27 czerwca 2015

Warszawskie tym razem wspomnienia ;)

Witam!

Dziś jakoś zebrało mnie się na pisanie. Dopiero dziś, ale... Myślę, że powodem jest to, że wypadłam z rytmu szkoła- nauka. Ale skoro wakacje oficjalnie się rozpoczęły, to i tak muszę się przestawić :) I postanowiłam rozpocząć wakacje wpisem :)

Od mojej wycieczki do Berlina trochę się wydarzyło. Byłam w Warszawie i na razie skupię się na tym... Muszę przyznać, że było fajnie. Ale nie w relacjach międzyludzkich, tylko w tym co czułam w trakcie różnych rzeczy. Ogólnie pojechałam tam na IV Krajowy Kongres Misyjny. Uważam, że było to ciekawe doświadczenie. Wszystko odbywało się prawie zgodnie z programem, więc byłam na koncercie Darka Malejonka (który obiecał, że na Światowych Dniach Młodzieży zrobimy większy hałas), wysłuchałam świadectw Misjonarzy i kardynała Fernando Filon oraz obejrzałam występ Karawany (nie mam pojęcia, jak to się pisze).To ostatnie zrobiło na mnie ogromne wrażenie, gdyż zobaczyłam mega genialnych ludzi w tym, co robią. Dwie godziny spędziłam z resztą grupy, a następnie poszliśmy do Kościoła Wszystkich Świętych. Odbyła się tam Msza. Muszę przyznać, że obrzędy po łacinie i takie głośne śpiewanie (bo było strasznie dużo ludzi) to dla mnie coś nowego ;) Świecę którą dostałam, mam do teraz. Wieczór chwały rozpoczął się pięknie. Wcześniej myślałam, ze głośniej się nie da śpiewać, a tu zaskoczenie. Dziewczyna, która to prowadziła miała taki zapał do tego... Może ujmę to inaczej. Gdyby tam wszedł przypadkowy ktoś, to wyczuł by i bezproblemowo rozpoznał emocje fruwające w powietrzu. Wszystko było takie piękne, ale w trackie trzeba było iść, aby dojechać do miejsca noclegu. W międzyczasie kibice wracali z meczu (Polska- Gruzja), więc w tramwaju było nieciekawie...
W niedziele zaś byłam na Zamku Królewskim i w Muzeum Powstania Warszawskiego. Jest tam tak pięknie wszystko odwzorowane... Kiedy zwiedzałam, to coś we mnie powiedziało, że za jakiś czas tu wrócę. O dziwo, w Berlinie nie miałam takiego wrażenia, tylko w Warszawie... ;)

Stwierdzam jednak, że misje nie są dla mnie... Wszystko było takie piękne, ale nie poczułam tego czegoś, aby gdzieś jechać. Chyba mam inne zadanie do wykonania ;)

Dwa tygodnie temu Warszawa, a tydzień temu urodziny Ju. Było fajnie ;) W sumie dalej nie wiem, o czym pisać. Kongres to było mocne przeżycie i jakoś tak rozłożyło się na kilka dni,,, I w sumie dobrze, że dziś go wspominam, bo trochę już mi ubyło chęci do tylu rzeczy, które postanowiłam wykonać :)

Zakończenie roku odbyło się normalnie. Później z Emi, Ew, Ju i dwoma innymi koleżankami z klasy, poszłyśmy na pizzę. Po powrocie do domu wzięłam się za moją półkę z książkami, aby zmieścić na niej "Bez końca" Martyna Bedforda i "Samotni.pl" Barbary Kosmowskiej. Układałam książki na różne sposoby, ale i tak wzięłam się za jeden z nowych nabytków, przez co wszystko poszło na marne. Muszę przyznać, że "Bez końca" to dobra książka. Wcale już jej nie przeczytałam... ;)

Zdjęcia z Warszawy ;)

Na razie to byłoby na tyle ;)

Pozdrawiam!