19 maja 2015

Odliczanie do nowej przygody

Witajcie!
 Nie mogę uwierzyć,  że już w poniedziałek będę zwiedzać Berlin. Może zdążę nauczyć się kilka zdań, aby nie zacząć mówić w sklepie, na przykład "Where is chocolate?" ;) Pani z niemieckiego zaczęłaby się chyba zastanawiać, czy ocena jest adekwatna do moich zdolności... Z pewnością będę fotografować, ale niestety telefonem. Jest to jedyny sprzęt w moim domu, który nadaje się do robienia zdjęć. Mam nadzieję,  że coś z tego wyjdzie :) Wiem, że z czasem robienie zdjęć stanie się trochę nudne, jak i zwiedzanie, gdyż od rana do nocy mamy zwiedzać. Wyjeżdżamy o 6 rano, a powrót planowany jest dwa dni później o 23. Wspaniałomyślny pan z geografii na cześć naszego wyjazdu, postanowił zająć się sprawdzianem. Mnie na nim nie będzie, bo raczej będę odsypiać wycieczkę ;)  Chciałabym się z Wami podzielić tym, co ostatnio zaczęłam robić. Konkretniej chodzi mi o poznawanie znaczenia różnych imion. Nie chodzi mi o wróżby, że osoba o takim imieniu jest taka i owaka, ale o pochodzenie słowa i co oznacza to imię w innych językach. Na przykład, imię Vanessa oznacza motyl, a Stanisław (bądź Stanisława, bo oba te imiona mają takie samo znacznie) to stać w chwalę. Wzięło mi się to z jednej książki, może między innymi dlatego,  że zazwyczaj ludzi ciekawi tylko ich imię, a nie innych ludzi. Ciekawa jestem jak długo będę się tym interesować, ale na razie mój limit na wyjątkowe polskie imiona się wyczerpał i zaczynam szukać tych zagranicznych...  Co do szkoły,  to moja średnia nie jest jednak tak przerażająco niska, jak myślałam :) W sumie, to dobrze, bo przez dwa lub trzy tygodnie tylko trochę nauki, a dalej to więcej luzu. Już zaplanowałam, że dwa tygodnie przed wystawianiem ocen zacznę wykorzystywać wszelkie nieprzygotowania, jakie mam ;) Nie mogę się doczekać tych wakacji,a tym bardziej zrealizowania moich planów. Jeden z nich to uczestniczenie w nocnym spotkaniu z gwiazdami. Niebo jest pięknie,  szczególnie w nocy...
Pozdrawiam!

5 maja 2015

Wszystko zaczyna się od marzeń

Witajcie!
Po sobotnim poranku u Ju w celach szkolnych, powróciłam do domu z płytą Ed Sheerana oraz książki jednej z vlogerek Zoe Sugg pod tytułem "Girl Online". Obecnie jestem w trakcie czytania i jest to jedna z tych mniej poważnych książek. Najbardziej jednak spodobał mi się fakt, że główna bohaterka prowadzi bloga :) Prócz tego, książkę bardzo lekko się czyta i z łatwością odrywa się od rzeczywistości... Ale czas recenzji nastąpi kilka dni później ;) Byłam na kanale Zoe, lecz jeszcze przekonuję się do angielskich filmików. Muszę sobie rozplanować dzień, aby nadrabiać filmiki z całego tygodnia. Na okładce książki jest napisane "Marzyłam, żeby napisać książkę i nie mogę uwierzyć, że to marzenie się spełniło"  i są to słowa Zoe. Dla Was może być to dziwne, ale te kilka słów w jakiś sposób mnie zainspirowały. Wszystko zaczyna się od marzeń- najpierw marzymy, a następnie dzięki spełnieniu najmniejszego z nich, nasze życie może się odmienić na zawsze. Co do książki, zastanawiam się nad recenzją. W chwili obecnej spotkałam się już z literacką fikcją (jak dla mnie), jeśli chodzi o zdobycie w niecały miesiąc ponad pięć tysięcy obserwatorów na blogu... Z kanału Zoe wyniosłam jeszcze jedną rzecz- fryzurę. Spodobał mi się jeden ze sposobów spinania przez nią włosów, a krok po kroku wszystko było pokazane na jednym z filmików... to postanowiłam się tak uczesać. I nawet mnie to dziwi, ile osób powiedziało mi, że ładnie wyglądam! Zaczynając od mamy, a kończąc na nauczycielce z matematyki ;)
imageOstatnio moje szkolne sprawy idą mi całkiem nieźle. Mam ogromną nadzieję, że dostanę pasek. Gdybym miała chociaż średnią 5.0, to mogłabym wybrać sobie książkę, która chciałabym dostać za "dobre wyniki w nauce". Obecnie jeszcze nie myślałam nad tytułem, ale niedługo chyba zacznę. Może macie jakieś ciekawe książki do polecenia?

Wycieczka do Berlina zbliża się wielkimi krokami. Już niebawem po raz pierwszy przekroczę granicę Polski! Już się nie mogę doczekać :) Z dziewczynami zastanawiamy się nad sklepami, do których koniecznie musimy pójść. Nie wiem czemu, ale chciałabym zagościć w berlińskim antykwariacie lub księgarni... Uczę się niemieckiego, ale coś czuję, że pytania o cenę czy coś w tym stylu zadam po angielsku ;) Kiedy jedziecie za granicę lub rozmawiacie z obcokrajowcem, zdarza Wam się powiedzieć coś w innym języku, niż jest potrzebny?
  W ostatnim czasie zauważyłam, że trudno jest w obecnych czasach być oryginalnym. Owszem, każdy z nas w sobie ma to coś, ale ciągle jesteśmy o coś zazdrośni, mimo naszych starań, by nie być... Ktoś zakłada bloga i pisze na nim wpisy po swojemu, a gdy wejdzie na czyjegoś bloga, to widzi podobne poruszane tematy. Czytając, czuje się gorszy. YouTube, Facebook, Instagram, Twitter jest dobrym przykładem owych podobieństw.Poniekąd dobrze, że jest wiele ludzi i wiele opinii. Zawsze znajdzie się kilka osób myślących tak samo. Początek wpisu zaczęłam od napisania, że obecnie czeszę się tak, jak jedna z vlogerek. Nie uważam tego za złe, ponieważ jeśli ktoś chce się czymś podzielić, druga osoba ma prawo to wykorzystać. Kiedy piszę to co piszę, wiem, że ktoś może się tym zainspirować i stworzyć własną koncepcję na coś. W końcu pisanie bloga, to dzielenie się poglądami i jest to poniekąd książką, którą piszemy. Inspirujemy się książkami, słowami od sławnych, nieżyjących i żyjących osób, więc czemu nie przemyślenia normalnego człowieka? Czytając Wasze blogi, nie raz przychodzi mi pomysł na wpis do głowy... Dziękuję więc Wam za inspirowanie mnie Waszymi wpisami :)

 Jakie jest Wasze zdanie na temat bycia oryginalnym w czasach obecnych? Często spotykacie się z czymś zbliżonym do Waszych osobistych przemyśleń? A może nie lubicie, kiedy ktoś cytuje Wasze słowa?
Pozdrawiam!

1 maja 2015

Umiejętność dostosowania się

Dzień dobry!

Najpierw kilka słów na temat. Umiejętność dostosowania się do otoczenia może być przydatna, ale nie taka wspaniała, bo wiąże się z byciem podatnym na środowisko. Ja od najmłodszych lat niby zawsze byłam sobą, ale jednak kolegując się z tym i tym, przyjmowałam na siebie  wymagania tej osoby co do mnie. Tu właśnie zaczyna się owa podatność. Jest to normalne u ludzi (szczególnie dorastających), ale trochę grozi zagubieniem prawdziwego siebie. Można zapomnieć, że woli się inny gatunek muzyczny i ma się inne pasje, niż towarzystwo. Można zamknąć w sobie własne poglądy, lub też wygłaszać je tak, aż w końcu dla Ciebie samego są bez sensu. Warto zwrócić też uwagę na mówienie. Kiedy zadajesz się kimś  wysławiającym się wulgarnie, sam zaczynasz taki być. Gdy inni zwracają uwagę, odpowiada się "Jestem sobą, więc jak coś ci nie pasuje..." lub coś w tym stylu. Nie mam pojęcia, czy zależy to od woli i charakteru człowieka, ale na pewno coś powiązanego z tym jest. Uważam, że cały czas nie jest się tym samym człowiekiem. Zmieniamy się z dnia na dzień...

Jak pisałam wcześniej, zapadłam w dziwny stan. Już dziś zobaczyłam pierwszą ocenę dopuszczają z historii. Muszę przyznać, że nie jestem zachwycona. Piątkowa fizyka nosi miano oceny dostatecznej. Poniedziałkowy sprawdzian był taki sobie. Jednak we wtorek, wróciłam do książek po przerwie. Muszę przyznać, że jednak trochę lubię się uczyć. Zwalę to penie na zbyt dużą wolnego czasu i rozkojarzenie. W głębi ducha coś mi mówi, że chciałam się poczuć tak, jak te nieuczące się za wiele osoby. Może to i prawda...

Świat muzyki jest mi ostatnio bardzo bliski. Przez Ju weszłam też do świata YouTube. Oglądam filmiki ciekawych i dość popularnych osób. Oczywiście,są po angielsku, żeby się trochę dokształcić w języku. Moi kwietniowi muzycy to Troye Sivan i Shawn Mednes. Troye pochodzi z Australii, a Shawn z Kanady. Ich piosenki należą do gatunku POP. Oboje mają po jednej płycie na swoim koncie. Zastanawiam się nad kupnem "Tryxe" od T.. Jest na niej tylko pięć utworów, ale cena jest kusząca i muszę się przyznać, że nigdy nie kupowałam płyty żadnego zespołu i wokalisty. Wygrałam kiedyś pięć płyt i na tym kończy się moja kariera z posiadaniem płyt. Ew ostatnio gromadzi płyty, a ja je pożyczam. Ale chciałabym w końcu mieć coś własnego ;) Zapraszam do wysłuchania jednej piosenki z "Tryxe".


W trakcie dni wolnych przeczytałam trylogię "Oddechy" Rebeccki Donovan. Nie będę jej za bardzo recenzować, tylko napiszę kilka słów o niej.
Powód by oddychaćBiorąc oddechOddychając z trudem

 Kiedy pierwszy tom pojawił się w księgarniach, od razu wiedziałam, że muszę go przeczytać. Dopiero ostatnio postanowiłam zadziałać jakoś w tej sprawie i zdecydowałam się na ebook. Całą trylogię przeczytałam na telefonie, więc starałam się powstrzymać od rzucania nim i denerwowaniem się na postępowanie Emmy, głównej bohaterki. Pierwszy i trzeci tom sprawiły, że płakałam. Drugi był odpowiedzialny za mętlik w mojej głowie. Mimo to, muszę pogratulować autorce umiejętności pisania. Nie każdy potrafi pisać tak, że czytelnik od razu tak wczuwa się w akcje. Ta książka przewróciła mi w głowie, jak żadna inna. To duży plus, bo nie zapomnę o niej tak szybko :)

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że nie macie mi za złe tych dwutygodniowych wpisów. Tak jakoś jest prościej... Więcej się dzieje, więcej do opisania.