23 marca 2016

O wszystkim i o niczym (3)

Witajcie!

 Muszę przyznać, iż zaczynam pisać ten post już po raz któryś z kolei i nadal nie wiem, jak zacząć... Więc zaczynam o tak ;)

 Od dziś mam tak oficjalnie wolne i cieszę się ;) Nie muszę siedzieć przy książkach, odrabiać zadanie domowe na jutro... Szczerze, to jakoś ostatnio nie ciągnie mnie do nauki. Kiedy został niecały miesiąc do egzaminów, ogarnęła mnie niechęć do książek. Wiem, że to kiepsko i w ogóle... Mam nadzieję, że uda mnie się to zwalczyć i przygotuję się do tego egzaminu tak, abym zdobyła zadowalający wynik... Ale to zależy ode mnie i tego co z tym zrobię... Chyba pora poszukać motywacji ;)

 W niedawnym czasie koleżanka dodała mnie do wielu grup, gdzie ludzie promują swoje blogi. Nie usunęłam się z nich, gdyż niekiedy trafiam na wpisy, które mnie zaciekawią, zainspirują do zrobienia czegoś. Zauważyłam natomiast, że jest mega dużo ludzi, gdzie główna tematyka blogów to wygląd, książki i tak dalej. Coraz rzadziej spotykam blogi podobne do tego, że ktoś prowadzi bloga osobistego i/albo osoby, które podkreślają komentarz za komentarz albo obserwacja z obserwację. Otwarcie przyznaję się, iż nie rozumiem podkreślania tego. Czy to nie logiczne, że jeżeli Ty, Dobry Człowieku, wejdziesz na mojego bloga to i ja zajrzę do Ciebie? Kiedy zaczynałam pisanie, to nie pojmowałam tego. Dopiero z czasem zaczęłam rozumieć na czym polega zdobywanie czytelników i tak dalej...  Zastanawia mnie tez sens pisania komentarza typu  "Obserwuję, zapraszam do mnie". Generalnie, miło że ktoś zostawił po sobie ślad i zaobserwował. Z drugiej strony, czy nie lepiej przeczytać chociaż pierwszy akapit wpisu, aby autor poczuł się doceniony, że jego czas spędzony na pisaniu nie poszedł na marne?
 Jeśli ktokolwiek to czyta, niech nie czuje się urażony. Po prostu piszę o tym, co zauważyłam, co mnie zastanawia, wyrażam swój chwilowy punkt widzenia. Oglądając serial The Lying Game spodobała się mnie pierwsza scena, która wyraża moje odczucia względem dorastania. Konkretniej, z ust bohaterki padają słowa, iż jest nastolatką i często zmienia punkt widzenia. Uczciwie przyznaję, że a) jest to prawda oraz b) strasznie mnie to denerwuje we mnie, gdyż w niektórych sytuacjach ciągle nie wiem, które ze stanowisk wybrać. Szacun dla osób, które biorą udział w debatach, dyskusjach i wiedza, co powiedzieć, bo popierają jedno stanowisko. Ja niestety tak nie umiem, dlatego nie lubię dyskusji. Ale, od czasu kody zauważyłam w sobie pewną zmianę... Możliwe, że zaczęła się ona już wcześniej. Generalnie, chodzi mi o sytuację kiedy ktoś na coś narzeka. Zgłosił się, zaoferował i narzeka na to, że za dużo trzeba zrobić, że bla bla bla. Staram się tak nie robić, kiedy ewidentnie zgłaszam się do czegoś, bo daje mi to satysfakcję, bo lubię to robić. I myślę, że tego stanowiska zaczynam być pewna - zgłaszam się do jakiejś akcji, czynności dlatego, że daje mi to satysfakcję. Kiedyś, kiedy wspomniałam o przygotowaniu spotkania na DM, ktoś powiedział "Mi by się nie chciało". Szczerze, to nigdy nie wiedziałam za bardzo, co na to odpowiedzieć, ale teraz już bardziej wiem ;)

Ogólnie, czas mi jakoś mija... w dużych ilościach niewykorzystany i jest moim celem, abym kiedyś usiadła sobie, wzięła kalendarz do ręki i stwierdziła, że owy miesiąc dobrze wykorzystałam.  Na początku marca stwierdziłam z koleżankami, iż dobrze wykorzystany dzień to taki, kiedy na wieczór czuję się zmęczona. Natomiast, kiedy pomyślę, kiedy ostatni raz tak się czułam... Wstyd się przyznać ;)
 Co dziwne, postrzegam tez ludzi trochę inaczej. Może już kiedyś o tym pisałam... Ale serio, gadam z kimś i dostrzegam w danej osobie inne cechy, mimo że wiele razy wcześniej już z nią rozmawiałam... I szczerze, nie raz jestem zaskoczona. Ale myślę, że to coś pozytywnego, że staram się patrzeć na znane mi osoby niekiedy obiektywnie... Może w taki też sposób staram się być przygotowana na ich możliwe reakcje, radości, złości? Tego to nie wiem. Ludzie są chodzącymi zagadkami, a odkrycie ich wszystkich jest niemożliwe ;)

Życzę Wam udanych Świąt Wielkiej Nocy i żebyście pamiętali, iż jest to święto na cześć Zmartwychwstania Jezusa, a nie wykluwających się kurczaczków ;)

Pozdrawiam!

19 marca 2016

Breslau und Zwerglein :)



Witajcie!

 Dziś praktycznie cały dzień spędziłam we Wrocławiu :)
Już o godzinie 7.40 opuściłam domowy zakątek i wspólnie z koleżankami wsiadłyśmy w autobus, aby dojechać do miejsca zbiórki. Całą akcja była organizowana przez panią z języka niemieckiego oraz angielskiego. Do Wrocławia jechaliśmy dwie godziny i przez drogę tam, skończyłam czytać 4 tom  serii "The Lying Game" (o moim wkręceniu się w serię kiedyś napiszę) i trochę się zaskoczyłam, bo liczyłam na to, że lektury starczy mi w obie strony... Ale nie narzekam ;)
 Przyznaję, że całkiem nieźle się bawiłam z dziewczynami. Udało nam się stworzyć grupę z naszego tria, więc nie było trudno być sobą ;)  Miałyśmy zadania po angielsku i niemiecku... Jestem z siebie dumna, gdyż przy języku niemieckim rozumiałam większość pytań bez słownika. Natomiast z angielskim... Tu moje sprawy się komplikują. Na szczęście mam mądre koleżanki, które mają ten język w małym palcu :D Dzięki zadaniom mam masę zdjęć, i niektóre możecie zobaczyć trochę niżej ;)  Wspaniałe była również pogoda, co prawda - było zimno, ale słońce o nas nie zapomniało.
 Krasnoludki... Szczerze, to nie przypominam sobie, abym kiedyś słyszała coś o wrocławskich krasnalach. I w takim wypadku, dopiero z upływem czasu i zadań zrozumiałam, iż Wrocław słynie trochę z tych krasnali ;) I właśnie dlatego lubię jeździć w różne miejsca - dowiaduję się i odkrywam nowe rzeczy, których nie znam. Nasze polowanie na krasnale było dość ciekawe. Przy każdym napotkanym krasnalu zrobiłyśmy sobie zdjęcie, a  Pani z Krasnal Info dużo nam pomogła w znalezieniu ich oraz kilku innych rzeczy ;)

Julia :)

Również skusiłam się na zdjęcie z krasnalem :)
Julia ponownie ;)
 W końcu, nadszedł czas na powrót. Jeszcze wracając, usiłowałam uchwycić wrocławską architekturę, lecz niekoniecznie mnie się powiodło... Ale nie szkodzi ;) Chyba Wrocław pojawi się na mojej liście Miejsc, które odwiedzę ponownie (pomińmy proszę fakt, iż istnieje ona tylko w mojej głowie). Muszę przyznać, iż miasto jest wspaniałe, a bynajmniej takie się wydaje ;)

 Mimo pięknego dnia, martwię się o moją kuzynkę, a konkretniej o córkę od mojej kuzynki. Jest ona co prawda dorosła, gdyż ma 19 lat... Nie będę się wdrążała w szczegóły, ale dziewczyna jest poszukiwana przez policję. Mam ogromną nadzieję, iż uda się ją odnaleźć!

Z trochę smutnym akcentem kończę ten wpis, ale bywa...

Trzymajcie się!

14 marca 2016

Na marginesie (1)

 Trochę szkoda, że nie widzicie mojego kokpitu. Kilka postów opublikowanych, a kilka szkiców. Teraz kilka, ale z czasem zrobi się kilkanaście. Nie rozumiem, jak to jest - kiedy przyjdzie mi jakiś pomysł do głowy (czyt. jakieś mądre zdanie) klikam "Nowy wpis" i tam to zapisuję... Gdybym miała opublikować każdy taki post, to wiocha by była, nie ma co...W każdym razie, powstrzymuję się od  tej czynności. I zastanawiam się, czy ten post nie będzie takim kolejnym... Ale nie no, zrobię to i opublikuję go. Kiedyś.

 Jest godzina 22.29, kiedy zaczynam pisać to zdanie. Książek nie otworzyłam od powrotu do domu. Bywa i tak. Chciałam pogłośnić projekt z niemieckiego, gdyż widać filmik, ale nie słychać... Oczywiście, musiało się okazać, iż kochany program jednak mnie nie lubi i muszę wszystko składać od początku. Nawet kiedy skonwertowałam pliki i mają inne rozszerzenie, nadal nie działało. Dopiero dwie godziny temu znalazłam jakiś adekwatny program i poszło. To znaczy, pliki znowu się konwertują. Muszę przyznać, iż tępa technologicznie ze mnie człeczyna. Istnieje w ogóle takie słowo? Człeczyna. Brzmi dobrze.

 Generalnie, nie mam zielonego pojęcia, co to za wpis. Raczej taki spontaniczny i tak dalej. Taki, od którego linku nie chce mnie się publikować na Facebook-owej  stronce. Taki przypadkowy zbiór wyrazów. Co dziwne, niekiedy lubię tą nieprzewidywalną część siebie. W sensie, tą taką, że otwieram miejsce do pisania i zapełniam je kilkoma akapitami. Nie wieloma, ale nie jednym.

 Jestem zmęczona, rozczarowana swoim popołudniem i w ogóle. Jeszcze zadanie przydałoby się zrobić. Jeszcze rano czułam, że ten dzień zakończę dobrze... Ale cóż. Nie wszystko jest zgodnie z naszym planem. Dzień to kilkanaście godzin wyborów, które sprawiają, czy dzień jest taki, czy siaki.  Dobra, pora się ogarnąć i nastawić pozytywnie na jutro... Kolejne kilka godzin szkoły. Ale może to właśnie jutro spędzę kilka godzin bez Internetu?  

12 marca 2016

O wszystkim i o niczym (2)

Witam!

Muszę przyznać się do jednej myśli, która ostatnio zrodziła się mi w głowie i wyjaśnia moje pisanie w nieokreślonych dniach... Czasami czytając książki, natykamy się na bohaterów, którzy są, nagle znikają i przeżywają różne przygody, a następnie wracają i kontynuują rutynowe czynności. I tak właśnie dzieje się ze mną, na tym blogu ;) Jestem, nie piszę, wracam, jestem, nie piszę... I tak w kółko ;)

 Dwa tygodnie ferii jakoś zleciało... Teraz nie potrafię sprecyzować, kiedy one konkretniej były ;) Wiem, że były i sprawiły, że wzbogaciłam się o nowe doświadczenia, przeżycia, znajomości, przemyślenia. Było to w drugim tygodniu ferii. W poniedziałek wyjechałam do Zabrzegu na sześciodniowe szkolenie dla Animatorów. Spodziewałam się miliona różnych rzeczy, że będzie trudno, że nikt mnie nie polubi, że będę najgorsza... Oczywiście, żadna z tych myśli jakoś się nie sprawdziła. Może i było trudno... Ale wydaje mnie się, iż zależało to po prostu od tego, jak rozplanujesz sobie czas wolny. Trzeba było zaśpiewać Psalm, napisać modlitwę wiernych, poranną, wieczorną, rozpisać pieśni oazowe i liturgiczne na Mszę, rozważanie jednej stacji z Drogi Krzyżowej oraz przeczytać Dzieje Apostolskie i pochwalę się, że przeczytałam całe :) Mam dylematy, czy wpisać je na moją listę "52 książki w 2016". Jak myślicie? :)
 To właśnie dzięki Kodzie (oraz niedzielnemu kazaniu księdza) zdałam sobie sprawę, że to co robisz, naprawdę wpływa na samoocenę. Na Kodzie starałam się ze wszystkich sił spełniać swoje obowiązki i czułam się dobrze. Nie miałam wyrzutów sumienia,że czegoś nie zrobiłam... Była w sumie taka jedna sytuacja, kiedy to poczułam się głupio, ale mniejsza z tym ;) Nie czułam się od nikogo gorsza, mniej utalentowana czy coś. Wydawało mnie się, że jestem na równi ze wszystkimi, że prawie do każdego mogę podejść i powiedzieć cokolwiek. Zazwyczaj to wystarczyło, aby pogadać chociaż przez dwie minuty. I to było takie wspaniałe, że już drugiego dnia było tak przyjacielsko <3 
 Ogólnie, to o Kodzie mogłabym pisać i pisać, ale starczy! Nauczyłam się sporo i teraz łatwiej nawiązać mi konwersacje z dziewczynkami o sześć, osiem lat młodszymi ;)

"Wszystkie jasne miejsca" Niven Jennifer
Czas mi jakoś mija... Może w ogóle pora się zacząć uczyć do kwietniowego egzaminu? Z jednej strony wiem, że powinnam. Natomiast z drugiej nie chce mnie się oraz nie potrafię sobie jakoś rozplanować tego czasu. Niby wiem, co mam do zrobienia, ale ciągnie mnie do portali społecznościowych, wszelkich wyjść z domu i tak dalej. Wiem, że powinnam z tym jakoś walczyć, ale to chyba taka moja ucieczka od samotnych popołudni , kiedy siedzę sama w domu, gdyż mam jest w pracy. Czasami z kimś popiszę, poczytam blogi, pooglądam filmy na YouTube... I tak to jakoś zleci. Szkoda tylko, że to wciąga bardziej, niż mnie się wydaje xD

I wiecie co? Nie rozumiem jednego. Dlaczego, kiedy kończy się szkoła, spędzam ostatnie dnie w gimnazjum, to zaczęłam zadawać się z osobami, z którymi wcześniej prawie nie gadałam? To takie smutne, ale żyć trzeba dalej xD Szczerze, to mam nadzieję, że z niektórymi osobami nadal będę utrzymywała kontakt, nawet jeśli trzeba będzie opuścić szkolną ławkę :)

I od dziś w końcu mam Internet na komputerze. W końcu zrobiłam z tym blogiem to, co chciałam :) I moje wpisy powinny nie mieć już tylu błędów ;)

Pojawię się kiedyś znowu ;)

Pozdrawiam!


9 marca 2016

Moje wrażenie z Tyskiego Wieczoru Uwielbienia

Witajcie :)
Dnia 30 stycznia, kiedy to pojawił się pierwszy wpis w tej witrynie, udałam się na Tyski Wieczór Uwielbienia. Był to pierwszy mój pierwszy raz, więc jestem pod wrażeniem, jak to wszystko się odbyło i w ogóle.
Dla niewtajemniczonych, (jak  pisze na oficjalnej stronie)"Tyskie Wieczory Uwielbienia to odbywające się kilka razy w roku charyzmatyczne czuwania modlitewne, których centrum stanowi modlitwa o uzdrowienie i wyleczenie, zarówno duchowe jak i fizyczne." Początkowo jest Msza, która zaczyna nas wprowadzać w drugą część wieczoru. Natomiast tą drugą częścią, jest adoracja JC w Najświętszym Sakramencie. Brzmi to prosto, lecz w rzeczywistości jest inaczej ;) Całe to wydarzenie, było dla mnie nowym doświadczeniem, bardzo pozytywnym, a takowymi przecież trzeba się dzielić ;)
Mogę też powiedzieć, że spełniłam swoje marzenie :) Rok temu na szkolnej katechezie mówiliśmy o egzorcyzmach. I pani wspomniała właśnie o tym, co dzieje się w Tychach. O Bożej Miłości, Która jest tak potężna, że żaden zły duch jej nie pokona. Stwierdziłam, że jest To coś pięknego i postanowiłam sobie, że kiedyś tam pojadę. Mniejsza o to z kim, ale pojadę. Szczerze, to kierowała mną bardziej ciekawość, aby to wszystko zobaczyć, przeżyć. Teoretycznie byłam przygotowana, ale tylko teoretycznie.
Wszystko zaczęło się od czytania świadectw osób, które takie napisały. Niektórymi naprawdę się wzruszyłam. Były takie... kochane. Czuć w nich było wdzięczność i miłość do Boga. Wiarę w to, że On naprawdę nam może pomóc, tylko musimy bardzo mocno w to uwierzyć. Muszę przyznać, że po cichu zaczęłam liczyć na jakieś fajerwerki... Jeśli chodzi o Mszę, to nie trwała 1500 lat. Myślę, że to kwestia skupienia. Obserwuję to już jakiś czas i zauważyłam jedną taką rzecz. Oczywiście, to dotyczy mnie i moich odczuć, więc nie muszą być identyczne z Twoimi, Drogi Czytelniku. Kiedy głowę mam zawaloną jakimiś rzeczmi, o których cały czas myślę, nawet w trakcie Eucharystii, to czas mija tak szybko, jak 30 sekund ciekawej reklamy w telewizji. Natomiast, gdy nie potrafię skupić się na niczym, tylko wszystko mnie dekoncentruje i nie chcę o niczym myśleć... Odczuwam, że mój mózg najchętniej to poszedłby spać i czekał, aż wszystkie sprawy rozwiążą się same. Wtedy Msza ciągnie się strasznie długo. Czasem jednak i zdarza się to coraz częściej, potrafię się tak na serio skupić na Eucharystii. Potrafię się tak otworzyć, może nie w pełni, bo na to nie jestem chyba gotowa. Wydaje mnie się, że jeszcze po prostu za mało wierzę. W każdym razie, przez te otwarte miejsce gdzieś we mnie, mogę chłonąć Słowa Boga oraz słucham i analizuję to, co mówi kapłan. I tak właśnie było wtedy. Czasem przyczepiłam się do jakiegoś słowa i odbiegałam myślami na bok, lecz zaraz znowu słuchałam. Muszę przyznać, że dzięki niektórym kazaniom, czuję się taka podbudowana. Czuję też, że będąc zawsze przy Panu, będę szczęśliwa. On ma dla mnie zadanie do wykonania. Myślę, że mogę to porównać z podchodami. On przygotował dla mnie koperty ze wskazówkami, gdzie muszę iść, aby w końcu do niego dotrzeć. A ja, ciągle muszę starać się zauważyć te wskazówki i je zrozumieć, by móc iść dalej.
Dalsza część Mszy przebiegła dość sprawnie. Następnie odczytano kilka następnych świadectw. W trakcie adoracji, gdzieś podświadomie liczyłam na wielkie BUM!, ale w sumie też podejrzewałam, że za mało ufam, wierzę itd., aby tak się stało. Nie zrozumcie mnie tylko, że uważam owy czas za stracony! Uważam, że ten czas był wspaniały :) W trakcie adoracji, czułam się taka bezpieczna, spełniona, potrzebna, kochana i w ogóle. Czułam, że On chce mi wiele dać, tylko ja nadal miałam zbyt wiele obaw i wątpliwości... Wiem, że błądzę. I nie ma co zwalać na moje 15 lat. Każdy człowiek przecież błądzi, aż w końcu coś w nim zaskoczy. W każdym razie, czułam się dobrze. Czułam też tą taką atmosferę... więzi z Nim. I nagle stało się. Ktoś niedaleko mnie zaczął krzyczeć. Poczułam wtedy, jak coś przeze mnie przenika, tak jakby chciało wejść do środka. Zaczęłam wtedy głośniej śpiewać i po kilku minutach to uczucie odeszło ode mnie, pozostawiając zanikajace z czasem mrownienie w rękach. Nie potrafię wyrazić słowami, co czułam w tym momencie. Gdzieś w środku zaszył się we mnie lęk, że znowu ktoś zacznie krzyczeć i to okropne coś znowu mnie przeszyje. Starałam się nadal skupić i pogrążyć w modlitwie.
Podsumowując, spodobało mnie się :) Kolejny Wieczór odbędzie się 4 czerwca i postaram się znowu na nim pojawić. Chciałabym znowu poczuć to samo, a nawet więcej, bo jest to coś wspaniałego <3
Kiedy czytano świadectwa,  każda osoba pisała o zmianach, które zaszły w jej życiu... Minęły już dwa miesiące. Jeśli mam być szczera, to trudno mi napisać, co zmieniło się w moim piętnastoletnim życiu. Dorastam, każdego dnia czuję pięć milionów emocji... Ale odnoszę wrażenie, że moje postrzeganie wszystkiego trochę się zmieniło. Jakoś łatwiej jest mi nazwać rzeczy po imieniu. W sumie, wiem, że wielkiego BUM! nie będzie od razu. Jeśli ktoś się zmienia lub coś, to dzieje się to stopniowo. Człowiek oczekuje efektów już od razu. Jest niecierpliwy. I wiem, że mój pobyt tam był w jakimś celu. Coś we mnie drgnęło, co jest początkiem wielkich zmian. I myślę, że to dobry wniosek :) 
Chwała Panu :3