22 sierpnia 2015

Niezaplanowany wpis

Dobry wieczór ;)
Piszę to po 22.00, więc  raczej mogę tak zacząć :) Żeby bardziej poczuć się w klimacie, proponuję odtworzyć tą playlistę lub wybrać jakąś własną.

Dlaczego piszę?
Mam potrzebę się wypisać. Podzielić z kimś tym, co siedzi w mojej głowie. O planach, które pewnie nigdy się nie zrealizują. O śmierci. Marzeniach. Decyzjach.
Szczerze, to nie wiem od czego zacząć. W ostatnim czasie tak bardzo uświadamiam sobie o czasie, jego upływie i skutkach.
Kiedy się rodzimy, otwieramy oczy. Kiedy umieramy, zamykamy je.
Cały proces mrugnięcia, to ułamki sekundy.
Wszystko zależy od okoliczności, kiedy mrugamy. W trakcie wpatrywania się w coś rzadziej, a kiedy mamy coś w oku, to błyskawicznie.
Życie na przestrzeni wieków, tysiącleci, wieku naszej planety, jest jak takie jedno mrugnięcie. U jednego trwa długo, a u drugiego krótko.
Nie zmienia to faktu, że śmierć jest bolesna dla bliskich.
Wydaje mnie się, że dla osoby umierającej najboleśniejsze są rzeczy, których się nie zrobiło.
Marzenia.
Każdy z nas marzy, planuje. Czuje, że powinien zrobić coś ważnego.
Kiedy wkraczamy w dorosłość, marzenia zdają się być mniej realne. Dziecięce i nastoletnie plany skreślamy, bo uważamy za głupie i nic nie warte.
Zmieniamy się, ale proces ten trochę trwa, Zaczyna się, kiedy jesteśmy zmuszani do podejmowania coraz ważniejszych decyzji. Kiedy jedno nasze słowo przesądza wszystko.
Ja też mam marzenia. Pragnę udać się w podróż dookoła świata. Chcę zamieszkać w Niemczech i tam pracować. Chcę być nauczycielem, tłumaczem, psychiatrą... Chcę pomagać ludziom. Chcę wywoływać uśmiech na twarzach innych. Chcę być szczęśliwa.
Czy moje marzenia wydają się mnie obecnie realne? Po części tak, a po części nie. Pewnie, jak każdy z nas, ludzi, czuję, że muszę coś ważnego w życiu osiągnąć. Czuję, że muszę zrobić coś takiego, aby zmienić świat. Czuję, że muszę zrobić coś tak ważnego, że po tym będę mogła spokojnie umrzeć. Bez wyrzutów sumienia. Bez żalu.
Mam dopiero 15 lat. Jestem hipokrytką z wysokimi ambicjami, którym nie umiem sprostać. Mam marzenia, które już teraz postrzegam jako nierealne. Czy to źle? Chyba tak. Powinnam czuć, że mogę je spełnić. Że dosięgnę stopnia z ambicjami, które naprawdę są ważne. Nie takie, które są wywoływane pragnieniem bycia najlepszą. Tylko takie, którymi mogę pomóc innym.
Ludzie postrzegają mnie jako nieśmiałą osobę. Jako mądrą i rozważną. Jako odpowiedzialną. Bujającą w obłokach.  W rzeczywistości, ile jest w tym prawdy? Sama nie wiem. Ale wiem, czego mi brakuje. Pewności siebie. Wiem, że boję się sama siebie, swoich sił. Boję się, że mogę nie sprostać zadaniu. Wiem, że to źle. Pewność siebie to nie bycie wrednym, poniżającym innym. Pewność siebie, to wiedza o swoich wartościach. Wiara w nie. Wiara w to, co możemy zrobić. Pewność. Z czym się kojarzy? Doświadczenie, zaufanie, gwarancja.  Kiedy połączymy to razem ze słowem "siebie", co powstanie? Doświadczenie siebie. Zaufanie siebie. Gwarancja siebie. Żeby brzmiało bardziej po polsku, to proszę bardzo. Wiedza o swoim doświadczeniu. Zaufanie do siebie. Gwarancja swoich zdolności. Tym wszystkim jest pewność siebie.
A teraz Ty. Ile masz lat? Kim jesteś? Jakie są Twoje marzenia? Czy wydają Ci się realne? Czego Ci brakuje? Czy jesteś pewny/pewna siebie? Na ile procent?
Wczoraj przyszło mi do głowy, aby pisać poradnik. Nie wiem, jak się za to zabrać, ale wiem, że ten wpis może do niego należeć. Jeśli masz już odpowiedzi na wszystkie pytania powyżej, to teraz zastanów się, co myślą o Tobie inni? Jak bardzo zgadza się to z Twoją oceną? Jeśli w większości, to gratuluję. Jeśli jednak nie jesteś usatysfakcjonowany, to zapraszam do odkrywania siebie. Na początek, musimy uwierzyć we własne wartości. Musimy sobie samym zaufać. Musimy wiedzieć, na co nas stać!
Ćwiczenie pierwsze:
Załóż sobie zeszyt, notes. Codziennie, przez następny tydzień, dwa, a może miesiąc, zapisuj swoje najdrobniejsze osiągnięcia. Uśmiech do osoby, która nas denerwuję? Kilka słów do kasjerki w sklepie? Dłuższa modlitwa? Pomoc sąsiadce?
Nie chodzi tu o osiągnięcia, które widzą wszyscy. Chodzi tu o osiągnięcia, których Ty prawie nie widzisz. Bo to, co niewidoczne dla oka, może być bardziej wartościowe niż to widoczne. Prawda?
Spróbuj!
Skąd taka nagła chęć na ten wpis? Dziś umarł mój wujek. Nie byłam z nim za bardzo zżyta, ale żałoba rodziny zaczyna mnie przytłaczać. Wiem, że to ważne. Trochę denerwuje mnie jednak mówienie mi, co powinnam robić, co ta osoba by chciała i tak dalej. Przecież nie wolno wypowiadać się za kogoś... Znoszę uwagi i podejrzewam, że będę nimi zarzucana przez następne tygodnie. Wiem, że jest to poniekąd z poczucia winy tych osób. Bo zawsze po czyjejś śmierci się myśli, co powinno się wtedy zrobić. Ale ja jakoś za bardzo nie czuję się winna. To nie z mojej winy umarł. Owszem, mogłabym go poznać bliżej, ale raczej nie miałam takiej okazji. Spotkanie raz na siedem lat dużo nie da.
A jak Wy myślicie?
Dobranoc...

20 sierpnia 2015

Babeczki czekoladowe (bez piekarnika)

Witam :)
Z powodu zbliżającego się roku szkolnego, metodą Ew, zaczęłam wyszukiwać jedzonko, które mogę nosić do szkoły, jako drugie śniadanie :)
I tak... wzięły się babeczki! Nigdy ich nie piekłam ani nie pomagałam komuś robić, więc w sumie moja wiedza była na stopniu 0. Zastanawiające było dla  mnie to, że skoro powstały te szybkie ciasta w kubku, do zrobienia w mikrofali, to czy samemu od podstaw nie można zrobić ;) Znalazłam w Internecie kilka przepisów i jakoś je trochę pomieszałam, i chciałabym się podzielić moim malutkim odkryciem :)
Przepis na 5-7 babeczek :)
Potrzebne produkty:
  • 4 łyżki mąki (najlepiej tortowej)
  • 3-4 łyżki cukru (jak kto lubi słodkie ;) )
  • 3 łyżki kakao (według mnie, wtedy są bardziej czekoladowe)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 4 łyżki mleka
  • 4 łyżki oleju
  • 1 jajko
  • dodatkowo- czekolada :)
Sposób przygotowania:
  1.  Wymieszać wszystkie składniki sypkie (mąkę, cukier, kakao, proszek do pieczenia).
  2. Wbić jajko oraz wlać mleko i olej. Wszystko dobrze wymieszać.
  3. Pokroić czekoladę na malutkie kawałki, albo ścierać na wiórki ;) Następnie wrzucić do naszej masy i wszystko wymieszać.
  4. Przełożyć masę do foremek i dać na około 3 minuty do mikrofalówki. Najlepiej jednak pilnować i sprawdzać, aby nic się nie spaliło, ale też nie było nieupieczone :)
  5. Na koniec przyozdobić według uznania :)

 Myślę, że przepis jest banalny. Tym bardziej, że w wersji do piekarnika, zamiast oleju mamy masło :) Pamiętajcie też, że do mikrofalówki nie dajemy metalowych rzeczy!
Życzę smacznego :)

10 sierpnia 2015

Słońce, marzenia i życie w książkowym świecie...

Witam :)
Zaczęłam niby pisać coś wcześniej, ale jakoś nie czuję, żeby to opublikować. Postanowiłam więc zacząć od początku :) W sumie, to ostatnio ciągle o czymś marzę ;) To chyba z ogromu wolnego czasu... Ciekawe, czy któreś z marzeń się spełni. Wiem, że będę się o to starała ;)

Pogoda słoneczna, lecz trochę za bardzo. Jak dla mnie, powinno być jakieś 5 stopni w dół ;) Większość czasu spędzam w domu, tworząc przeciągi i takie tam... Ale w sumie, to mogłabym to trochę zmienić. Dziś z dziewczynami pojechałyśmy nad wodę, na drugi koniec miasta. Nie leżałyśmy w samym słońcu i nie opalałyśmy, bo nie taki był zamiar. Muszę przyznać, że wczesne (tak przed 12) spotkanie jest nawet dobre, bo będąc na dworze, przystosowujemy się do temperatury. Bynajmniej jest tak u mnie ;) Ja nie wykonuję żadnej pracy fizycznej, nie przebywam cały czas w słońcu, to pewnie dlatego tak się dzieje ;)
Od soboty (Ew miała urodziny) ciągnie mnie trochę do jogi. Może dla tego, że z koleżankami tworzymy dziwne figury, które znajdujemy w Internecie. I muszę przyznać, że idzie nam coraz lepiej. Dziś na dworze byłyśmy trochę atrakcją dla ludzi, ale co tam ;)
W ostatnim czasie bardziej zauważyłam środowiska, w których żyję ja i moi rówieśnicy. Od kiedy przeczytałam "[delirium]", zaczęłam niby o tym myśleć, ale w ostatnim czasie bardziej. Książka ta opowiada o świecie, gdzie miłość jest zakazana. Ludziom podaję się leki, które blokują uczucia. Istnieją jednak grupy, które są temu przeciwne i uciekają przed zabiegiem. Co to ma do ludzi teraz?
Zastanawiam się nad tym, kto jaki byłby w takim świecie. Siebie oceniłam jako przykładną mieszkankę, niż kogoś łamiącego prawo. I w sumie, ciekawie jest wyobrazić sobie siebie, jako bohaterkę/ bohatera w jednej z książek o życiu w przyszłości. Takie to trochę filozoficzne, ale też i test na wyobraźnię ;) Szczerze, to trochę się wkurzyłam na siebie, bo fajnie byłoby być po drugiej stronie mocy... Tym bardziej, że miłość jest wspaniała, a blokowanie uczuć niekoniecznie...
Jak Wam mija czas? Jak znosicie upały? Jako kto i gdzie w książkowych światach, byłoby Wasze miejsce?
Pozdrawiam ;)

3 sierpnia 2015

Komputer, nauka i trochę muzyki :)

Witam!
Przed chwilą prawie usunęłam sobie konto, więc ciekawie zaczyna się to moje dzisiejsze pisanie :)


Ostatnio ciągle słucham tego coveru i w sumie, to lubię się dzielić piosenkami, które słucham :) A po drugie, ostatnio słucham tylko Chrisa (w sensie tego chłopaka) :)
Wczoraj zaczęłam małe porządki na komputerze. Ciągle tylko coś kopiuję, przerabiam, zapisuję i tak dalej. Nadszedł czas, aby trochę uporządkować zdjęcia i ogólnie grafikę. W sumie, to nigdy nie interesowałam się, jak prawidłowo przechowywać zdjęcia na komputerze i dyskach. Może i robię to właściwie... Kiedyś się dowiem ;)
Szczerze, to naszła mnie chęć podzielenia się moim sposobem na układanie zdjęć, muzyki i tego wszystkiego ;) Po pierwsze, to kiedyś trzeba zorganizować sobie czas (chociaż godzinę dziennie) i zacząć powolutku zapoznawać się z folderami :) Moim sposobem (dla zdjęć) jest tworzenie folderów z latami. Fotografuję tylko od dwóch lat (a zapisuję dopiero od 2014 roku), więc mam folder 2014 i 2015 :) Następnie, w danym folderze tworzę kilka następnych i nazywam je miesiącami. Wcześniej starałam się też segregować zdjęcia według dni zgrywania lub robienia, ale gdy zepsułam aparat, to przestałam. Ale nie wiem, czy do tego wrócę. Aż tak dokładna to nie jestem ;)
Muzyka według wykonawców, staram się tez w miarę układać albumy (jak mam kilka piosenek z jednego), ale raczej rzadko to robię ;) Dokumenty... W sumie, to zaczynam mieć z nimi co raz więcej do czynienia. Ale staram się je dzielić na kategorie (w stylu: wszystko z angielskiego tu, z niemieckiego tam...), ale chyba zacznę je układać trochę inaczej ;)
Na tym kończy się moje porządkowanie. Na pulpicie staram się mieć tylko te najpotrzebniejsze skróty i foldery. Jakie są Wasze sposoby na komputerowe/laptopowe porządki? :)
Co do drugiego miesiąca wakacji... Wzięłam się w końcu za niemiecką gramatykę ;) Poznałam nadprogramowy w szkole (chyba, bo nie wiem, co czeka mnie w tym roku) czas i w sumie, to nie jest taki trudny, jak wydawał mnie się na początku. Wiem, że pewnie niektórych zdziwi to, że uczę się w wakacje... Ale poznawanie niemieckiego, to taka moja pasja ;) W sumie, to staram się nawet trochę modlić w tym języku, bo bezproblemowo znalazłam "Ojcze nasz" lub "Wierzę w Boga" :) Muszę przyznać, że dla mnie (osoby wierzącej) jest to ciekawe doświadczenie, bo czuję się tak samo, jak kilkanaście lat temu, uczyłam się tych właśnie modlitw w ojczystym języku ;) Ciągle martwię się jednak egzaminami. Bardzo chciałabym iść na rozszerzony, ale nie jestem pewna, czy nauczycielka mnie dopuści... Dobra! Koniec o szkole! Ostatnio w sklepie też mam ten problem, bo widzę artykuły szkolne, a jednak dobrze czuje się pośród zeszytów... :)
Wybieram się też z dziewczynami do kina, na "Papierowe miasta". Spotkałam się z różnymi opiniami, więc teraz nie mogę się doczekać, aby sama ocenić ;) A jak z Wami? Wybieracie się na jakiś seans? :)
Co do książek, to postanowiłam wziąć się za "Ja, anielica" pióra Katarzyny Miszczuk. Jakoś dopiero teraz potrafię się wziąć za drugi tom, bo pierwszy "Ja, diblica" trochę mną wstrząsnął. Może to dziwne, ale książki związane z piekłem, wywołują we mnie mieszane uczucia. Przez to muszę robić sobie długie przerwy między tomami ;)
A co Wy tam czytacie? :)
Pozdrawiam!
 

1 sierpnia 2015

Pora się ogarnąć!

Hej!

Od jakiegoś czasu zauważyłam, że znikają  mi czytelnicy. Teraz jestem chyba tu sama i raz na jakiś czas ktoś do mnie zajrzy. Czuję się z tym okropnie.
 Przeglądając moje wpisy sprzed kilku miesięcy, dostrzegłam jedną, bardzo ważną rzecz. Czytając wcześniejsze posty można było się uśmiechnąć. I ze słów, i  z liter napisanych przeze mnie, aż promieniuje pozytywną energią. Teraz moje wpisy są suche, jak drewno. Myślę, że widać mój wkład w energii w to wszystko.
Muszę przyznać, że sama też trochę zawaliłam. Dorastam, więcej mnie w Internecie, widzę sławne i często komentowane blogi... Kto tak by nie chciał?
Ale co gorsza, zapomniałam o najważniejszym. Zapomniałam, że tu chodzi o wkładanie serca w każde wystukane słowo. Zapomniałam o Was, aż z czasem odeszliście. Nie było mnie jakoś wtedy, kiedy usuwaliście blogi. Starałam się być trochę taka jak inni i nie wyszło. Jaki z tego wniosek?
 Muszę być sobą i nie kierować się innymi. Niedawno,  na jednym z blogów przeczytałam o byciu sobą. Zgodziłam się z treścią,  a teraz patrzę na siebie... Może między ludźmi nie staram się upodobnić do kogoś,  ale w Internecie już tak.
Pora się ogarnąć! Będę dalej pisała, ale postaram się to robić na serio, a nie na odwal się. Coś takiego nie działa. Przepraszam :(
Mam nadzieję,  że jeszcze kiedyś ktoś do mnie wróci i uśmiechnie się czytając wpis :)
Dziś pierwszy dzień miesiąca... Pora zacząć coś nowego, zmiany. Nadszedł czas, żeby odzyskać dawny optymizm, a nie schodzić na pesymizm. Czas, aby znowu uwierzyć i mieć nadzieję we wszystkim co się robi. Małe, a wielkie rzeczy muszę teraz ogarnąć... Ale wierzę, że będzie dobrze :)
 Jeśli ktoś to czyta, to niech wie, że się ogarnę  i będą tu kiedyś prawdziwe w całości wpisy, a nie takie pół na pół. Podobno blogi osobiste przeszły bardziej na lifestyle... Spróbowałam i to nie do końca moje klimaty. Na Instagramie lub Facebooku zdjęcia pewnie dalej będę publikowała i może tam bardziej pójdę w tym kierunku. Ale blog osobisty, to blog osobisty!
Muszę pamiętać, że zaczęłam pisać bloga z myślą, o życiu codziennym, a nie zdjęciami ze stylizacjami. Nie, żebym miała coś do nich. Szczerze, to nawet lubię je czytać. Bez kitu. Ale z pisaniem, to nie moja bajka.
Na dziś to tyle ;)
Pozdrawiam!