
Każdy dzień był dla mnie niespodzianką, i w sumie nadal tak jest. Jeśli chodzi o naukę niemieckiego, to czuję jakiś postęp w... moim mózgu(?)... w znajomości języka :) I jestem z siebie dumna, ponieważ dostałam pierwszą 5 z kartkówki z angielskich słówek od czasów pierwszej gimnazjum ;)

Jutro ponownie odwiedzę Kraków, a z tym wiążą się oczywiście zdjęcia :) W ostatnim czasie zaczynam też rozmyślać nad wystawą na trochę większą skalę niż szkoła... Ale to się jeszcze zobaczy, ponieważ muszę porozmawiać z odpowiednimi osobami, żeby w ogóle zobaczyć swoje szanse ;) Do tego dochodzi też konkurs o jesieni, więc będę musiała wybrać się na spacery. Obecna pora roku jest ciekawa, ale kiedy pada, to aż się nie chce wychodzić... Ech... Gdzie to słońce? Niby padał już śnieg z deszczem, ale w ostatnim czasie z tą pogodą nie wiadomo.
Na początku października, wyciągnęłam gitarę z szafy. Od dwóch tygodni pilnie ćwiczę i już umiem zagrać jakieś chwyty (ale gdybyście usłyszeli A Thousand Years  (- Christina Perri) w moim wykonaniu z gitarą, to padlibyście ze śmiechu nad moją umiejętnością grania ;) ). Pod koniec tego tygodnia lub w przyszłym dojdą nylonowe struny... W ogóle z tymi strunami, to niezła akcja. Gitara ma lat 17 (czyli jest starsza ode mnie) i moja siostra pamięta, że kupowała gitarę klasyczną (czyli właśnie nylonowe struny). Kiedy dwa lata temu patrzyłam, jakie struny dokupić, to były metalowe (jak do akustycznej). No i moim ostatnim dylematem jest to, jakim cudem z gitary klasycznej, stała się akustyczna... Ale wszystko do naprawienia ;) Podejrzewam, że po zmianie tych strun, będę siedziała jeszcze dłużej na gitarze. Dlaczego? Bo mam już trochę uodpornione palce od metalowych ;) Jeśli chodzi o mój głos i śpiewanie, to lepiej nie będę się wypowiadała ;)

Poza tym zebrało mnie się na czytanie swoich starych wpisów na tym blogu, żeby przypomnieć sobie o niektórych rzeczach ;) Do wszystkich blogerów, których zaniedbałam, też pora zajrzeć ;)
Miłego wieczoru :)
PS. Znowu planuje coś z wyglądem bloga, więc uważajcie ;)

13 września 2015

Szczęście, język niemiecki i bierzmowanie ;)

Witam!
Dawno mnie tu nie było... Jakieś dwa/trzy tygodnie. Dziś nadszedł dzień, kiedy mam ochotę się podzielić ze światem wszystkim tym, co kryje w sobie ;)


Najświeższym powodem do radości jest to, że... Jakiś czas temu napisałam do tego pana śpiewającego wyżej z pytaniem o możliwość kupna jego płyty, gdyż ponieważ w Polsce niestety jej nie ma... Co najlepsze, odpisał :) I jeśli wszystko pójdzie dobrze, od 2016 roku w końcu kupię w polskim sklepie płytę! I w sumie... Jak sobie przypomnę, że taki (moim zdaniem) całkiem dobry muzyk odpisał na moje pełne błędów wypociny po niemiecku i je zrozumiał, to poprawia mi mega humor ;)

Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Chris Brenner do mnie napisał!!!
Nie ważne... Udajmy, że tego nie ma :)

Dla przypadkowego czytelnika lub kogoś, kto nie rozumie "tych małolat": To, że zachowuje się jak mniej więcej typowa dziewczyna w gimnazjalnym wieku, świadczy że jestem normalna ;) Nie planuję się ciąć ani nic w tym stylu, więc jeśli komuś nasunął się jakiś wrogi komentarz, to w sumie pozdrawiam ;) 

Kolejnym powodem do szczęścia są moje zbliżające się urodziny ;) To w sumie już za tydzień! Poniekąd wiem co dostanę, gdyż Ju usiłowała mnie przekonać do niezapisywania się do biblioteki wielojęzycznej no i wydało się... Dostanę książkę po niemiecku!!! I coś z HP :D I w sumie... Dalej nie wiem, ale wszyscy mówią, że chciałam to dostać ;) Nie mogę się doczekać!

Wracając do języka niemieckiego... Jestem dumna, że potrafię coś napisać w miarę do ogarnięcia w tym języku ;) Dalej, wczoraj dokonałam zakupu przegenialnych fiszek (jak się można cieszyć fiszkami?!) i w ostatnim czasie (czyżby przez 24h?) ogarnęłam około 50 czasowników... To całkiem normalne, prawda? :) I w szkole, pani ucieszyła się z powodu mojej chęci pisania egzaminu po niemiecku :D Moje obawy były bezpodstawne... Miałyście racje, Drogie Czytelniczki :) Obecnie wyszło, że przygotowuję się do olimpiady i mam zajęcia 4 razy w tygodniu!  To takie wspaniałe :)

Muszę się wziąć za czytanie książek, bo mam ich tyle w koszyku, że masakra... Jeszcze nie skończyłam  "Krwi Olimpu". Chyba lepiej będzie, jak tom z biblioteki miejskiej oddam i będę czytywała w szkolnej w trakcie wf-u na którym nie ćwiczę... I kiedyś muszę wziąć się za "Syzyfowe prace", "Wybacz mi. Leonardzie" i resztę.  Co do nauki, to już trochę się dzieje... Od początku nas informują (czyt. brutalnie tyranizują nasze mózgi) o nadchodzących egzaminach. Wszystko musimy umieć perfekcyjnie, dlatego coś tam, coś tam... No cóż... Trzecia gimnazjum to nie przelewki...

I bierzmowanie! W ten piątek już coś się podzieje w tej sprawie :) Muszę napisać podanie... Jakoś tego nie widzę, ale Mama zawsze pomoże ;) Szczerze, ciągle nie wiem, jak chcę na trzecie imię... Rita, Klara, Pia, Faustyna... Chyba będę musiała przejrzeć ich życiorysy ze szczegółami, ale najbardziej podoba mnie się życie św. Faustyny, ale imię nie do końca. A ojciec Pio... Wstyd się przyznać, ale za wiele o nim nie wiem... W sumie nic :/ Ale to szybko nadrobię!

W ostatnim czasie strasznie opanował mnie stres. Wczoraj na spotkaniu nie potrafiłam złożyć zdania do kupy... Ciągle się jąkałam i masakra... A dzisiejsze czytanie na Mszy też było stresujące. Cała się trzęsłam i przez to pomyliłam -,-

Niestety, przez ostatnie dni złapał mnie katar... Chyba pora ubierać się na cebulkę (czego nigdy nie zrozumiem...) ;)

A co u Was? Na ile procent jesteście szczęśliwi? Dopisuje Wam zdrowie?

Pozdrawiam :D

Ps. Chyba trochę przesadziłam z buźkami, ale trochę mnie rozwala z radości od środka ;)

22 sierpnia 2015

Niezaplanowany wpis

Dobry wieczór ;)
Piszę to po 22.00, więc  raczej mogę tak zacząć :) Żeby bardziej poczuć się w klimacie, proponuję odtworzyć tą playlistę lub wybrać jakąś własną.

Dlaczego piszę?
Mam potrzebę się wypisać. Podzielić z kimś tym, co siedzi w mojej głowie. O planach, które pewnie nigdy się nie zrealizują. O śmierci. Marzeniach. Decyzjach.
Szczerze, to nie wiem od czego zacząć. W ostatnim czasie tak bardzo uświadamiam sobie o czasie, jego upływie i skutkach.
Kiedy się rodzimy, otwieramy oczy. Kiedy umieramy, zamykamy je.
Cały proces mrugnięcia, to ułamki sekundy.
Wszystko zależy od okoliczności, kiedy mrugamy. W trakcie wpatrywania się w coś rzadziej, a kiedy mamy coś w oku, to błyskawicznie.
Życie na przestrzeni wieków, tysiącleci, wieku naszej planety, jest jak takie jedno mrugnięcie. U jednego trwa długo, a u drugiego krótko.
Nie zmienia to faktu, że śmierć jest bolesna dla bliskich.
Wydaje mnie się, że dla osoby umierającej najboleśniejsze są rzeczy, których się nie zrobiło.
Marzenia.
Każdy z nas marzy, planuje. Czuje, że powinien zrobić coś ważnego.
Kiedy wkraczamy w dorosłość, marzenia zdają się być mniej realne. Dziecięce i nastoletnie plany skreślamy, bo uważamy za głupie i nic nie warte.
Zmieniamy się, ale proces ten trochę trwa, Zaczyna się, kiedy jesteśmy zmuszani do podejmowania coraz ważniejszych decyzji. Kiedy jedno nasze słowo przesądza wszystko.
Ja też mam marzenia. Pragnę udać się w podróż dookoła świata. Chcę zamieszkać w Niemczech i tam pracować. Chcę być nauczycielem, tłumaczem, psychiatrą... Chcę pomagać ludziom. Chcę wywoływać uśmiech na twarzach innych. Chcę być szczęśliwa.
Czy moje marzenia wydają się mnie obecnie realne? Po części tak, a po części nie. Pewnie, jak każdy z nas, ludzi, czuję, że muszę coś ważnego w życiu osiągnąć. Czuję, że muszę zrobić coś takiego, aby zmienić świat. Czuję, że muszę zrobić coś tak ważnego, że po tym będę mogła spokojnie umrzeć. Bez wyrzutów sumienia. Bez żalu.
Mam dopiero 15 lat. Jestem hipokrytką z wysokimi ambicjami, którym nie umiem sprostać. Mam marzenia, które już teraz postrzegam jako nierealne. Czy to źle? Chyba tak. Powinnam czuć, że mogę je spełnić. Że dosięgnę stopnia z ambicjami, które naprawdę są ważne. Nie takie, które są wywoływane pragnieniem bycia najlepszą. Tylko takie, którymi mogę pomóc innym.
Ludzie postrzegają mnie jako nieśmiałą osobę. Jako mądrą i rozważną. Jako odpowiedzialną. Bujającą w obłokach.  W rzeczywistości, ile jest w tym prawdy? Sama nie wiem. Ale wiem, czego mi brakuje. Pewności siebie. Wiem, że boję się sama siebie, swoich sił. Boję się, że mogę nie sprostać zadaniu. Wiem, że to źle. Pewność siebie to nie bycie wrednym, poniżającym innym. Pewność siebie, to wiedza o swoich wartościach. Wiara w nie. Wiara w to, co możemy zrobić. Pewność. Z czym się kojarzy? Doświadczenie, zaufanie, gwarancja.  Kiedy połączymy to razem ze słowem "siebie", co powstanie? Doświadczenie siebie. Zaufanie siebie. Gwarancja siebie. Żeby brzmiało bardziej po polsku, to proszę bardzo. Wiedza o swoim doświadczeniu. Zaufanie do siebie. Gwarancja swoich zdolności. Tym wszystkim jest pewność siebie.
A teraz Ty. Ile masz lat? Kim jesteś? Jakie są Twoje marzenia? Czy wydają Ci się realne? Czego Ci brakuje? Czy jesteś pewny/pewna siebie? Na ile procent?
Wczoraj przyszło mi do głowy, aby pisać poradnik. Nie wiem, jak się za to zabrać, ale wiem, że ten wpis może do niego należeć. Jeśli masz już odpowiedzi na wszystkie pytania powyżej, to teraz zastanów się, co myślą o Tobie inni? Jak bardzo zgadza się to z Twoją oceną? Jeśli w większości, to gratuluję. Jeśli jednak nie jesteś usatysfakcjonowany, to zapraszam do odkrywania siebie. Na początek, musimy uwierzyć we własne wartości. Musimy sobie samym zaufać. Musimy wiedzieć, na co nas stać!
Ćwiczenie pierwsze:
Załóż sobie zeszyt, notes. Codziennie, przez następny tydzień, dwa, a może miesiąc, zapisuj swoje najdrobniejsze osiągnięcia. Uśmiech do osoby, która nas denerwuję? Kilka słów do kasjerki w sklepie? Dłuższa modlitwa? Pomoc sąsiadce?
Nie chodzi tu o osiągnięcia, które widzą wszyscy. Chodzi tu o osiągnięcia, których Ty prawie nie widzisz. Bo to, co niewidoczne dla oka, może być bardziej wartościowe niż to widoczne. Prawda?
Spróbuj!
Skąd taka nagła chęć na ten wpis? Dziś umarł mój wujek. Nie byłam z nim za bardzo zżyta, ale żałoba rodziny zaczyna mnie przytłaczać. Wiem, że to ważne. Trochę denerwuje mnie jednak mówienie mi, co powinnam robić, co ta osoba by chciała i tak dalej. Przecież nie wolno wypowiadać się za kogoś... Znoszę uwagi i podejrzewam, że będę nimi zarzucana przez następne tygodnie. Wiem, że jest to poniekąd z poczucia winy tych osób. Bo zawsze po czyjejś śmierci się myśli, co powinno się wtedy zrobić. Ale ja jakoś za bardzo nie czuję się winna. To nie z mojej winy umarł. Owszem, mogłabym go poznać bliżej, ale raczej nie miałam takiej okazji. Spotkanie raz na siedem lat dużo nie da.
A jak Wy myślicie?
Dobranoc...

20 sierpnia 2015

Babeczki czekoladowe (bez piekarnika)

Witam :)
Z powodu zbliżającego się roku szkolnego, metodą Ew, zaczęłam wyszukiwać jedzonko, które mogę nosić do szkoły, jako drugie śniadanie :)
I tak... wzięły się babeczki! Nigdy ich nie piekłam ani nie pomagałam komuś robić, więc w sumie moja wiedza była na stopniu 0. Zastanawiające było dla  mnie to, że skoro powstały te szybkie ciasta w kubku, do zrobienia w mikrofali, to czy samemu od podstaw nie można zrobić ;) Znalazłam w Internecie kilka przepisów i jakoś je trochę pomieszałam, i chciałabym się podzielić moim malutkim odkryciem :)
Przepis na 5-7 babeczek :)
Potrzebne produkty:
  • 4 łyżki mąki (najlepiej tortowej)
  • 3-4 łyżki cukru (jak kto lubi słodkie ;) )
  • 3 łyżki kakao (według mnie, wtedy są bardziej czekoladowe)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżki mleka
  • 4 łyżki oleju
  • 1 jajko
  • dodatkowo- czekolada :)
Sposób przygotowania:
  1.  Wymieszać wszystkie składniki sypkie (mąkę, cukier, kakao, proszek do pieczenia).
  2. Wbić jajko oraz wlać mleko i olej. Wszystko dobrze wymieszać.
  3. Pokroić czekoladę na malutkie kawałki, albo ścierać na wiórki ;) Następnie wrzucić do naszej masy i wszystko wymieszać.
  4. Przełożyć masę do foremek i dać na około 3 minuty do mikrofalówki. Najlepiej jednak pilnować i sprawdzać, aby nic się nie spaliło, ale też nie było nieupieczone :)
  5. Na koniec przyozdobić według uznania :)

 Myślę, że przepis jest banalny. Tym bardziej, że w wersji do piekarnika, zamiast oleju mamy masło :) Pamiętajcie też, że do mikrofalówki nie dajemy metalowych rzeczy!
Życzę smacznego :)

10 sierpnia 2015

Słońce, marzenia i życie w książkowym świecie...

Witam :)
Zaczęłam niby pisać coś wcześniej, ale jakoś nie czuję, żeby to opublikować. Postanowiłam więc zacząć od początku :) W sumie, to ostatnio ciągle o czymś marzę ;) To chyba z ogromu wolnego czasu... Ciekawe, czy któreś z marzeń się spełni. Wiem, że będę się o to starała ;)

Pogoda słoneczna, lecz trochę za bardzo. Jak dla mnie, powinno być jakieś 5 stopni w dół ;) Większość czasu spędzam w domu, tworząc przeciągi i takie tam... Ale w sumie, to mogłabym to trochę zmienić. Dziś z dziewczynami pojechałyśmy nad wodę, na drugi koniec miasta. Nie leżałyśmy w samym słońcu i nie opalałyśmy, bo nie taki był zamiar. Muszę przyznać, że wczesne (tak przed 12) spotkanie jest nawet dobre, bo będąc na dworze, przystosowujemy się do temperatury. Bynajmniej jest tak u mnie ;) Ja nie wykonuję żadnej pracy fizycznej, nie przebywam cały czas w słońcu, to pewnie dlatego tak się dzieje ;)
Od soboty (Ew miała urodziny) ciągnie mnie trochę do jogi. Może dla tego, że z koleżankami tworzymy dziwne figury, które znajdujemy w Internecie. I muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej. Dziś na dworze byłyśmy trochę atrakcją dla ludzi, ale co tam ;)
W ostatnim czasie bardziej zauważyłam środowiska, w których żyję ja i moi rówieśnicy. Od kiedy przeczytałam "[delirium]", zaczęłam niby o tym myśleć, ale w ostatnim czasie bardziej. Książka ta opowiada o świecie, gdzie miłość jest zakazana. Ludziom podaję się leki, które blokują uczucia. Istnieją jednak grupy, które są temu przeciwne i uciekają przed zabiegiem. Co to ma do ludzi teraz?
Zastanawiam się nad tym, kto jaki byłby w takim świecie. Siebie oceniłam jako przykładną mieszkankę, niż kogoś łamiącego prawo. I w sumie, ciekawie jest wyobrazić sobie siebie, jako bohaterkę/ bohatera w jednej z książek o życiu w przyszłości. Takie to trochę filozoficzne, ale też i test na wyobraźnię ;) Szczerze, to trochę się wkurzyłam na siebie, bo fajnie byłoby być po drugiej stronie mocy... Tym bardziej, że miłość jest wspaniała, a blokowanie uczuć niekoniecznie...
Jak Wam mija czas? Jak znosicie upały? Jako kto i gdzie w książkowych światach, byłoby Wasze miejsce?
Pozdrawiam ;)

3 sierpnia 2015

Komputer, nauka i trochę muzyki :)

Witam!
Przed chwilą prawie usunęłam sobie konto, więc ciekawie zaczyna się to moje dzisiejsze pisanie :)


Ostatnio ciągle słucham tego coveru i w sumie, to lubię się dzielić piosenkami, które słucham :) A po drugie, ostatnio słucham tylko Chrisa (w sensie tego chłopaka) :)
Wczoraj zaczęłam małe porządki na komputerze. Ciągle tylko coś kopiuję, przerabiam, zapisuję i tak dalej. Nadszedł czas, aby trochę uporządkować zdjęcia i ogólnie grafikę. W sumie, to nigdy nie interesowałam się, jak prawidłowo przechowywać zdjęcia na komputerze i dyskach. Może i robię to właściwie... Kiedyś się dowiem ;)
Szczerze, to naszła mnie chęć podzielenia się moim sposobem na układanie zdjęć, muzyki i tego wszystkiego ;) Po pierwsze, to kiedyś trzeba zorganizować sobie czas (chociaż godzinę dziennie) i zacząć powolutku zapoznawać się z folderami :) Moim sposobem (dla zdjęć) jest tworzenie folderów z latami. Fotografuję tylko od dwóch lat (a zapisuję dopiero od 2014 roku), więc mam folder 2014 i 2015 :) Następnie, w danym folderze tworzę kilka następnych i nazywam je miesiącami. Wcześniej starałam się też segregować zdjęcia według dni zgrywania lub robienia, ale gdy zepsułam aparat, to przestałam. Ale nie wiem, czy do tego wrócę. Aż tak dokładna to nie jestem ;)
Muzyka według wykonawców, staram się tez w miarę układać albumy (jak mam kilka piosenek z jednego), ale raczej rzadko to robię ;) Dokumenty... W sumie, to zaczynam mieć z nimi co raz więcej do czynienia. Ale staram się je dzielić na kategorie (w stylu: wszystko z angielskiego tu, z niemieckiego tam...), ale chyba zacznę je układać trochę inaczej ;)
Na tym kończy się moje porządkowanie. Na pulpicie staram się mieć tylko te najpotrzebniejsze skróty i foldery. Jakie są Wasze sposoby na komputerowe/laptopowe porządki? :)
Co do drugiego miesiąca wakacji... Wzięłam się w końcu za niemiecką gramatykę ;) Poznałam nadprogramowy w szkole (chyba, bo nie wiem, co czeka mnie w tym roku) czas i w sumie, to nie jest taki trudny, jak wydawał mnie się na początku. Wiem, że pewnie niektórych zdziwi to, że uczę się w wakacje... Ale poznawanie niemieckiego, to taka moja pasja ;) W sumie, to staram się nawet trochę modlić w tym języku, bo bezproblemowo znalazłam "Ojcze nasz" lub "Wierzę w Boga" :) Muszę przyznać, że dla mnie (osoby wierzącej) jest to ciekawe doświadczenie, bo czuję się tak samo, jak kilkanaście lat temu, uczyłam się tych właśnie modlitw w ojczystym języku ;) Ciągle martwię się jednak egzaminami. Bardzo chciałabym iść na rozszerzony, ale nie jestem pewna, czy nauczycielka mnie dopuści... Dobra! Koniec o szkole! Ostatnio w sklepie też mam ten problem, bo widzę artykuły szkolne, a jednak dobrze czuje się pośród zeszytów... :)
Wybieram się też z dziewczynami do kina, na "Papierowe miasta". Spotkałam się z różnymi opiniami, więc teraz nie mogę się doczekać, aby sama ocenić ;) A jak z Wami? Wybieracie się na jakiś seans? :)
Co do książek, to postanowiłam wziąć się za "Ja, anielica" pióra Katarzyny Miszczuk. Jakoś dopiero teraz potrafię się wziąć za drugi tom, bo pierwszy "Ja, diblica" trochę mną wstrząsnął. Może to dziwne, ale książki związane z piekłem, wywołują we mnie mieszane uczucia. Przez to muszę robić sobie długie przerwy między tomami ;)
A co Wy tam czytacie? :)
Pozdrawiam!
 

1 sierpnia 2015

Pora się ogarnąć!

Hej!

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że znikają  mi czytelnicy. Teraz jestem chyba tu sama i raz na jakiś czas ktoś do mnie zajrzy. Czuję się z tym okropnie.
 Przeglądając moje wpisy sprzed kilku miesięcy, dostrzegłam jedną, bardzo ważną rzecz. Czytając wcześniejsze posty można było się uśmiechnąć. I ze słów, i  z liter napisanych przeze mnie, aż promieniuje pozytywną energią. Teraz moje wpisy są suche, jak drewno. Myślę, że widać mój wkład w energii w to wszystko.
Muszę przyznać, że sama też trochę zawaliłam. Dorastam, więcej mnie w Internecie, widzę sławne i często komentowane blogi... Kto tak by nie chciał?
Ale co gorsza, zapomniałam o najważniejszym. Zapomniałam, że tu chodzi o wkładanie serca w każde wystukane słowo. Zapomniałam o Was, aż z czasem odeszliście. Nie było mnie jakoś wtedy, kiedy usuwaliście blogi. Starałam się być trochę taka jak inni i nie wyszło. Jaki z tego wniosek?
 Muszę być sobą i nie kierować się innymi. Niedawno,  na jednym z blogów przeczytałam o byciu sobą. Zgodziłam się z treścią,  a teraz patrzę na siebie... Może między ludźmi nie staram się upodobnić do kogoś,  ale w Internecie już tak.
Pora się ogarnąć! Będę dalej pisała, ale postaram się to robić na serio, a nie na odwal się. Coś takiego nie działa. Przepraszam :(
Mam nadzieję,  że jeszcze kiedyś ktoś do mnie wróci i uśmiechnie się czytając wpis :)
Dziś pierwszy dzień miesiąca... Pora zacząć coś nowego, zmiany. Nadszedł czas, żeby odzyskać dawny optymizm, a nie schodzić na pesymizm. Czas, aby znowu uwierzyć i mieć nadzieję we wszystkim co się robi. Małe, a wielkie rzeczy muszę teraz ogarnąć... Ale wierzę, że będzie dobrze :)
 Jeśli ktoś to czyta, to niech wie, że się ogarnę  i będą tu kiedyś prawdziwe w całości wpisy, a nie takie pół na pół. Podobno blogi osobiste przeszły bardziej na lifestyle... Spróbowałam i to nie do końca moje klimaty. Na Instagramie lub Facebooku zdjęcia pewnie dalej będę publikowała i może tam bardziej pójdę w tym kierunku. Ale blog osobisty, to blog osobisty!
Muszę pamiętać, że zaczęłam pisać bloga z myślą, o życiu codziennym, a nie zdjęciami ze stylizacjami. Nie, żebym miała coś do nich. Szczerze, to nawet lubię je czytać. Bez kitu. Ale z pisaniem, to nie moja bajka.
Na dziś to tyle ;)
Pozdrawiam!

31 lipca 2015

Ostatni dzień lipca ;)

Witajcie!
wpid-wp-1438334655341.jpegNa początek chciałabym się z Wami podzielić dobrą wiadomością- dostałam mocniejsze szkła tylko o 0.5, czyli jest dobrze. Ale muszę sobie wyznaczyć granice korzystania z różnych rzeczy, aby moje oczy miały kiedy odpocząć ;)
Za oknem świeci słońce, więc jest dobrze :) Co do temperatury, to jeśli rano jest 15 stopni, to dwie godziny później już 25 :)
Dziś wybieram się do jednego z muzeów w moim mieście. Podobno jest równie dobre, jak Muzeum Powstania Warszawskiego. Bilety są darmowe, więc czemu by nie pójść?
Czas płynie, pierwszy miesiąc wakacji dobiegł już końca. Trzeba dobrze wykorzystać sierpień :) Co do mnie, to muszę się zmobilizować i przeprosić z aparatem i książkami.
Jak Wam mijają letnie miesiące? ;)
Pozdrawiam!

28 lipca 2015

Przygody z lakierem

Witajcie!
Przepraszam za moją nieobecność/ Trochę się gubię ostatnio... I w sumie boję się czwartku. Wiem, że idę do okulisty. Wiem też, że nie dbałam o oczy tak jak powinnam. Wiem też, że zawsze opamiętuję się przed samą wizytą. To straszne, ale ciągle nie potrafię się zorganizować! Codziennie prawie coś planuję i nic. Nie mam pojęcia jak, ale muszę to zmienić!
Co do dzisiejszego postu, postanowiłam napisać o lakierach i tak dalej. Pisałam o moim zakupowym szaleństwie z Ew i właśnie wtedy kupiłam dwa, a później tez się nadarzyła okazja :)
1438071813625Szczerze, to lakiery brokatowe są ciekawe, ale jakoś nie przypadły mi do gustu z powodu ciężkiego zmazywania. I groszkowe (?) też. Przeraziłam się, kiedy po zmyciu płytka paznokcia zaczęła się złuszczać. A wtedy z pomocą przyszedł mi lakier odbudowujący :)  Z całego tria, jest on najlepszy :)  W sumie, to zdałam sobie sprawę, że lubię bezbarwne lakiery. PO części dlatego, że nie potrafię malować paznokci. I nie chodzi mi o wyjeżdżanie na skórki (chociaż też to robię), tylko o samo rozprowadzanie lakieru na paznokciu. Zawsze maluje je tak, że jest za dużo lakieru w trackie nakładania pierwszej lub drugiej warstwie i nie chce wysychać. Raczej nie nadaję się na kosmetyczkę, ponieważ nie mam cierpliwości, aby zaczekać na wyschnięcie lakieru... Wiem, że są jakieś specjalne produkty, które mają przyśpieszyć ten proces, ale...  Masakra.
A jak jest z Wami? Jakie są Wasze trudności z malowaniem paznokci? A może wychodzi Wam to perfekcyjnie?
Na dziś to tyle, ale postaram się nie długo znowu coś napisać :)
Pozdrawiam!

14 lipca 2015

"Bez końca"- recenzja

:
 Tytuł: "Bez końca"

Autor: Martyn Bedford

Wydawnictwo: YA!

Ilość stron: 316
 
Moja opinia: 4/6

Martyn Bedford urodził się w 1959 roku. Jest autorem pięciu powieści, które zostały przetłumaczone na dwanaście języków. Pierwsza powieść dla młodzieży  to Filip. Obecnie jest wykładowcą na Tvinity University College w Leeds.

 Główną bohaterką jest Shioban, która po traumatycznych przejściach trafia do Kliniki Korsakoffa. Jest to miejsce, gdzie ma nauczyć się żyć dalej, bez wyrzutów sumienia. Miejsce, w którym spotka ludzi takich, jak ona. Musi poradzić sobie z zupełnie inną metodą leczenia, niż znała dotychczas. Czy dziewczyna sprosta zadaniu i znowu będzie mogła cieszyć się życiem?

 Pisząc prawdę, to książkę przeczytałam jednym tchem. Muszę przyznać, że trudno się od niej oderwać, chociaż nie utrzymuje czytelnika w napięciu przez cały czas. Książka jest dobrze napisana, jeśli chodzi o wydarzenia. Teraźniejszość przeplata się z przeszłością, dzięki czemu możemy się poczuć trochę jak Shiv. Myślę, że po części to wciąga czytelnika. W sumie, brakowało mi tego "Wow!" na koniec. Ogólnie, wydarzenie nie są jakoś specjalnie zaskakujące.

 Trudno mi stwierdzić, który z bohaterów najbardziej przypadł mi do gustu. Shiv to wyraźny obraz młodzieńczych głupot i impulsywnego działania. Taką Shioban stajemy się my, kiedy nie myślimy, a podejmujemy ryzyko. Gdy myślimy egoistycznie, a później tego żałujemy.  Mikey (bez niego, książka byłaby bez sensu) przedstawia człowieka o krok przed autodestrukcją/samobójstwem. Ukazuje moc przywiązywania się do ludzi oraz wielkiej miłości do nich.

 Książka dla wszystkich, którzy chcą trochę pomyśleć nad ludzkim życiem lub po prostu coś przeczytać. Jeśli jednak szukacie jakiegoś romansidła z dawką śmiechu, to nie książka dla Was.
Iluzja to przekonanie zrodzone z naszych marzeń.

12 lipca 2015

Naładowanie baterii ;)

Witajcie!

Wróciłam już i postaram się coś tam pisać ;)

Co do rekolekcji, udały się. Czuję się taka jakaś naładowana pozytywną energią i chęcią ogarnięcia swoich wad :) Zdjęć co prawda nie robiłam, bo też za bardzo nie było jak. Ale nie szkodzi :) Liczą się bardziej zmiany wewnętrzne, a nie zdjęcia. Ale to nie znaczy, że postanowiłam skończyć z fotografią. Nadal lubię to robić, tylko rzadziej, z powodu sprzętu.

Może wyda się to dziwne, ale wczoraj po powrocie do domu, udałam się z Ew do centrum handlowego. Można by nawet powiedzieć, że  zaoszczędzone kilak groszy wydałam na kosmetyki... Ale w sumie kupiłam potrzebne rzeczy ;) Żeby nie było teraz tylko o jednym, to napiszę o nich kiedy indziej.

Przez wyjazd zaniedbałam moje książki z biblioteki. W sumie, to trochę znów zagapiłam się z terminem oddania. Nie wiem, jak to ze mną jest, ale ostatnio ciągle to robię. Nie czytam książek po wypożyczeniu, tylko zostawiam na ostatnią chwilę. Mam nadzieję, że otrząsnę się z tego, bo w końcu przestawiłam się na wakacje ;) Już nie wydaje mnie się, że trwa długi weekend ;)

Na dziś tylko tyle. Życzę udanego dnia i tygodnia. No i w sumie, ładnej pogody ;)

Pozdrawiam!

4 lipca 2015

Mała odmiana ;)




Dzień dobry ;)

Ostatnie dni mijają mi dość dziwnie, ponieważ ciągle nie przestawiłam się na wakacje. Zauważyłam, że trochę trudno u mnie z przystosowaniem się do planu dnia. Będę musiała coś z tym zrobić... W sumie postanowiłam sobie, że przez wakacje nauczę się punktualności. Jak na razie, to idzie mi średnio. Mam nadzieję, że kiedyś mi to wyjdzie w ciągu całego tygodnia ;)

Co do dzisiejszego wpisu... Postanowiłam, że będzie trochę o kosmetykach ;) Będąc w Niemczech, dokonałam zakupu produktów z firmy/marki Balea.
1435564272766

 1. Szampon

I w tym miejscu dochodzę do wniosku, że nie potrafię pisać o kosmetykach... No trudno. Spróbuję ;)  Kiedy wybierałam go w sklepie, nie miałam pod ręką słownika, więc poradziłam się Ew. W sumie obie za wiele nie wiedziałyśmy i w końcu wzięłam ten ;) Co prawda, tylko raz nim myłam włosy... Ładnie pachnie i jest wydajny ;) Co prawda pieni się, ale mi to nie przeszkadza ;)

1435563866929


2. Krem do rąk

O nim wiem jeszcze mniej, niż o szamponie. To raczej dlatego, że kupiłam go specjalnie dla Mamy, która lubi używać kremy do rąk ;) Wiem, że ładnie pachnie i słyszę dobre słowa o nim ;)

1435564097254


3. Żele pod prysznic

Muszę przyznać, że z nich jestem strasznie zadowolona :) Pięknie pachną oraz po nich, moja wieczna wysypka na rękach nie jest aż tak mocna :) Żeby było lepiej, są kolorowe ;)

1435564006118


4. Mydło w płynie

Gdy  ktoś zapyta, po co kupiłam mydło, to nie odpowiem, że to było nieprzemyślane ;) Wiem, że ma kolor różowy (jak żel) i również pięknie pachnie :)

1435563004137

5. Pomadka 

Jeśli chodzi o mnie, to mam jakąś manię na punkcie kolekcjonowania pomadek ;) Więc kiedy tylko ujrzałam stoisko z rzeczami do ust, postanowiłam zainwestować w jedną rzecz. Padło na nią i uważam, że dobrze się spisuje i ochrania usta przed wysuszaniem tak, jak powinna :)

1435563739810

6. Balsam do ciała 

To druga z tych rzeczy, które mogłabym kupować dużymi ilościami.  Po moim doświadczeniu ze smarowidłami do ciała, stwierdzam, że ten jest najlepszy. Wspomniałam wyżej o mojej wysypce, na którą też wyjątkowo dobrze działa :)


Skoro już słów kilka napisałam o kosmetykach, to mogę przejść dalej :) W poniedziałek wyjeżdżam na rekolekcje, więc wpis pewnie znów się pojawi pod koniec tygodnia. Wiem, że ostatnio idzie mi kiepsko z pisaniem, ale się trochę rozstroiłam, jak już pisałam wcześniej. Czas głównie spędzam na YouTube, ale muszę z tym skończyć i znaleźć sobie trochę ambitniejsze zajęcia, niż wpatrywanie się w ekran. Co prawda, ostatnio oglądam tylko osoby z Niemiec, ale oczy to oczy... Co do muzyki, to moim ulubionym wokalistą jest Chris Brenner :) Nie mam pojęcia, dlaczego tak zwariowałam na punkcie jego głosu, ale słucham go non stop. W trakcie pisania także, ale kiedy zaczęłam śpiewać, to trochę się pogubiłam ;)

Pozdrawiam i udanego weekendu życzę ;)

27 czerwca 2015

Warszawskie tym razem wspomnienia ;)

Witam!

Dziś jakoś zebrało mnie się na pisanie. Dopiero dziś, ale... Myślę, że powodem jest to, że wypadłam z rytmu szkoła- nauka. Ale skoro wakacje oficjalnie się rozpoczęły, to i tak muszę się przestawić :) I postanowiłam rozpocząć wakacje wpisem :)

Od mojej wycieczki do Berlina trochę się wydarzyło. Byłam w Warszawie i na razie skupię się na tym... Muszę przyznać, że było fajnie. Ale nie w relacjach międzyludzkich, tylko w tym co czułam w trakcie różnych rzeczy. Ogólnie pojechałam tam na IV Krajowy Kongres Misyjny. Uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Wszystko odbywało się prawie zgodnie z programem, więc byłam na koncercie Darka Malejonka (który obiecał, że na Światowych Dniach Młodzieży zrobimy większy hałas), wysłuchałam świadectw Misjonarzy i kardynała Fernando Filon oraz obejrzałam występ Karawany (nie mam pojęcia, jak to się pisze).To ostatnie zrobiło na mnie ogromne wrażenie, gdyż zobaczyłam mega genialnych ludzi w tym, co robią. Dwie godziny spędziłam z resztą grupy, a następnie poszliśmy do Kościoła Wszystkich Świętych. Odbyła się tam Msza. Muszę przyznać, że obrzędy po łacinie i takie głośne śpiewanie (bo było strasznie dużo ludzi) to dla mnie coś nowego ;) Świecę którą dostałam, mam do teraz. Wieczór chwały rozpoczął się pięknie. Wcześniej myślałam, ze głośniej się nie da śpiewać, a tu zaskoczenie. Dziewczyna, która to prowadziła miała taki zapał do tego... Może ujmę to inaczej. Gdyby tam wszedł przypadkowy ktoś, to wyczuł by i bezproblemowo rozpoznał emocje fruwające w powietrzu. Wszystko było takie piękne, ale w trackie trzeba było iść, aby dojechać do miejsca noclegu. W międzyczasie kibice wracali z meczu (Polska- Gruzja), więc w tramwaju było nieciekawie...
W niedziele zaś byłam na Zamku Królewskim i w Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest tam tak pięknie wszystko odwzorowane... Kiedy zwiedzałam, to coś we mnie powiedziało, że za jakiś czas tu wrócę. O dziwo, w Berlinie nie miałam takiego wrażenia, tylko w Warszawie... ;)

Stwierdzam jednak, że misje nie są dla mnie... Wszystko było takie piękne, ale nie poczułam tego czegoś, aby gdzieś jechać. Chyba mam inne zadanie do wykonania ;)

Dwa tygodnie temu Warszawa, a tydzień temu urodziny Ju. Było fajnie ;) W sumie dalej nie wiem, o czym pisać. Kongres to było mocne przeżycie i jakoś tak rozłożyło się na kilka dni,,, I w sumie dobrze, że dziś go wspominam, bo trochę już mi ubyło chęci do tylu rzeczy, które postanowiłam wykonać :)

Zakończenie roku odbyło się normalnie. Później z Emi, Ew, Ju i dwoma innymi koleżankami z klasy, poszłyśmy na pizzę. Po powrocie do domu wzięłam się za moją półkę z książkami, aby zmieścić na niej "Bez końca" Martyna Bedforda i "Samotni.pl" Barbary Kosmowskiej. Układałam książki na różne sposoby, ale i tak wzięłam się za jeden z nowych nabytków, przez co wszystko poszło na marne. Muszę przyznać, że "Bez końca" to dobra książka. Wcale już jej nie przeczytałam... ;)

Zdjęcia z Warszawy ;)

Na razie to byłoby na tyle ;)

Pozdrawiam!

19 maja 2015

Odliczanie do nowej przygody

Witajcie!
 Nie mogę uwierzyć,  że już w poniedziałek będę zwiedzać Berlin. Może zdążę nauczyć się kilka zdań, aby nie zacząć mówić w sklepie, na przykład "Where is chocolate?" ;) Pani z niemieckiego zaczęłaby się chyba zastanawiać, czy ocena jest adekwatna do moich zdolności... Z pewnością będę fotografować, ale niestety telefonem. Jest to jedyny sprzęt w moim domu, który nadaje się do robienia zdjęć. Mam nadzieję,  że coś z tego wyjdzie :) Wiem, że z czasem robienie zdjęć stanie się trochę nudne, jak i zwiedzanie, gdyż od rana do nocy mamy zwiedzać. Wyjeżdżamy o 6 rano, a powrót planowany jest dwa dni później o 23. Wspaniałomyślny pan z geografii na cześć naszego wyjazdu, postanowił zająć się sprawdzianem. Mnie na nim nie będzie, bo raczej będę odsypiać wycieczkę ;)  Chciałabym się z Wami podzielić tym, co ostatnio zaczęłam robić. Konkretniej chodzi mi o poznawanie znaczenia różnych imion. Nie chodzi mi o wróżby, że osoba o takim imieniu jest taka i owaka, ale o pochodzenie słowa i co oznacza to imię w innych językach. Na przykład, imię Vanessa oznacza motyl, a Stanisław (bądź Stanisława, bo oba te imiona mają takie samo znacznie) to stać w chwalę. Wzięło mi się to z jednej książki, może między innymi dlatego,  że zazwyczaj ludzi ciekawi tylko ich imię, a nie innych ludzi. Ciekawa jestem jak długo będę się tym interesować, ale na razie mój limit na wyjątkowe polskie imiona się wyczerpał i zaczynam szukać tych zagranicznych...  Co do szkoły,  to moja średnia nie jest jednak tak przerażająco niska, jak myślałam :) W sumie, to dobrze, bo przez dwa lub trzy tygodnie tylko trochę nauki, a dalej to więcej luzu. Już zaplanowałam, że dwa tygodnie przed wystawianiem ocen zacznę wykorzystywać wszelkie nieprzygotowania, jakie mam ;) Nie mogę się doczekać tych wakacji,a tym bardziej zrealizowania moich planów. Jeden z nich to uczestniczenie w nocnym spotkaniu z gwiazdami. Niebo jest pięknie,  szczególnie w nocy...
Pozdrawiam!

5 maja 2015

Wszystko zaczyna się od marzeń

Witajcie!
Po sobotnim poranku u Ju w celach szkolnych, powróciłam do domu z płytą Ed Sheerana oraz książki jednej z vlogerek Zoe Sugg pod tytułem "Girl Online". Obecnie jestem w trakcie czytania i jest to jedna z tych mniej poważnych książek. Najbardziej jednak spodobał mi się fakt, że główna bohaterka prowadzi bloga :) Prócz tego, książkę bardzo lekko się czyta i z łatwością odrywa się od rzeczywistości... Ale czas recenzji nastąpi kilka dni później ;) Byłam na kanale Zoe, lecz jeszcze przekonuję się do angielskich filmików. Muszę sobie rozplanować dzień, aby nadrabiać filmiki z całego tygodnia. Na okładce książki jest napisane "Marzyłam, żeby napisać książkę i nie mogę uwierzyć, że to marzenie się spełniło"  i są to słowa Zoe. Dla Was może być to dziwne, ale te kilka słów w jakiś sposób mnie zainspirowały. Wszystko zaczyna się od marzeń- najpierw marzymy, a następnie dzięki spełnieniu najmniejszego z nich, nasze życie może się odmienić na zawsze. Co do książki, zastanawiam się nad recenzją. W chwili obecnej spotkałam się już z literacką fikcją (jak dla mnie), jeśli chodzi o zdobycie w niecały miesiąc ponad pięć tysięcy obserwatorów na blogu... Z kanału Zoe wyniosłam jeszcze jedną rzecz- fryzurę. Spodobał mi się jeden ze sposobów spinania przez nią włosów, a krok po kroku wszystko było pokazane na jednym z filmików... to postanowiłam się tak uczesać. I nawet mnie to dziwi, ile osób powiedziało mi, że ładnie wyglądam! Zaczynając od mamy, a kończąc na nauczycielce z matematyki ;)
imageOstatnio moje szkolne sprawy idą mi całkiem nieźle. Mam ogromną nadzieję, że dostanę pasek. Gdybym miała chociaż średnią 5.0, to mogłabym wybrać sobie książkę, która chciałabym dostać za "dobre wyniki w nauce". Obecnie jeszcze nie myślałam nad tytułem, ale niedługo chyba zacznę. Może macie jakieś ciekawe książki do polecenia?

Wycieczka do Berlina zbliża się wielkimi krokami. Już niebawem po raz pierwszy przekroczę granicę Polski! Już się nie mogę doczekać :) Z dziewczynami zastanawiamy się nad sklepami, do których koniecznie musimy pójść. Nie wiem czemu, ale chciałabym zagościć w berlińskim antykwariacie lub księgarni... Uczę się niemieckiego, ale coś czuję, że pytania o cenę czy coś w tym stylu zadam po angielsku ;) Kiedy jedziecie za granicę lub rozmawiacie z obcokrajowcem, zdarza Wam się powiedzieć coś w innym języku, niż jest potrzebny?
  W ostatnim czasie zauważyłam, że trudno jest w obecnych czasach być oryginalnym. Owszem, każdy z nas w sobie ma to coś, ale ciągle jesteśmy o coś zazdrośni, mimo naszych starań, by nie być... Ktoś zakłada bloga i pisze na nim wpisy po swojemu, a gdy wejdzie na czyjegoś bloga, to widzi podobne poruszane tematy. Czytając, czuje się gorszy. YouTube, Facebook, Instagram, Twitter jest dobrym przykładem owych podobieństw.Poniekąd dobrze, że jest wiele ludzi i wiele opinii. Zawsze znajdzie się kilka osób myślących tak samo. Początek wpisu zaczęłam od napisania, że obecnie czeszę się tak, jak jedna z vlogerek. Nie uważam tego za złe, ponieważ jeśli ktoś chce się czymś podzielić, druga osoba ma prawo to wykorzystać. Kiedy piszę to co piszę, wiem, że ktoś może się tym zainspirować i stworzyć własną koncepcję na coś. W końcu pisanie bloga, to dzielenie się poglądami i jest to poniekąd książką, którą piszemy. Inspirujemy się książkami, słowami od sławnych, nieżyjących i żyjących osób, więc czemu nie przemyślenia normalnego człowieka? Czytając Wasze blogi, nie raz przychodzi mi pomysł na wpis do głowy... Dziękuję więc Wam za inspirowanie mnie Waszymi wpisami :)

 Jakie jest Wasze zdanie na temat bycia oryginalnym w czasach obecnych? Często spotykacie się z czymś zbliżonym do Waszych osobistych przemyśleń? A może nie lubicie, kiedy ktoś cytuje Wasze słowa?
Pozdrawiam!

1 maja 2015

Umiejętność dostosowania się

Dzień dobry!

Najpierw kilka słów na temat. Umiejętność dostosowania się do otoczenia może być przydatna, ale nie taka wspaniała, bo wiąże się z byciem podatnym na środowisko. Ja od najmłodszych lat niby zawsze byłam sobą, ale jednak kolegując się z tym i tym, przyjmowałam na siebie  wymagania tej osoby co do mnie. Tu właśnie zaczyna się owa podatność. Jest to normalne u ludzi (szczególnie dorastających), ale trochę grozi zagubieniem prawdziwego siebie. Można zapomnieć, że woli się inny gatunek muzyczny i ma się inne pasje, niż towarzystwo. Można zamknąć w sobie własne poglądy, lub też wygłaszać je tak, aż w końcu dla Ciebie samego są bez sensu. Warto zwrócić też uwagę na mówienie. Kiedy zadajesz się kimś  wysławiającym się wulgarnie, sam zaczynasz taki być. Gdy inni zwracają uwagę, odpowiada się "Jestem sobą, więc jak coś ci nie pasuje..." lub coś w tym stylu. Nie mam pojęcia, czy zależy to od woli i charakteru człowieka, ale na pewno coś powiązanego z tym jest. Uważam, że cały czas nie jest się tym samym człowiekiem. Zmieniamy się z dnia na dzień...

Jak pisałam wcześniej, zapadłam w dziwny stan. Już dziś zobaczyłam pierwszą ocenę dopuszczają z historii. Muszę przyznać, że nie jestem zachwycona. Piątkowa fizyka nosi miano oceny dostatecznej. Poniedziałkowy sprawdzian był taki sobie. Jednak we wtorek, wróciłam do książek po przerwie. Muszę przyznać, że jednak trochę lubię się uczyć. Zwalę to penie na zbyt dużą wolnego czasu i rozkojarzenie. W głębi ducha coś mi mówi, że chciałam się poczuć tak, jak te nieuczące się za wiele osoby. Może to i prawda...

Świat muzyki jest mi ostatnio bardzo bliski. Przez Ju weszłam też do świata YouTube. Oglądam filmiki ciekawych i dość popularnych osób. Oczywiście,są po angielsku, żeby się trochę dokształcić w języku. Moi kwietniowi muzycy to Troye Sivan i Shawn Mednes. Troye pochodzi z Australii, a Shawn z Kanady. Ich piosenki należą do gatunku POP. Oboje mają po jednej płycie na swoim koncie. Zastanawiam się nad kupnem "Tryxe" od T.. Jest na niej tylko pięć utworów, ale cena jest kusząca i muszę się przyznać, że nigdy nie kupowałam płyty żadnego zespołu i wokalisty. Wygrałam kiedyś pięć płyt i na tym kończy się moja kariera z posiadaniem płyt. Ew ostatnio gromadzi płyty, a ja je pożyczam. Ale chciałabym w końcu mieć coś własnego ;) Zapraszam do wysłuchania jednej piosenki z "Tryxe".


W trakcie dni wolnych przeczytałam trylogię "Oddechy" Rebeccki Donovan. Nie będę jej za bardzo recenzować, tylko napiszę kilka słów o niej.
Powód by oddychaćBiorąc oddechOddychając z trudem

 Kiedy pierwszy tom pojawił się w księgarniach, od razu wiedziałam, że muszę go przeczytać. Dopiero ostatnio postanowiłam zadziałać jakoś w tej sprawie i zdecydowałam się na ebook. Całą trylogię przeczytałam na telefonie, więc starałam się powstrzymać od rzucania nim i denerwowaniem się na postępowanie Emmy, głównej bohaterki. Pierwszy i trzeci tom sprawiły, że płakałam. Drugi był odpowiedzialny za mętlik w mojej głowie. Mimo to, muszę pogratulować autorce umiejętności pisania. Nie każdy potrafi pisać tak, że czytelnik od razu tak wczuwa się w akcje. Ta książka przewróciła mi w głowie, jak żadna inna. To duży plus, bo nie zapomnę o niej tak szybko :)

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tych dwutygodniowych wpisów. Tak jakoś jest prościej... Więcej się dzieje, więcej do opisania.

17 kwietnia 2015

Kroki z obłoków na ziemię...

Witajcie!

Nadeszła pora, aby w końcu coś napisać. Etap, przez który przechodzę to brak zorganizowania i poczucia odpowiedzialności.  Z dnia na dzień co raz więcej rzeczy do zrobienia, a ja stworzyłam sobie barierę między światami. Żyje u siebie czytając i grając w gry na telefonie,  mimo że tego nienawidzę. Szkoła, ludzie i wszystko inne poszło na drugi plan. Mój egoizm zaczyna mnie przerażać... W głębi siebie czuję,  że właśnie dlatego o tym piszę. Boję się,  że zaczynam myśleć tylko o sobie i swoich uczuciach. Najbardziej widzę to po moich relacjach z Mamą, gdyż z osobami z klasy staram się niezauważalne trzymać na dystans. Dziewczyny trochę częściej muszą znosić mój kiepski humor.. Czy tak wygląda zamykanie się w sobie?
Jak usłyszałam od Mamy, pora wrócić do siebie sprzed kilku tygodni.


Moje olewanie nauki widzę najbardziej po moim nietakcie na lekcjach. Często też chodzę nie wyspana, gdy dnia wcześniejszego staram się za wszelką cenę wszystko zrobić po godzinach lenistwa. Okropnie się  z tym czuję. Dobrze, że moje oceny na tym nie cierpią za bardzo. Bynajmniej to mogę powiedzieć o stopniach w tym tygodniu.

Na technologię i co raz bardziej skomplikowane sprzęty jestem za mało odpowiedzialna. O swoje nie dbam, czyjeś szanuję. Dwa tygodnie temu dostałam nowy telefon, ponieważ tamten nie nadawał się już do użytku. Postanowiłam, że będę o nie dbała, lecz na razie idzie mi średnio.

Znowu zaczęłam biegać. To znaczy... w środę poszłam biegać. Wczoraj i dzisiaj ju nie, bo pogoda oczywiście musiała się zepsuć oraz znowu coś się do mnie przyplątało. Tym razem na migdały. Mam nadzieję, że to nic poważnego.

W moim życiu pojawiło się kilkanaście książek oraz zdjęć ;) Może kiedyś najdzie mnie chęć zrecenzowania czegoś, ale na razie będę tylko czytać. Takie normalne pisanie jakichś historii rzucam na bok, gdyż mojej głowie rodzi się nowy pomysł związany z moją twórczością, ale nie napiszę nic. jak nie wypali, nie będziecie czego żałować ;)

Zdjęcia... Chciałabym się pochwalić kilkoma z nich. Muszę przyznać, że dopiero dziś widzę, co potrafi zdziałać mój smartfon i jestem miło zaskoczona ;) Naturalnie, fotograf ciut poprawia zdjęcie, ale jakość raczej nie podlega zmianom.


3 lutego 2015

Są książki i filmy, których nie da się ogarnać w jeden dzień

Witajcie!
Wczoraj zaczęłam oglądać "Złodziejkę książek". Przerwałam w 63 minucie, bo stwierdziłam, że nie daję rady. Na Mikołajki dostałam książkę. Zaczęłam ją czytać prawie zaraz, ale zajęło mi ogarnięcie jej około dwóch tygodni. Była całkiem fajna i wciągająca, ale jak każda książka o wojnie, była też ciężka. Delektowałam się każdym zdaniem, lecz starałam też się powoli rozumieć, o co chodzi. Myślałam, że film będzie mniej skomplikowany... Pomyliłam się. Trwa niewiele ponad dwie godziny. Co prawda, pominięte zostały niektóre fragmenty i spoilery, ale i tak trudno mi go obejrzeć w jeden wieczór. Dziś muszę go dokończyć...
 Ustaliłam z Ew, że od rozpoczęcia ferii będziemy chodzić na łyżwy. Okazało się jednak, iż się podziębiłam. Mam zatkany nos i gardło. Ona niestety tego nie rozumie i twierdzi, że skoro mogę iść do biblioteki, to na lodowisko też. Zastanawia mnie pojmowanie niektórych ludzi. Czemu, jak im wytłumaczysz co ci jest, oni dalej drążą. Za wszelką cenę chcą udowodnić swoją rację?
Ja uważam, że pójście do biblioteki (godzina tam i z powrotem) wymienić książki jest bardziej możliwa, niż udanie się na lodowisko (gdzie wychodzę z domu o 9.25, podjeżdżam autobusem, dalej idę z 15 minut do Spodka, ustawiam się długaśnej kolejce na dworze i stoję jakieś 30 minut, aby później wejść w swetrze (tak wygodniej) na lód i jeździć przez 2 godziny z krótką przerwą, a później znowu wracać). Mimo to, każdy z nas ma w sobie chęć walki o własne zdanie.
 Drugą wkurzającą mnie sytuacją, jest podawanie komuś odpowiedzi. Chodzi mi o to... Najprostszy przykład to zdenerwowana Mama. Jest jakaś sytuacja, w której zawiniłaś/ zawiniłeś i milczysz, czekając aż Mama skończy narzekać. Zapada pytanie "dlaczego?". Oczywiście, nie masz prawa głosu, gdyż Twoja rodzicielka już znalazła odpowiedź - udzieliła jej sobie sama. Strasznie mnie to denerwuje. Wczoraj przypomniało mnie się, jak ktoś mi kiedyś powiedział "Uważasz, że jesteś za miła". Zdenerwowało mnie to, bo dlaczego ktoś mówi, że uważam tak i tak, skoro ja tego nie powiedziałam. Tak nie powinno być. Mimo to, człowiek chce narzucić bliźniemu swoje racje, aby rozwiązanie, argumenty, przyczyny stały się jaśniejsze. Ale tak nie powinno być! Każdy powinien mieć własne zdanie i wytłumaczenie! Dajmy mu powiedzieć i wytłumaczyć się, z tego co zrobił. Obgadał nas? Fajnie, ale porozmawiajmy z nim. Nie narzucajmy mu od razu kłamstw i fałszywości! Może ktoś go wrobił, albo gadał za niego? Skąd wiesz? Stworzenie własnego wytłumaczenia nic nie daje, gdyż to jasne, że kiedyś legnie w gruzach. Oglądamy przecież w (np.) Trudnych sprawach sytuacje mocno wstrząsające. Zdesperowane matki, żony narzucają winowajcą odpowiedź i je za to obwiniają. Śmiejesz się z tego, prawda?
A teraz zadaj sobie pytanie. Jak często zachowujesz się tak, jak te zdesperowane panie?
 Nawet nie wiem, co mnie naszło, aby poruszyć te tematy... No cóż. Znając życie, moi znajomi zaraz mnie objadą za wypisywanie bzdur. Ale ile razy trzeba tłumaczyć, że blog to coś w stylu pamiętnika?
Pozdrawiam :)

1 lutego 2015

STOP nieczytaniu: 7 powodów, dla których warto sięgać po ksiażki

Witajcie!

Ostatnio błądząc po sieci natknęłam się na pewien wpis dotyczący nieczytania "STOP czytaniu: 8 powodów, dla których nie warto sięgać po książki". Weszłam i czytając wpis nieźle się ubawiłam. W mej głowie zrodziło się też kilka pytań... W każdym razie dzisiejszy wpis chciałabym poświęcić właśnie czytaniu, ale na początek chciałabym wypisać nurtujące mnie pytania. Może, kiedyś owa Pani trafi na ten wpis i raczy odpowiedzieć na moje pytania...

1. Skoro uważa Pani, iż czytanie czegokolwiek (w szczególności książek) jest złem wcielonym, to dlaczego jest Pani dumna z rozwijania się swojego bloga i zachęca ludzi do CZYTANIA wpisów?

2. Dlaczego pragnie Pani czytelników (co jest oczywiste, dla każdej osoby wyrażającej głośno swoje opinie i racje), skoro czytanie na urządzeniach elektronicznych również jest niszczeniem środowiska?

3. Z jakiego powodu uważa Pani, że czytają ludzie bez problemów? Przecież niejeden ucieka się do życiowych historii upamiętnionych na kartach książek, aby znaleźć właściwe i proste rozwiązanie, zamiast czytać miliony bzdur bezmyślnie wstawionych do Internetu.

4. Książki psują oczy, ale to przecież słyszy się o tragediach wywołanych przez TECHNOLOGIĘ. Czy niejeden siedzi przy grach komputerowych i później umiera z powodu przeciążenia nerek, pęcherza moczowego, albo czegoś tam jeszcze?

5. Nieprawdziwe historie znane są już od starożytności. Przecież historie bogów i herosów były wtedy opowiadane, później ludzie zaczęli ja zapisywać... Przecież na czytaniu opiera się cały postęp ludzkości! Gdyby nie literatura, to tyle ważnych rzeczy nie przetrwało by do teraz! To nie na komputerze powstawało pierwsze pismo, tylko na glinianych tabliczkach! Pisanie i czytanie jest ważne! Czy to nie czytaniu zawdzięcza Pani skończone szkoły?

To takie tam moje myśli. Cieszę się, że jeszcze na świecie jest tyle ludzi czytających książki :) Dzięki nim, przyszłe pokolenia będą mogły docenić SKARB przekazywany od wieków, dzięki któremu możemy się rozwijać dalej!

1. Czytanie pozwala nam się kształcić

2. Czytanie wzbogaca nasze słownictwo

3. Czytanie rozwija wyobraźnię!!!

4. Czytanie jest dobrym oderwaniem się od szarej codzienności

5. Dzięki czytaniu możemy nauczyć się obsługiwać nowoczesne smartfony

6. Czytanie nie jest złe

7. Czytanie pozwala być zdrowym


Dzięki czytaniu zdobywamy wiedzę o historii. Dzięki czytaniu możemy uczyć się i iść dalej. Osiągać sukcesy, znajdować dobrą pracę. Może to ostatnie jest przereklamowane, ale to wszystko wina oszustów, którzy chcą iść na łatwiznę.

Nie tylko w naszej ukochanej polszczyźnie! Dzięki czytaniu możemy uczyć się innych języków. Dowiadywać się znaczenia niezrozumiałych dla nieczytających słówek. Dbać o prawidłową wymowę i budowanie zdań. Zapewniać, aby nasz ojczysty język był zawsze taki piękny, jaki jest!

To jest i będzie prawdą! Oczywiste też jest to, że jeśli czytamy rozwijającemu się dziecku, to zapewniamy mu łatwiejsze przyswajanie wiadomości! Takie dzieci znacznie lepiej się uczą od tych siedzących cały czas przed grą komputerową! To dzięki bajkom (i ich ekranizacjom) dziecko żyje w swoim świecie marzeń i fantazji... A marzenia są po to, aby je spełniać!

Niejeden człowiek przepełniony smutkiem, woli przenieść się do świata smoków, czy ujeżdżania jednorożców, niż płakać nad rozlanym mlekiem! Wiadomo, że problemy nie znikną, ale zawsze przejrzyściej się na nie spojrzy. Możliwe, że od razu do głowy przyjdzie nam rozwiązanie! Podobno, czytający są bardziej empatyczni. To prawda. Człowiek, który ma kontakt z przedstawionymi myślami głównego bohatera wczuwa się w jego sytuację i ją przeżywa. Dzięki temu łatwiej jest postawić się nam w sytuacji innej osoby.

Idziemy do salonu. Wybieramy piękny, nowoczesny telefon. Czytamy (!) umowę i podpisujemy. Wracamy szczęśliwi do domu. Wyciągamy zdobycz i nagle uświadamiamy sobie, że obsługując przez kilkanaście lat jeden starszy model z małym ekranem i dużą klawiaturą, nie mamy żadnego doświadczenia z dotykowymi telefonami! Co robimy? Wyciągamy instrukcję i uważnie CZYTAJĄC uruchamiamy telefon!

To właśnie dzięki książkom, wiedzy i wyobraźni łatwiej zauważamy dobre i złe rzeczy. W książkach jasno jest przedstawione dobro i zło. Dzięki nim uczymy się też to rozróżniać. Czytając, nie stajemy się snobami. Stajemy się bardziej dojrzalsi. Wszystko, co pogłębia i usprawnia wiedzę człowieka i to co robi jest dobre. Mniejsze jest prawdopodobieństwo, że ośmioletnie dziecko wypożyczy książkę dla dorosłych, w porównaniu z odwiedzeniem przez nie strony +18. Kontrole rodzicielskie są coraz słabsze... Książki są dopasowane do wieku każdego z nas. Dzięki nim, staniemy się bardziej dojrzalsi w naszym przedziale wiekowym.

W każdej księgarni znajdziemy książki z poradami (od specjalistów) zdrowego żywienia, dbania o zdrowie itd. Owszem, najpierw trzeba to przeczytać, ale mądry człowiek potrafi sobie podzielić czas między czytaniem, a ćwiczeniem. Czytanie książki nie oznacza, że musimy przez cztery godziny siedzieć w fotelu i czytać. Nawet lekarze i specjaliści mówią, że czytając należy co 40 minut zrobić sobie piętnastominutową przerwę (wstać, popatrzeć z okno, porozmawiać z kimś, coś zdrowego przegryźć, przewietrzyć pomieszczenia...). Człowiek, który dba o siebie nie zatraci się w jednej rzeczy!

To takie tam moje argumenty za czytaniem. Każdy z nas ma prawo mieć swoje i zdecydować, do której ze stron się skieruje. Mam nadzieję, że jednak będziecie za czytaniem!

Pozdrawiam ;)

27 stycznia 2015

Co mam zrobić?

Witajcie!

W ostatnim czasie zastanawiam się, co mam zrobić. Jak wszyscy wiemy, dobrze mnie się żyje na Blog.pl. Ostatnio zaczęłam się martwić jedną rzeczą- mój blogowy dysk się zapełnił i nie mogę już przyozdabiać wpisów ani chwalić się moją twórczością :( Tak sobie myślę, czy ktoś by się zgodził, abym się przeniosła na Blogger.com? Odkryłam ostatnio coś takiego jak import, więc żaden wpis i komentarz by się nie utraciły ;) To jest dla mnie najradośniejsza myśl. Czekam tylko na Wasze odpowiedzi ;)

Jutro mam sprawdzian ze 170 stron (cztery powtórzenia) z historii, a nauczyłam się tylko kilku dat. Nie wiem, jak to będzie. Dobrze, że oceny tylko te dobre pani wstawi do dziennika ;)  Organizować sprawdziany przed feriami jest głupie, ponieważ mniej osób przykłada się do nauki, połowa wyjeżdża i tak dalej. Ostatnio (nie wiem, czy to normalne), patrzę na metody nauczania nauczycieli. Zauważyłam wady, między innymi nieumiejętność wyrabiania się z czasem i nadążania za materiałem... To przykre, że od początku roku po średnich ocenach uczniów tego nie zauważyli.

Spadł też śnieg :) W drodze ze szkoły porobiłam zdjęcia, ale na prawdę nie mogę ich już wstawić :( Muszę zadzwonić do siostry, czy jej dzieci nie chcą ulepić bałwana w poniedziałek :) Mam taką ochotę bawić się śniegiem... Mam nadzieję, że za szybko się nie stopi, bo co to za ferie bez śniegu?

Przepraszam, że ostatnio tak krótko... Czekam na wolne :) I jeszcze muszę iść do optyka naprawić okulary (złamałam kawałek oprawki i szkiełko mi wyleciało), a dziś już by wypadało.
To zostawiam Was z pytaniem początkowym i pozdrowieniami ;)

P.

5 stycznia 2015

Bogate szczęście- Aleksandra Baltissen

Nie musi być bogate szczęście, które na imię ma przyjaźń, kiedy jest szczere... Większego znaczenia szczęście nabiera, gdy samo włazi w ręce i radośnie się rozwija... Na swój własny sposób szczęście po prostu jest bogactwem w sercu wszystkich osób... Czy bogate, czy biedne szczęście, to nie zbytek zawsze jest potrzebne - otwórz kiedy puka...
Witajcie!
Ostatnio tak trochę z wierszem, bo je tak jakoś polubiłam. Każdy jest inaczej napisany, ma innego autora... Może po prostu, przez moją słabość do pisania czasem białych wierszy, wolę takie z rymami i tym wszystkim. Dziś tak bardziej o szczęściu, ponieważ dużo go zauważyłam ostatnio dookoła siebie. Nie dość, że postanowiłam założyć Słoik Szczęścia, to jeszcze dostałam w końcu paczkę z Empiku (w końcu dowiedziałam się, jak to poprawnie odmienić) i jestem taka naładowana radością ;)  Po dzisiejszej wyprawie z Ew do Tesco, też je bardziej lubię... Czy to nie cudowne kupić sobie książkę za 10 złotych? ;) Podsumowując, dziś dostałam/kupiłam dwie książki. Jedna po polsku, a druga po angielsku (w końcu spełniłam swoje marzenie!!!) :)









Pozdrawiam ;)

3 stycznia 2015

Social Media BOOK TAG

Cześć!
Dziś raczej ksiażkowo, gdyż przeglądając jeden z blogów wynalazłam ten cudowny TAG :) Polega on (chyba) na dopasowaniu wybranej przez siebie książki do danego serwisu społecznościowego... Jest to dosyć interesujące, nieprawdaż? ;)

Twitter:

Twoja ulubiona krótka książka.
Krótkie książki mają dla mnie około 300 stron. Jak na razie, jedną z takich przeczytałam kilka razy, a jej tytuł to Czas na mysz nie czeka. Kupiłam tą książkę dwa lata temu, za 10 zł w okazyjnej promocji na Tesco ;) Mimo to, lubię ją. Jest ona raczej dla młodszych niż ja czytelników, ale co tam. Może kiedyś ją zrecenzuję? ;)


Facebook:

Książka, którą każdy przeczytał i poczułeś presję aby ją przeczytać.
Taką książką jest Szeptem. Od wszystkich słyszałam, że to genialna książka. Kiedy tylko ujrzałam ją w bibliotece... No, wiecie co dalej ;) Ps. Wiecie, że dorwałam się do Crescendo? Jestem w trakcie lektury i od nowa zachwycam się Patchem ;)



Tumblr:

Książka, którą przeczytałeś zanim to było popularne.
Wydaję mnie się, że jest to Gwiazd naszych wina. Czytałam to w okresie, kiedy nikt na portalu powyżej, nie podniecał się tym, jak największym skarbem na świecie... No cóż. W końcu stała się sławna, na co zasługiwała. Pamiętam jeszcze, jak w jeden dzień ubrałam się cała na czarno odbębniając żałobę po Augustusie...



Myspace:

Książka, która nie pamiętasz czy Ci się podobała czy nie.
Raczej nie mam... Mam! Przygody Tomka Sawyera! Nadal nie pamiętam, czy spodobała się mnie ta przygodowa książka, czy raczej nie... Wiem, że nie przepadam za przygodowymi, ale... ;)




Instagram:

Książka tak ładna, że musiałeś zrobić jej zdjęcie.
Jest to Własny pokój między innymi. Wiecie, że jest to cześć poprzedzająca książkę Ten gruby? Trochę się zaskoczyłam, ale recenzja kiedyś się pojawi ;) Obiecuję!



YouTube:

Książka, do której chciałbyś zobaczyć ekranizacje.
Są to Wybrani. Interesuje mnie najbardziej to, w jaki sposób powstałaby ekranizacja tego dzieła i czy choć trochę odwzoruje moją wyobraźnię... Dziwne, że tego nie recenzowałam...



Goodreads (polskie LubimyCzytać):

Książka, którą polecasz wszystkim. 
Polecę wszystkim (trudny wybór...) Bransoletkę. Życiowa książka. Bardzo realistyczna. Zapewni dawkę śmiechu i zaskoczenia... W każdym razie polecam wszystkim czytelnikom lubiącym literaturę obyczajową i dawkę teatru ;) 


Pozdrawiam, Pinokia ;)