18 lutego 2016

"Yellow bahama w prążki"

Tytuł: "Yellow bahama w prążki"
Autor: Ewa Nowak
Wydawnictwo: Czarna Owca
Moja ocena: 5/6

Która nastolatka nie marzy o tym, aby zostać bohaterką książki? Jednak większość z nich nie dostrzega w swoim codziennym życiu nic ekscytującego ani wartego opisania. Tymczasem powieść "Yellow Bahama w prążki" powstała właśnie na podstawie e-maili, które nastolatki wysyłały autorce. Jej bohaterką jest Hania, która z pozoru wydaje się być zwyczajną dziewczyną. Ale jej codzienne życie i perypetie pochłaniają czytelnika bez reszty. Przyglądamy się dorastaniu Hani, jej wyborom i przemyśleniom, do których skłania życie, czasem trudne i poważne, a czasem wesołe i beztroskie. Towarzysząc Hani, nie jeden raz wybuchamy śmiechem. A jak podkreśla Ewa Nowak, śmiech jest najlepszym lekiem na wszystkie dolegliwości. Zatem - na zdrowie!

 Szczerze, to zgadzam się tym opisem zamieszczonym z tyłu książki. Mimo to, mam ochotę go trochę poroztrząsać ;) Każda nastolatka (nastolatek również, ale z niewiadomych przyczyn częściej to dziewczyna jest główna bohaterką - bynajmniej w tych, które czytam)- niezależnie od środowiska, w którym żyje, problemów z jakimi się zmaga -  kryje w sobie sprawy, których się po prostu wstydzi. Oczywiście, nie ma na świecie dwóch takich samych osób, więc w każdym przypadku będzie to wyglądało trochę inaczej. Myślę, że wrzucanie do jednego worka pięciu dziewczyn, które przykładowo mają zaburzone odżywianie, to zły pomysł. Teoretycznie każda ma taki sam problem, ale rzeczywistość może być trochę inna. Każda z nich ma własny sposób myślenia, pojmowania i w każdej głowie sprawa wygląda inaczej. To tylko taka moja rozkmina, więc nie zarzucajcie mi proszę dziwnych rzeczy. I może przejdę do książki, zamiast rozgrzebywać problemy ludzkości;) 
 "Yellow bahama w prążki" jest napisana w dość ciekawy sposób,  ponieważ składa się z e-maili. Podoba mnie się otwartość Hani oraz lekki dystans do wszystkiego. Mimo że jakaś sytuacja jest skomplikowana, dziewczyna opisuje ją prosto, dzięki czemu nie trzeba myśleć o co chodzi ;)
Szczerze, to z niektórymi sprawami mam poniekąd sama do czynienia... W sensie, że głębiej się różnią, ale w jakiś sposób są do siebie podobne. Takie to trochę poplątane, ale mam nadzieję, że domyślicie się o co mi chodzi  Uważam, że z główną bohaterką dałoby się całkiem nieźle dogadać. Ma ona poczucie humoru, dzięki czemu książka nie jest taka sztywna. Myślę, że dzięki Hani można uświadomić sobie, iż czasem na niektóre zdarzenia należy spojrzeć obiektywnie... Tylko właśnie jak? Zapisać to gdzieś, pójść spać i po obudzeniu to przeczytać? Wydaję mi się, że to sprawa indywidualna. Każdy z nas musi zawczasu nauczyć się samodzielnie przetrwać jakąś sytuację. Nawet jeśli wolimy milczeć i nic nikomu nie mówić, to i tak musimy coś z tym zrobić. Autodestrukcja to jednak nie za dobry pomysł... W każdym razie, główna bohaterka zaczęła pisać, aby się wyżalić, poskarżyć na rodzinę, koleżanki i kolegów, swoją głupotę... Serio, w niektórych fragmentach idzie się odnaleźć :)
Te około 300 stron można przeczytać jednym tchem. Jeśli ktoś ma ochotę poczytać typową obyczajową książkę, to gorąco polecam  Może dzięki niej inaczej spojrzycie na sytuację, w której obecnie jesteście? Nabierzecie do niej więcej dystansu? Spróbujcie po przyjacielsku się z siebie zaśmiać, zamiast użalać i płakać? ;) 

14 lutego 2016

O wszystkim i o niczym (1) ;)

Witajcie :)
 Dzień za dniem mija i mam już ferie :) W końcu będę miała jakiś dzień bez szkoły, aby się wyspać i w ogóle ;) A w drugim tygodniu jadę na kodę (szkolenie animatorów) czego jeszcze bardziej nie potrafię się doczekać. Mam nawet jakieś papiery, aby się jakoś do tego przygotować... Muszę się za nie wziąć. I mam ogromną nadzieję, że kiedy wrócę, to zauważę jakieś zmiany w prowadzeniu spotkań i tak dalej... Ale to tam ;)
W sobotę (tą tydzień temu) wybrałam się do parku, mimo że wcale tego nie planowałam. Po prostu, wracając z kościoła minęłam mój blok i szłam dalej.  Szczerze, to rzadko urządzam sobie takie wypady... W sumie, może to dlatego, że trochę boję się samotności? Czasami lubię być sama (czyli tak przez 60% czasu), bo wtedy mogę pomyśleć, pomarzyć... Przez pozostałe 40% lubię jednak robić coś z ludźmi. Więc szkoła dostaje ode mnie plusa, że mogę się tam integrować z ludźmi ;D Mogę porozmawiać na różne tematy i pomóc komuś w czymś albo posłuchać czyjejś rady... Dużo byłoby do wymieniania ;) 

Jeśli chodzi o moje problemy międzyludzkie... Dogaduję się z ludźmi, a od września zauważyłam duże postępy w rozmowie z innymi. Tylko czasem się zdarzy, że mam takie zawieszenie. I właśnie wtedy 1)zdarza się, że powtarzam to co mówiłam już jakiś czas temu, ewentualnie 2) mówię coś dziwnego, czego tak szybko nie zapomnę, ale 3) kiepsko jest, gdy wyrażę swoje zdanie na jakiś temat i nagle się okazuje, że jakiś czas temu miałam zupełnie inną opinię... A! Jeszcze 4) zdarza się, że nagle nie potrafię wydusić z siebie słowa i wtedy następuje ta chwila krępującego milczenia, a wtedy czasem zaczynam gadać jakieś nieskładne zdania. Jestem pełna wdzięczności i podziwu dla tych osób, które są w stanie wtedy wytrwać, wysłuchać mnie i powiedzieć coś sensownego :)
 Przez ostatnie kilka dni przeczytałam trzy książki, ale pojawią się recenzje tylko dwóch. Dlaczego? Ta trzecia, to książka posiadająca jakieś 100 stron i przeczytałam ją w ciągu godziny spedzonej w szkolnej bibliotece ;)
Moje plany na ferie... W sumie nie mam za bardzo ustalone, co będę robiła. Wiem, że muszę nadrobić czytanie i mam 9 książek do przeczytania (w sumie osiem + lektura szkolna). Mam nadzieję, że w ciągu tych 14 dni się wyrobię. Chciałabym przez cały ten tydzień chodzić na łyżwy. Zobaczymy jednak, jak mi to pójdzie ;) Przydałoby się wziąć też trochę za naukę czy coś, bo po feriach tylko miesiąc do egzaminu... Jestem zdumiona, jak ten czas szybko leci. Jeszcze w sierpniu dziewczyny mówiły mi, że mam nie histeryzować, bo to daleko i tyle pięknych rzeczy przed nami, i tak dalej... Natomiast w chwili obecnej, jakoś nie czuję tego egzaminu. To pewnie pojawi się dzień przed ;) W mojej głowie pojawiła się myśl, o odliczaniu dni do wakacji. Zastanawiam się na tym, ale to chyba nie dla mnie. Nie lubię patrzeć, jak czas ucieka mi pod nosem, a ja z kimś tam nie porozmawiałam, gdzieś nie poszłam, czegoś nie zrobiłam... I prawdę mówiąc, dopiero w tym roku, jakoś tak bardziej przywiazałam się do niektórych osób z klasy. I szkoda mi tych znajomości... Naturalnie, istnieje milion sposobów, żeby się kontaktować, ale to już nie będzie to samo... Dobra! Koniec smutków! Przed nami jeszcze jakieś 4-5 miesięcy :)
Na dziś to tyle :)
Podrawiam!
PS. Wiem, że dziś są Walentynki ;) Celowo o nich nie wspomniałam, gdyż 1) nie jestem w żadnym związku ani nic w tym stylu oraz 2) nie chcę użalać się, że jestem taka biedna, och, ach i nikt mnie nie kocha, czy coś... Bo nie uważam, że tak jest ;) Więc no ;D

7 lutego 2016

"Pod kloszem"



Tytuł: "Pod kloszem"
Autor: Meg Wolitzer

 Gdyby życie było sprawiedliwe, Jam Gallahue nadal mieszkałaby w rodzinnym New Jersey ze swoim uroczym chłopakiem z Wielkiej Brytanii – Reevem Maxfieldem. Oglądaliby razem stare skecze i całowali się między regałami szkolnej biblioteki. Z pewnością nie byłaby teraz w Wooden Barn, szkolnym ośrodku terapeutycznym w Vermoncie, i nie chodziłaby na przeznaczone tylko dla wybranych uczniów (rzekomo odmieniające życie) lekcje pt. „Specjalne zagadnienia z literatury angielskiej” poświęcone wyłącznie twórczości Sylvii Plath.
Życie jednak nie jest sprawiedliwe. Reeve’a nie ma już od ponad roku, a Jam wciąż nie może otrząsnąć się po stracie. Kiedy zadanie domowe polegające na pisaniu pamiętnika otwiera Jam i pozostałym uczniom drogę do innego świata, nazwanego przez nich Belzharem, dziewczyna odkrywa rzeczywistość, w której czas staje w miejscu, a ona znów może poczuć obecność Reeve’a.
Jednak zapełniając kolejne strony dziennika, Jam musi zmierzyć się z prawdą i zdecydować, jak wiele jest gotowa poświęcić, by odzyskać to, co utraciła. 

 Kiedy przeczytałam pierwszą stronę, wiedziałam, że tak szybko nie oderwę się od lektury. Główną bohaterów jest Jam Gallahue, która trafia do Wooden Barn z powodu śmierci swojego chłopaka, Reeve’a. Została wybrana, jako jedna z pięciu nielicznych osób do uczeszczania na "specjalne zagadnienia z literatury angielskiej". Są to zajęcia owiane tajemnicami i legendami, pozostawianymi przez uczniów. W pewnym momencie nawet dyrektor szkoły przyznaje, że owe zajęcia dziwnie wpływają na zachowanie uczniów. Na zajęciach omawiane są utwory Sylvii Plath i aż zaczęłam się zastanawiać, czy sama po nie nie sięgnąć ;) Na tych zajęciach dostają zadanie pisania w pamiętnikach, co dla wszystkich jest dość nietypowym zadaniem. Z czasem jednak wszystko się wyjaśnia... 

 Przyznaję, że z każdą stroną coraz bardziej się wciągałam i przeżywałam z Jam coraz to nowsze sytuacje. Kiedy coś się działo, dostawałam aż wypieków na twarzy i wszystkie rzeczy naszego świata odchodziły na drugi plan... Może też dlatego zaskoczyłam się zakończeniem. Przyznaję, że było ono dość... wstrząsające ;) 

 Każdy z bohaterów zostaje przedstawiony, lecz dopiero z Jam odkrywamy jego sekret, jego powód znalezienia się w Wooden Barn. Szczerze, to podoba mnie się takowe wprowadzanie czytelnika w świat przedstawiony ;) Wszyscy mają odmienne charaktery, dzięki czemu ewidentnie widzimy, że dramaty każdy człowiek postrzega inaczej...  Dodatkowy plus za to :)

 Za wiele nie rozpisałam się na owy temat, ale nie chce zbyt wiele zdradzić... 
 Jeśli ktoś z Was przeczytał "Bez końca" lub "Byliśmy łgarzami" i spodobało się, to polecam sięgnąć  po "Pod kloszem" :) A niewtajemniczonych pragnę zaprosić do świata, gdzie trzeba stawić czoła własnym przeżyciom :)




PS. Gdy założyłam bloga tutaj, planowałam importować wszystkie wpisy... Okazało się jednak, że zadanie to mam utrudnione i muszę pozostać rozbita na dwie witryny. Mam ogromną nadzieję, że jednak wszystko się ogarnie i będzie dobrze :) 
Pozdrawiam!

4 lutego 2016

Summa summarum: Styczeń

Dzień dobry :)
 Nigdy nie brałam się za podsumowywanie miesiąca lub coś takiego, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz ;) Tym bardziej, że w sumie robiąc sobie taką "kontrolkę", widzimy wszystko, co udało nam się osiągnąć, gdzie zawaliliśmy sprawę, co nowego pojawiło się w naszej szarej codziennie... Obserwowanie, jak się zmieniamy pod względem charakteru albo stylu życia, może być dość ciekawe. Tym bardziej, że patrząc wstecz, ja i Ty, Drogi Czytelniku, byliśmy zupełnie innymi osobami. Teoretycznie nic się nie zmieniło, ale jednak inaczej patrzysz na świat, Twój pokój oraz styl wyglądają inaczej... Ale czy jesteś w stanie stwierdzić, dlaczego i kiedy takowa rzecz się zaczęła?
Dobra, koniec mojej filozofii :)

 W tym roku, styczeń naprawdę stał się miesiącem zmian, ale tak bardziej w drugiej połowie. Jak pisałam w pierwszym poście tutaj, stwierdziłam, że przydałoby mnie się trochę systematyczności ;) Już od początku stycznia miałam napady na jakieś ćwiczenia, które z czasem stawały się coraz bardziej regularne. W chwili obecnej, staram się znaleźć 20 minut dziennie i poświęcić czas na takowe rzeczy z kanałem Gym Break,  który wynalazłam u justheartatack :)

 Muzyka stanowi dla mnie jedną tych podstawowych rzeczy, więc jak najbardziej chciałabym się z Wami podzielić tym "styczniowym kawałkiem" ;) 
Moja przygoda z tą piosenką zaczęła się tak jakoś na początku stycznia, kiedy to jeszcze oglądałam telewizję ;) W chwili obecnej, nie mam potrzeby korzystać z tego media ;) 

 Natomiast, jeśli chodzi o książki, to przeczytałam tylko dwie. Są to "Cześć, Księżniczko!" oraz "Pod kloszem". Muszę przyznać, że to słaby wynik... Mam teraz 29 dni, aby trochę nadgonić ;) Mimo to, cieszę się, że w porównaniu z niektórymi, to w ogóle coś przeczytałam...

 Prócz tego, zauważyłam jeszcze kilka istotnych zmian ;) Mniej przejmuję się swoimi błędami, w tym sensie, że już ich tak nie roztrząsam. To zrobiłam źle, ale mam prawo popełnić błąd. Jestem tylko człowiekiem ;) Zamiast tych, noszę w głowie te momenty, dzięki którym na mej twarzy pojawia się uśmiech :) Myślę, że to dobra metoda... A Wy, macie jakieś metody na dobry humor/uśmiech? ;) 
 Zaliczyłam jeszcze swój pierwszy w życiu Tyski Wieczór Uwielbienia, o którym niedługo napiszę słów kilka ;)
Pozdrawiam!

2 lutego 2016

"Cześć, Księżniczko!"

Tytuł: "Cześć, Księżniczko!"

Autor: Blue Jeans

Szóstka młodych ludzi, którzy czują, kochają, cierpią i marzą jak inni. Dwa lata temu założyli "Klub outsiderów". Trzymają się razem, choć każdy z nich jest inny.

Rául to przystojniak i urodzony lider. Valeria, choć wciąż walczy z nieśmiałością, ma dar zjednywania sobie ludzi. Eli jest przebojowa i szturmem idzie przez życie. María to marzycielka i cicha obserwatorką czujnie przyglądająca się światu zza szkieł okularów. Nieszczęśliwie zakochany Bruno próbuje poskładać do kupy rozbite serce. Urocza i grzeczna Ester to mała diablica w anielskiej skórze.


Do tej pory ich przyjaźń wyszła zwycięsko ze wszystkich prób. Ale życie niesie nowe wyzwania, a wśród nich miłość, która może nieźle namieszać nawet w "Klubie Odrzuconych".


Blue Jeans jest także autorem trylogii "Piosenek dla Pauli". W rzeczywistości nazywa się Francisco de Paula Fernández González i mieszka w Hiszpanii ;)

Akcja jest książki toczy się w Madrycie. Poznajemy tam sześcioro przyjaciół z Klubu Odtrąconych. Rául, Valeria, Elísabet, Bruno, María oraz Ester są jego założycielami i to o nich jest właśnie mowa. Każde z nich jest inne, jak to bywa z ludźmi ;) Łączy ich jednak przyjaźń, co jest poniekąd dowodem, że przeciwieństwa się przyciągają. Ich życie toczy się normalnie, do czasu aż dla niektórych przeradza się w coś więcej i wszystko zaczyna się mieszać... Podoba mnie się, że mimo tego wątku, jest też poruszany jest temat rodziny, gdyż niczyje życie nie jest idealne. Uważam, że dzięki nim książka jest bardziej realistyczna i łatwiej jest się wczuć, wyobrazić sobie ową historię :)

Jeśli chodzi o moje postrzeganie bohaterów... Myślę, że najłatwiej dogadałabym się z Valerią i Maríą. Odważę się napisać, że we mnie jest trochę z jednej, a trochę z drugiej bohaterki ;) Mimo to, moją ulubioną postacią jest Bruno. Po pierwsze - ma ładne imię, po drugie - wspaniały jest z niego przyjaciel. Kierują nim też inne pobudki, ale to zrozumiałe, tym bardziej w okresie dorastania ;) Gdybym mogła przenieść jedną postać do naszego świata, to wybrałabym właśnie jego. W sumie, to fajnje byłoby z nim pogadać...;) Drugi chłopak - Rául zalicza się do tego typu ludzi, których akceptuję i jeśli ktoś ma fajną osobowość, to nawet polubię. Uważam, że jego postać została jednak zbyt mało ukazana, aby poznać bardziej jego postępowanie i pobudki, więc na chwilę obecną nie przepadam za nim. Odebrałam go jako takiego... typowego czarusia, że tak to nazwę ;) Może i fajny z niego przyjaciel, kolega... Jak dla mnie, gubi się w relcjach damsko-męskich, lecz usiłuje to zamaskować i wychodzi dla mnie na takiego krętacza (czy można powiedzieć o facecie, że jest kokieteryjny? xD). Do tego jeszcze ta sytuacja w domu jest dla mnie niezrozumiała. Jego relacje z innymi są jakby zepchnięte na bok. Jakoś nie potrafię się do niego przekonać...

W żartach nie raz porównuję tą książkę do "Mody na sukces" ;) Jeśli chodzi o to, dlaczego nie napisałam, co tam się mniej więcej dzieje... Wszystko jest takie poplątane, że po moim chaotycznym analizowaniu wszystkiego, kompletnie nie zajarzylibyście o co chodzi :) Więc tak... Książka jest dobra, ale czytałam lepsze. Minusem jest to, że czytałam ją przez jakiś tydzień oraz że wszystko jest takie zakręcone trochę. Mimo to, wciągnęłam się jednak oraz zdarzały się ciekawe momenty ;) Nie wiem jednak, czy wezmę się za kolejny tom, ponieważ wiem ile trudu włożyłam, aby przebrnąć przez niektóre momenty. Myślę, że "Cześć, Księżniczko!" jest godne polecenia tym, którzy lubią z pozoru łatwe problemy oraz różne zawiłości oraz zawirowaniami między przyjaźnią a miłością ;)