29 kwietnia 2016

"Łowca i Królowa Lodu" moimi oczami :)

Tytuł: "Łowca i Królowa Lodu"
Reżyseria: Cedric Nicolas-Troyan
Scenariusz: Craig Mazin, Evan Spiliotopoulos
Muzyka: James Newton Howard 
 O filmie możemy przeczytać:
  
Na długo zanim królową Ravennę (Charlize Theron) przeraziła rozkwitająca uroda Śnieżki i postępujące widmo utarty władzy, Ravenna w cichości przyglądała się jak jej siostra – Freya (Emily Blunt), po bolesnej zdradzie, która zamroziła jej serce, opuszcza Królestwo. Potrafiąca zamrażać swoich wrogów Królowa Lodu Freya spędza lata w samotności, tworząc legion śmiercionośnych łowców, w którym obowiązuje jedna zasada - nigdy nie kochać. Pośród wojowników są  Łowca Eryk (Chris Hemsworth) i wojowniczka Sara (Jessica Chastain), jedyna kobieta, która może rozpuścić zimne serce Eryka. Kiedy konflikt między siostrami narasta i oba królestwa szykują się do wojny, pomiędzy zwaśnionymi królowymi staje Łowca Eryk, najlepszy wojownik w armii Freyi. Jeżeli Erykowi nie uda się pomóc Freyi, okrutne zaklęcie Ravenny może trwać w nieskończoność.


 Rzadko chodzę do kina, a kiedy już pójdę... To liczę na jakiś dobry film! I tym razem moje oczekiwanie się spełniło :)
 Cała historia jest przedstawiona w postaci baśni, co przypadło mi do gustu. Zaczyna się również "Za górami, za lasami..." . Szczerze, to komentarze narratora były dla mnie bardzo trafiona i nadawały ten klimat baśni przedstawionej historii.
 A historia... Piękna sama w sobie. Po opiniach byłam nastawioną na "jakąś tam tandetę" i pod tym kątem patrzyłam na film przez pierwsze minuty. Z czasem jednak przestałam, bo sprawy przybierały coraz to zaskakujący obrót i nie widziałam, aby były bez sensu...Strasznie przypadł mi do gustu początek, gdyż moim zdaniem idealnie wpasowuje się do jednej z teorii, iż prawdziwa miłość dojrzewa z czasem. Ewidentnie widzimy przeskok z lat dziecięcych do dorosłości... Ale co ja się będę o tym rozwodziła ;)
 Muszę przyznać, że w niektórych momentach odczuwałam lęk. Naprawdę! Myślę, że  to jedna z rzeczy w pakiecie "wrażliwy odbiorca". Spokój i kiedy odetchnęłam z ulgą, że bohaterom dzielnie udało się wykonać misję, to sekundę później podskoczyłam. Serio! W tym momencie musiałam wyglądać komicznie ;)
 Ogólnie, nie lubię filmów, gdzie jest dużo latania z bronią, mieczami... Ale tu jakoś specjalnie mi to nie przeszkadzało. Wszystko jakoś wpasowało się i łatwo było zrozumieć film i wartości w nim ukazane, w co wątpiłam na początku.
 Jeśli chodzi o grę aktorów, to myślę, że świetnie wykonali swoje zadanie ;) Jako że byłam na filmie z napisami (wolę je, od dubbingu), to największą zagadkę stanowi dla mnie akcent Łowcy/ Chrisa. Najbardziej zapadł mi w pamięć ;) 
 Natomiast z bohaterów, najbardziej polubiłam Sarę. Dlaczego? Wiem, że to postać wymyślona na potrzeby filmu, wszystko zaplanowane... Bla bla bla... Ale szczerze, to lubię taki styl bycia. Konkretniej, preferuję typ "kobiety samodzielnej". W sensie... Że potrafi sobie poradzić sama w skomplikowanej sytuacji, szybko podejmuje decyzje i zazwyczaj słuszne, jest zdecydowana... Wiecie o co mam na myśli? ;)

  Szczerze, to jedyną rzeczą, która nie pasowała mi w filmie to nagły przebieg wydarzeń na wyspie goblinów. To było takie...chaotyczne trochę. Za szybko wszystko się tam podziało, jak dla mnie ;) Nie zmienia to faktu, że jest to jeden z filmów, którego obejrzenia nie żałuję ;)



20 kwietnia 2016

Egzaminy...

Poniedziałkowe popołudnie  

  Dobra, historia, wos i polski już z głowy. Wiem, że miałam nie sprawdzać wyników aż do czerwca.... Ale skoro historia się napatoczyła sama to czemu by nie? Wczoraj uświadomiłam sobie, iż wybieram się do klasy z rozszerzoną historią. No cóż. Dobra, to jak tam wynik? Dobrze, dobrze, źle, dobrze, źle, źle... W sumie, wychodzi gdzieś z 75%, czyli mniej o pięć procent do wyniku, który chciałam uzyskać. Szczerze, nie czuję się mega uszczęśliwiona. Ale kurczę, egzamin w rzeczywistości skończyłam ostatnia, na dodatkowym czasie. Ale nie jest źle... Wyszło tak przeciętnie :)  Za sprawdzanie polskiego już się nie biorę, bo jakoś pisało mnie się go gorzej od historii. Więc tak, boję się wyniku. Do tego moja nieudolna charakterystyka... Zaczekam do czerwca ;) Jutro ścisłe... Może nie pójdzie mi tak kiepsko? I tak dobrze, że czuję się, jakby to był zwykły sprawdzian. Ktoś powiedział, że te osoby, które się nie stresują, nie zdają sobie sprawy z powagi z sytuacji. Czy tak jest ze mną? No nie, wiem przecież o punktach z egzaminu do szkoły średniej. W sprawach szkolnych trudno być optymistą...  A kiedy już nim jestem, to zazwyczaj się rozczarowuję, wiec może nastawię się na 100 punktów ze wszystkiego. Mniej zaboli ;)


Wtorkowy wieczór

https://pixabay.com/pl//
Kolejny egzamin za mną. W porównaniu do wczoraj, dzień dzisiejszy wydaje mi się bardziej spoko. Ale wczoraj miałam większą fazę na zorganizowanie dnia, tygodnia, miesiąca, roku, życia... Mniejsza z tym. Gorzki posmak po niedoścignięciu ambicji już przeszedł. Dziś egzamin z przyrody i tak "rozwalił system". Tak, musiałam sprawdzić wyniki. Kilka odpowiedzi zapomniałam, ale podejrzewam, że moje 60% to najwięcej, co mogę uzyskać. Staram się wierzyć w siebie, ale... to szkoła ;) Matematyka poszła mi ciut lepiej, bo aż 82%! To już jest coś. A i tak za bardzo się spieszyłam lub nabrałam, że przy jakimś zadaniu nie trzeba myśleć. Ech... Trochę szkoda, że wzorów nie powtórzyłam. Muszę się wziąć za niemiecki, bo inaczej nie dobiję do tych 80%, co bym tak chciała... Już nie mówię o rozszerzeniu. 
 W każdym razie, tak. Bądź z siebie dumna, dziecko. Chociaż z polskiego masz dobrze wszystkie zamknięte chyba. Więc teraz trzeba rozplanować kolejne kilka dni. Możesz dać coś z siebie lub udawać, że wielce zmęczyłaś się egzaminami. Masz wybór. 

Środowe popołudnie

Jeśli naprawdę dwa wyniki są źle podane, to mam 100% z niemieckiego! Jestem usatysfakcjonowana tym wynikiem, tym bardziej...  że podstawa była nawet prosta. Rozszerzenie napisałam pewnie gdzieś na 50%, bo to rozszerzenie ;) Szczerze, to na tym dzisiejszym egzaminie najbardziej mi zależało. Od kilku osób usłyszałam, że mnie podziwiają, że wybrałam niemiecki. To w sumie jest takie dowartościowujące, ale i tak nie widzę w moim wyborze nic specjalnego. Po prostu wiem, że lepiej sobie radzę z niemieckim. A to nic niezwykłego nie jest. Jednemu idzie lepiej tu, drugiemu tam... Wszystko w normie ;) Dzisiejsze popołudnie spędzam dość leniwie. Jutro do szkoły, a piątek na dzień otwarty. Będzie on trwały jakieś dwie godziny, więc moim zdaniem zapowiada się ciekawie ;)


16 kwietnia 2016

O wszystkim i o niczym (5)


Dzień dobry!

 Abym nie miała wyrzutów sumienia, że aż tak źle wykorzystałam powycieczkowy czas, to napiszę coś na blogu. I tak spędziłam bezsensownie 3 godziny, gdyż chciałam zrobić na komputerze zbyt wiele rzeczy na raz, a pliki, procesy... To była ciężka walka, z której ocalała tylko muzyka ;)

 Wycieczka... Dziś byłam w kopalni srebra niedaleko mojego miasta. W trakcie wycieczki zaczęłam się zastanawiać, jak to byłoby być przewodnikiem. Doszłam jednak do wniosku, że to praca nie dla mnie. Mówić w kółko o tym samym... Chyba bym miała dość po pierwszym tygodniu pracy. Ale nie mówię, że praca jest do niczego! Przeciwnie - myślę, że praca przewodnika jest bardzo istotna, jeśli ktoś właśnie zwiedza grupami. Wiem, że przeczę sama sobie, bo kiedyś powiedziałam o tym, że lepiej byłoby zwiedzać grupą, ale bez przewodnika... Wyciągnęłam taki wniosek na podstawie mojej podróży do Berlina. Kiedy byliśmy niewyspani po gadaniu do 2.00 i chcieliśmy się zdrzemnąć w autokarze, to ciągle głos informujący nas o przejeżdżanym miejscu. Ale w sumie, jeżeli naprawdę jestem zainteresowana jakimś obiektem, to bardzo chętnie posłucham ;) Ale zależy też gdzie xD Bo jeśli chodzi o wystawy związane z fotografią, to wolę sama sobie spacerować i po swojemu interpretować to, co artysta pragnie przekazać. Bo sztuka (dla mnie) jest związana z uczuciami, a kiepsko, jak ktoś dyktuje mi, co mam czuć.
Już w poniedziałek egzaminy. Dziwne, że jakoś przesadnie się nie stresuje. A moja nauka kończy się na sporadycznym przeglądaniu zeszytów. Dziwnie się czuję przy tych lepiej wyedukowanych koleżankach, które od kilku tygodni kują. Ale w sumie... Usłyszałam już, że jestem dobrą uczennica, uczę się przez całe trzy lata, na pewno coś umiem, nie mam się po co stresować, napiszę to dobrze... Szczerze? Chyba po prostu w to uwierzyłam ;) Wiem, że mój pasek na świadectwie wypracowałam nauką, więc liczę, że z egzaminu będę miała min 70%. Ewentualnie przyroda... To mogę szaleć na 60% ;)
 Jak pisałam w poprzednim poście, zdecydowałam się na jedno z liceów w moim mieście. Myślę, że jeśli chcę być wykształconym człowiekiem i robić to, co lubię, to nie muszę chodzić do szkoły z nie wiadomo jak wysokim poziomem ;) Ostatnio znajoma napisała mi, abym nie patrzyła na próg szkoły, jak na jej poziom. To, że do tego liceum średnio trzeba około 130 punktów, nie znaczy, że jest tam niski poziom albo coś ;)

 Czwartkowe popołudnie przeznaczyłam na zdecydowanie się na imię do bierzmowania. I wybrałam błogosławioną Sancję. Gdyby nie to, że znalazłam ją przypadkiem, nie wiedziałabym o jej istnieniu ;) I najbardziej chyba podoba mnie się to, że 90 lat temu, była dokładnie w moim wieku. Nie miała ona życia tak bogatego w objawienia i tak dalej... Ale myślę, że jej życiorys też jest ciekawy. Bynajmniej miała w nim te wartości, które są również trochę istotne dla mnie. W czasie wojny światowej była tłumaczką - tłumaczyła hitlerowcom to, co mówili francuscy i angielscy jeńcy. Była również nauczycielką. Szczerze, to najbardziej fascynuje mnie to, ze ona żyła zaledwie 100 lat temu. Większość świętych kojarzymy z malowanych obrazków... A ona ma zdjęcie. I przez to, wydaję się być taka rzeczywista. Możemy się również spotkać z jej myślami podstawionymi do każdego dnia. Szukałam i szukałam w Internecie, ale żadnego dzienniczka nie znalazłam... I przyszło mi do głowy, że może fajnie byłoby pojechać tam, gdzie się wychowała... Mam nadzieję, że nie będę nigdy żałowała tego wyboru ;)

 Czas mija, wiosna nadeszła... Jak tam Wasze wytrwanie w postanowieniach? Moje nawet, nawet. Ale do końca roku jeszcze daleko ;) Nie mogę uwierzyć, że kurczę... Czas tak szybko ucieka...

Pozdrawiam :)

12 kwietnia 2016

O wszystkim i o niczym (4)

Dobry!

 Dzień za dniem mija i każdy kolejny coraz dłuższy ;) Szczerze, to lubię długi dzień... Oczywiście, każdy medal ma dwie strony. Z jednej strony lubię długi dzień, bo można zrobić dużo rzeczy i kiedy wstaniemy o tej 6.30 lub 7.00, możemy go dobrze rozplanować i wykorzystać. Z drugiej strony, nie potrafię się trzymać planu dnia, ani go rozplanować... A ciągle i tak tylko narzekam i rzadko kiedy (raz na dwa tygodnie?) staram się jakoś to naprawić. Chyba po prostu brak mi motywacji... Jakoś tak ze znajomymi mniej się spotykam, do szkoły uczyć się nie potrafię ostatnimi czasami... I narzekam na to, i narzekam, mija kolejny dzień, znowu go marnuje, narzekam... Ech...

Przynajmniej po życiowych rozkminach (nadal nie wiem, kim chcę zostać) nakręciłam się na takie jedne liceum. Boję się, za kiedy tam pójdę na dni otwarte, to się rozczaruję. Albo nagle złożę papiery do innej szkoły. Ale kurde, w tej szkole podoba mnie się tyle rzeczy... :) Począwszy od zajęć z psychologii raz na dwa tygodnie/miesiąc, prze kółko teatralne występujące w teatrze, a skończywszy na kółko fotograficznym, gdzie nie trzeba mieć własnego sprzętu :) Wiem, że w każdej szkole są jakieś wady... Tu będę musiała wychodzić bardzo wcześnie, bo o 6.48 odjeżdża autobus spod mojego domu, aby przesiąść się w centrum na tramwaj i być w szkole tak ok. 7.45... Mimo to, chcę tam pójść ;)

Czy nauczyłam się czegoś do tego egzaminu, co jest w przyszłym tygodniu? Szczerze, to nie można powiedzieć, żebym jakoś specjalnie się do niego uczyła... I cóż. Poza tym nie wiele wiem. Z jednej strony zaczynam się stresować testami, a z drugiej... Nie wiem, co z drugiej ;)

 Bierzmowanie również coraz bliżej :) W tym tygodniu mam ostatnie spotkanie, a w przyszłym rozmowę z księdzem.

 Muszę się przyznać, że w kwietniu nie przeczytałam ani jednej książki. A w marcu tylko trzy... A od początku roku jedenaście. Będę to musiała nadrobić :) Mam nadzieję, że moje postanowienie, aby przeczytać 52 książki zakończę sukcesem ;) Co do postanowień... Ostatnio znalazłam kartkę, na której wypisałam, co chcę osiągnąć i minimalnie jedną z tych rzeczy już zrealizowałam. 

Kiedy skończą się egzaminy, będę musiała porobić jakieś zdjęcia. Ostatni raz, takie satysfakcjonujące mam z Wrocławia. Bo #selfie się raczej nie liczy. Jakoś tak zawsze wychodzi, że gdy jadę do siostry to zawsze mam mnóstwo z dzieciakami :)

Pozdrawiam!