27 stycznia 2016

Zmiany na lepsze(?)

Witajcie :)
Tym razem piszę gdzie indziej, ale to nadal jestem ja :)
Owa zmiana była przeze mnie rozważania od dłuższego czasu... Aż w końcu zignorowałam wszystkie plusy i minusy i stało się! Przyznam się, że tutaj blogowanie bardziej mnie się podoba, mimo że cały interes polega na tym samym ;) Muszę się przyznać, że cieszę się z mojej spontanicznej decyzji... Jeśli macie jakieś zastrzeżenia, to mam nadzieję, że z czasem mi wybaczycie :)
Cały tydzień był kolejnym tygodniem pełnym rutynowych zajęć i niechcianego lenistwa oraz niepunktualności. Ciągle wierzę, że kiedyś się zmienię... W szczególności ze spóźnieniem się. Niby ciągle podejmuję jakieś próby, usiłuję wstawać wcześniej, ale zawsze czara i tak się przeleje. Nie wiem już, co mam ze sobą zrobić... Znacie to uczucie, kiedy chcecie wejść do swojego mózgu i zaprogramować siebie, aby prawidłowo działać?
Mimo tego wyżej, myślę że widzę też jakieś postępy. Jednym z nich jest to, że nie przejmuję się tak wszystkim jak wcześniej. Moim mottem stało się też "Spróbuję, dopiero jak naprawdę poczuję się bezsilna, to poproszę kogoś o pomoc". Na chwilę obecną się sprawdza i jestem dumna, że jednak potrafię podwinąć rękawy i wziąć się do roboty :) W tym tygodniu zdałam też sobie sprawę, że przydałoby mnie się trochę systematyczności... Jak na razie stosuję zasadę prób i błędów ;)
Dzisiejszy wpis miał być jakiś bardziej sensowny, ale to chyba jeszcze nie ten czas. Tym bardziej, że cały "remont bloga" będzie trwał przez następny czas... Nie potrafię sprecyzować ile :/
Przepraszam, że ciągle pisze, że coś zrobię, a dzieje się inaczej... Muszę nad tym popracować...
Proszę, zarezerwujcie jeszcze trochę cierpliwości dla mnie ;)
P.

21 stycznia 2016

Ja to jestem...



Witajcie!

Przepraszam za tamtą sobotę i z góry za wszystkie przyszłe, które niekiedy również będą bez wpisu...

Można by rzec, że przez te dwa tygodnie się dużo nazbierało... W pewnym sensie tak, przykładowo zgromadziłam w sobie dużo emocji, a to chyba dobrze ;) W sumie, gdybyśmy mieli trzy podstawowe emocje tj. radość, smutek i złość, to nasze życie byłoby dość nudne. Na szczęście, mamy ich duuużo więcej. Czasami aż za ;)



Zaobserwowałam też coś istotnego, nad czym wcześniej się nie zastanawiałam... Chodzi mi o relacje między ludźmi. Nie tylko o sprawy damsko-męskie, ale również o przyjaźnie, koleżeństwa i inne cosie, które dają nam poczucie pewnego przywiązania do danej osoby. Patrząc wstecz, dostrzegam że z wieloma ludźmi zaczęłam rozmawiać tak na poważnie dopiero po kilku latach. Nie mam na myśli tylko szkolnych znajomych, ale też z innych kręgów. Każda z tych relacji jest inna, przebiega na innych warunkach, co jest w sumie piękne. Podoba mnie się, że z każdym człowiekiem łączy mnie niby ta sama, ale jednak inna nić. Z niektórymi osobami zaczęłam dopiero rozmawiać na przełomie ostatnich miesięcy, kiedy to dziwne rzeczy u mnie się działy. W końcu nadszedł jakby ten moment, aby wejść na schodek wyżej, żeby porozmawiać na jakiś konkretny temat, znaleźć ich więcej, pośmiać się... Z jeszcze innymi po raz pierwszy zaczęłam w ogóle zamieniać słowo. Wcześniej było egzystowanie i wiedza o sobie nawzajem. A teraz uda się zamienić chociaż kilka zdań, co jest postępem... Niektóre wydarzenia także zbliżają ludzi do siebie. Od razu to kojarzy się chyba z negatywnymi sytuacjami, ale przecież pozytywne też umacniają relacje. Muszę przyznać, że z rodziną też czuję się bardziej związana, niż na przykład rok temu. A to dobrze ;)

W każdym razie, nawiązywanie znajomości, stawanie się przyjaciółmi itp., to powolny proces. Piszę to też dla siebie, bo nie raz chciałam z jakąś osobą porozmawiać o czym poważniejszym... A tu nagle uświadamiam sobie, że nie jestem jeszcze gotowa, nie czuję się przy jakiejś osobie aż tak pewnie.

Do naszych relacji musimy mieć dużo cierpliwości... Jest to proces szybszy, niż ewolucja ;) Prawdę mówiąc, ma normalny bieg, tylko my- ludzie pragnący natychmiastowych decyzji, zagonieni, zagubieni- pragniemy, aby coś stało się szybciej i to najlepiej według naszego wyobrażenia.

Do wielu rzeczy jest nam potrzebna cierpliwość. Do zmian również ;)

Wiem, że kiedyś pisałam więcej... Ale muszę się ogarnąć. Szczerze, to znowu muszę dojść do odkrycia swoich wartości... Myślę, że dzięki temu łatwiej też będzie mnie się pisało ;)

Za tydzień postaram się napisać coś sensownego ;)

Pozdrawiam!

9 stycznia 2016

Tydzień pełen wrażeń ;)

Dobry :)
Jest sobota, więc piszę. Może godzina 21.30, na komputerze nadal Internetu brak, ale piszę ;)

Dzisiejszy dzień (i tydzień) był ciekawy :) W sumie, to ukazała się u mnie chociaż połowa palety nastrojów... Od radości, aż do wściekłości. Ale dobrze było :)
Uczę się w końcu jakoś ogarniać czas i w sumie dobrze mi idzie, jak na początek ;) Już mniej się spóźniam, ale czasem nadal się zagapię lub coś... Co do innych rzeczy, to... staram się iść w dobrym kierunku...
Dzisiejszy dzień był... dziwny? ;) Było dużo śmiechu, trochę też zdenerwowania, ale... ;) Podsumowuje, że było fajnie. Tym bardziej,  że kręciłam dziś z kilkoma osobami nasz projekt na angielski... Trochę poszliśmy na spontana z tym wszystkim, wykruszyły się dwie osoby, więcej mamy śmiechu chyba niż grania, ale moja w tym głową, żeby spróbować to w poniedziałek ogarnąć ;) Po raz pierwszy będę coś składała, i to na telefonie, bo mój komputer przychodzi ostatnio wybrakowanie ze sterownikami... Ale wierzę w siebie ;) A to już coś!
Po przeczytaniu serii "Percy'ego Jacksona" dołączyłam do grona Apolloniątek (czyli dzieci Apolla) i w ostatnim czasie całkiem nieźle się z nimi dogaduję i integruję ;) Szczerze, to od jakiegoś czasu  jestem bardziej otwarta na ludzi niż wcześniej ;)
Jutro zajmę się nauką do sprawdzianów i pisaniem różnych wypracowań do szkoły. Muszę sobie odciążyć poniedziałkowe popołudnie... Bo będę miała co robić ;)
Jak na chwilę obecną, to tyle z mojej strony ;)
Trzymajcie się cieplutko (u mnie spadł śnieg!) :)
Pozdrawiam!

2 stycznia 2016

Koniec wakacji ;)

Witam wszystkich, którzy wytrwali :)
Ten wpis nie będzie taki super,  ponieważ przypadkiem usunęłam sobie sterowniki do karty sieciowej z komputera... I pozostaje mi telefon ;)
W każdym razie, dużo się wydarzyło przez te dwa miesiące... Niekoniecznie pozytywnych rzeczy... Ale na szczęście, powoli wszystko wraca do normy (mam taką nadzieję)...
Z moim pisaniem,  to nie wiem jak to będzie. Czuję się gotowa do działania,  więc może sobie wynajdę jakiś dzień (na przykład taką sobotę) do regularnego pisania ;) W moim piętnastoletnim życiu przyda się trochę uporządkowanych rzeczy ;)
Postanowiłam, żeby ten rok był o wiele lepszy niż 2015 :) W sumie, jak rozmawiam z różnymi osobami, to prawie dla każdego ten rok był jakiś dziwny...
Życzę Wam wszystkim dużo dobrego :) Jeśli coś Wam nie pyknie na początku, to nie poddawajcie się!!! Kiedy zegar przeskoczy z jednej minuty na drugą,  to nie znaczy, że już  jesteśmy lepsi, będziemy chodzili na siłownię, codziennie czytali 10 stron książki lub wstawali o 5... To wszystko musi przyjść z czasem, aż po wielu próbach w końcu wyjdzie :)
Pozdrawiam :)
(i jeśli wszystko pójdzie dobrze,  to do napisania w następną sobotę :))