14 października 2015

Zdjęcia, październik oraz gitara...

Witajcie :)
Informacja dla regularnych czytelników: Moi Drodzy, spodziewajcie się (sensownych) wpisów tak jakoś co dwa tygodnie (mniej więcej). Dlaczego? Jest to dla mnie odpowiedni przedział czasu, aby zebrać wszystkie myśli oraz wydarzenia... Bo zauważyłam, że przez dwa  tygodnie więcej się dzieje, niż przez jeden (nie, to wcale nie oczywiste...) ;) Jeśli macie jakieś uwagi lub coś, to wiecie w jaki sposób do mnie dotrzeć :) 

Ostatnie dwa/ trzy tygodnie były pełne zdarzeń i wrażeń. Nie zawsze pozytywnych, ale dzięki nim wiele zrozumiałam... Z tego też wynikają moje zmiany, a raczej narzucone cele. Wolę się nimi nie dzielić, ponieważ mam kilka powodów. Każdy ma sprawy, których nie chce wywlekać na światło dzienne, prawda? ;)
Każdy dzień był dla mnie niespodzianką, i w sumie nadal tak jest. Jeśli chodzi o naukę niemieckiego, to czuję jakiś postęp w... moim mózgu(?)... w znajomości języka :) I jestem z siebie dumna, ponieważ dostałam pierwszą 5 z kartkówki z angielskich słówek od czasów pierwszej gimnazjum ;)

Jutro ponownie odwiedzę Kraków, a z tym wiążą się oczywiście zdjęcia :) W ostatnim czasie zaczynam też rozmyślać nad wystawą na trochę większą skalę niż szkoła... Ale to się jeszcze zobaczy, ponieważ muszę porozmawiać z odpowiednimi osobami, żeby w ogóle zobaczyć swoje szanse ;) Do tego dochodzi też konkurs o jesieni, więc będę musiała wybrać się na spacery. Obecna pora roku jest ciekawa, ale kiedy pada, to aż się nie chce wychodzić... Ech... Gdzie to słońce? Niby padał już śnieg z deszczem, ale w ostatnim czasie z tą pogodą nie wiadomo.
Na początku października, wyciągnęłam gitarę z szafy. Od dwóch tygodni pilnie ćwiczę i już umiem zagrać jakieś chwyty (ale gdybyście usłyszeli A Thousand Years  (- Christina Perri) w moim wykonaniu z gitarą, to padlibyście ze śmiechu nad moją umiejętnością grania ;) ). Pod koniec tego tygodnia lub w przyszłym dojdą nylonowe struny... W ogóle z tymi strunami, to niezła akcja. Gitara ma lat 17 (czyli jest starsza ode mnie) i moja siostra pamięta, że kupowała gitarę klasyczną (czyli właśnie nylonowe struny). Kiedy dwa lata temu patrzyłam, jakie struny dokupić, to były metalowe (jak do akustycznej). No i moim ostatnim dylematem jest to, jakim cudem z gitary klasycznej, stała się akustyczna... Ale wszystko do naprawienia ;) Podejrzewam, że po zmianie tych strun, będę siedziała jeszcze dłużej na gitarze. Dlaczego? Bo mam już trochę uodpornione palce od metalowych ;) Jeśli chodzi o mój głos i śpiewanie, to lepiej nie będę się wypowiadała ;)

Poza tym zebrało mnie się na czytanie swoich starych wpisów na tym blogu, żeby przypomnieć sobie o niektórych rzeczach ;) Do wszystkich blogerów, których zaniedbałam, też pora zajrzeć ;)
Miłego wieczoru :)
PS. Znowu planuje coś z wyglądem bloga, więc uważajcie ;)