17 maja 2016

Szczęście?

Definicja szczęścia znaleziona na Wikipedii:

Szczęście jest emocją, spowodowaną doświadczeniami ocenianymi przez podmiot jako pozytywne. Psychologia wydziela w pojęciu szczęście rozbawienie i zadowolenie.
Szczęście.
Szczęście to emocja.
Szczęście to uśmiech na twarzy.
Szczęście to słońce.
Szczęście to bezpieczeństwo.
Szczęście to ryzyko.
Szczęście. 
 Szczęście oczami Arystotelesa:

Arystoteles uważał, że szczęściem jest postępowanie zgodnie z naturą. Ryby są szczęśliwe pływając,  a ptaki
latając. Jako że człowiek to (zgodnie z naturą) istota myśląca, najszczęśliwiej żyją filozofowie oraz mężowie stanu. Podkreślał również rolę zaspokojenia potrzeb fizjologicznych.
Szczęście.
Szczęście to zachód słońca.
Szczęście to dobrze spełniony dzień.
Szczęście to mruczenie kota.
Szczęście to miłość.
Szczęście.


Dla chrześcijan absolutnym szczęściem jest bezpośredni kontakt z Bogiem, który jest Szczęściem. 

Dla muzułmanów szczęście związane jest z postępowaniem zgodnym z wolą Allaha.

Dla buddystów osiągnięciem trwałego szczęścia jest wyzbycie się swoich pragnień.

drprem.com


"Kto Panu zaufał – szczęśliwy”
 (Prz 16,20)

Szczęście to przemijająca chwila.
 Ale zliczmy wszystkie szczęśliwe chwilę w naszym życiu... 
Może teraz nie czujesz się szczęśliwym człowiekiem. 
Ale to nie znaczy, że całe Twoje życie takie jest. 
Dzięki smutkowi potrafimy docenić szczęście.
Czy szczęściem jest to że potrafimy je docenić?
Jak myślisz?


Znalezione obrazy dla zapytania smile napis
twojaosczasu.pl

"Ze szczęściem cza­sami by­wa tak jak z oku­lara­mi, szu­ka się ich, a one siedzą na nosie."
 Phil Bosmans


Jaka jest Twoja definicja szczęścia?




14 maja 2016

100 pytan, których nikt nie zadaje #1

Witajcie :)

 Dziś po przejrzeniu kilku blogów nabrałam ochoty do odpowiadania na pytania i wyrażania swojej opinii. I Zamiast poruszać jakieś mocniejsze tematy, do których napisałam szczerze, to co myślę (aborcja, życie, bycie chrześcijaninem), wezmę się za coś lekkiego. Takie mocniejsze wpisy też bym mogła kiedyś napisać. Ale co piętnastolatka może wiedzieć...

 Znalazłam TAG 100 pytań, których nikt nie zadaje i stwierdziłam, że jest całkiem dobry. Podzielę go na kilka części, ponieważ chciałabym porządnie odpowiedzieć na pytania, a nie jakieś sto odpowiedzi "na odwal się". Mam nadzieję, że nikt się nie zbuntuje, że tak wymyślam ;)  

1. Najlepsza rzecz jaka Ci się przytrafiła w życiu?
   I już tu odpowiedź staje się problemem. Dlaczego? Bo trudno jest mi nagle wytypować jedną, najlepszą.
 Patrząc na moje krótkie życie od początku, najlepsze jest to, że urodziłam się w rodzinie wierzącej. Dla Was to może być głupie, ale to naprawdę jest dobre. W ostatnich kilku miesiącach tyle rzeczy się wydarzyło związanych z Bogiem... A to dzięki temu, że od małego dorastam w wierze. I w sumie za to mogę podziękować rodzicom :) Kiedy poszłam do gimnazjum, mój świat się zmienił. Jakoś lepiej zaczęłam się dogadywać z ludźmi, poznawać ich... Co ważne, odkryłam że moje zdjęcia naprawdę mogą się podobać innym i w ogóle nauczyłam się je robić. Byłam na wyciecze do Berlina, gdzie zrodziło się moje zainteresowanie językiem niemieckim. I zdarzyło się mnóstwo innych rzeczy... :) 

2. Śpisz przy zamkniętej czy otwartej szafie? 
  Przy zamkniętej, chociaż kilka razy zdarzyło się mnie spać przy otartej. To chyba nie ma jakiegoś większego znaczenia... Nie boję się, że nagle z szafy wyskoczy jakiś potwór i mnie wciągnie. Jak już, to boję się ciemności. Tego, że ktoś tam się czai i w każdej chwili może mnie zaatakować... Ale samotne wracanie o 21 do domu nie stanowi dla mnie większego problemu, jeśli droga jest oświetlona ;) 

3. Czy zabierasz szampony i odżywki z hotelu?
 Akurat tak się składa, że tam gdzie nocowałam, nigdy nie było takich rzeczy... Ale gdyby było, to w sumie nie wiem, co bym zrobiła ;)  Może z jednej strony czułabym się jak złodziej, a z drugiej nie widziała w tym nic złego.

 4. Czy musisz być cała przykryta kołdrą?
  Różnie z tym bywa... To zależy od temperatur. Choć nie wiem, czy potrafiłabym spać w ogólnie nie przykryta... Nie, jednak muszę mieć kołdrę lub koc. W trakcie podróży, moja bluza lub kurtka zmienia się w kocyk. Wtedy jeden z warunków spania jest spełniony ;)

5. Czy kiedykolwiek ukradłaś znak drogowy?
  Z pewnością. Tego nikt nie wie, ale tak... skrycie kolekcjonuje znaki drogowe. Każdej nocy, kiedy wszyscy myślą, że śpię. Wychodzę z domu i kradnę znaki. Bo tak bardzo popieram kradzież i wypadki... 

6. Czy wycinasz kupony, ale później z nich nie korzystasz?
  Takich kuponów z gazet nie używam... O ile jakieś używam. Jeśli już to te oferty na jedzenie w McDonaldzie lub innym miejscu z jedzeniem, kiedy nie mam pomysłu na stworzenie własnego zestawu.  

7. Czy wolałabyś zostać zaatakowana przez niedźwiedzia czy przez rój pszczół?
  Dobrze jest tak jak jest - zero użądleń, zero rozszarpywań. Nie miałam nigdy styczności z niedźwiedziem, natomiast z latającymi istotami tak... Kiedy zaatakowałby mnie niedźwiedź, mogłabym nie przeżyć. Natomiast pszczoły... Uciekam przed wszelkiego rodzaju skrzydlatych stworzonek, ale ludzie mówią, że pszczoły nic nie zrobią, chyba że je wystraszysz... Przed jedną uciekniesz, ale przed rojem? To niby tylko użądlenia. Odpowiem tak: wybieram tą opcję, która mniej naraża mnie na śmierć.  

8. Czy lubisz używać karteczek naklejanych?
  Teoretycznie lubię, ale tylko teoretycznie. Denerwuje mnie to, że kiedy przykleję jakąś na biurku, to od razu się zwija. Ale nie powiem, że się nie przydają. Przy notatkach w zeszycie lub w kalendarzu mogą się okazać całkiem przydatne ;)
 
9. Czy masz piegi?
  Nie mam. Czy bym chciała mieć? Nigdy specjalnie nad tym się nie zastanawiałam... Wiem tylko, że osoby które je mają, lubią narzekać na nie. Ale chyba tak jest ze wszystkim... Osoba z prostymi włosami chciałaby mieć kręcone i na odwrót. Życie ;) 

10. Czy zawsze uśmiechasz się do zdjęć?
 Jeśli wiem, że ktoś robi zdjęcia, to oczywiście! Wolę wyjść zabawnie lub aby było widać, że się staram dobrze bawić. Nie lubię tych zdjęć, kiedy siedzę zasłuchana w coś i wyglądam tak, jakbym była znudzona życiem. Tak nie lubię tej miny, że masakra. Ogólnie, staram się uśmiechać... Nie zawsze mi wychodzi, bo i tak nie skupiam się na tym jakoś specjalnie, ale próbuję ;)

 To moje dziesięć pytań na dziś :) Mam nadzieję, że nie jestem aż takim kosmitą i ktoś z Was odpowie tak samo na jakieś pytanie.

Pozdrawiam!

11 maja 2016

O wszystkim i o niczym (6)

Witam :)

 W weekend postanowiłam się wziąć za siebie. Wróciłam do domowych treningów... Niestety, nie mogę wykonywać ćwiczeń, w których głowa schodzi poniżej pasa lub brzuszków. Dlaczego? Podczas ostatniej wizyty dowiedziałam się, że to będzie miało kiepskie skutki dla mojej wady wzroku. Trochę się zniechęciłam... Tym bardziej, że należę do osób, które lubią się zmęczyć. Dzień w którym jestem zmęczona, to udany dzień ;) W końcu jednak stwierdziłam, że oczy oczami, a jest trochę ćwiczeń bez schylania się. Nie będę się chwaliła na zapas, bo znając mnie, niebawem mój zapał się skończy... Ale mniejsza z tym ;)

 Oprócz powrotu do ćwiczeń, postanowiłam dążyć do bycia uporządkowanym człowiekiem. Zdałam sobie sprawę, że chaos jednak kiepsko wpływa na mnie i na moje myślenie, naukę.. Czuję się taka osaczona, szybciej się denerwuję i tak dalej... Ale nie potwierdzę, że tak jest na 100%, bo moje perspektywy i priorytety ciągle mnie się zmieniają ;) W każdym razie, zaczęłam sobie organizować dzień... Słabo mi z tym trochę idzie. Szczerze? Wierzę w siebie i mam nadzieję, że kiedyś będę potrafiła trzymać się planu dnia i ogólnie dobrze wykorzystać dzień. I kiedy ogarnęłam swój pokój, tzn. pozmieniałam sposób w jaki mam poukładane książki, rzeczy na półkach, w szafkach... Jakoś tak zrobiło się więcej miejsca ;)
 A propos książek, ostatnio czytam pewną trylogię. Tytułu nie zdradzę, ponieważ chciałabym Was zaskoczyć w innym wpisie ;) W każdym razie, jestem w połowie drugiego tomu. Jeszcze tylko trzeci i będzie o czym pisać. Dawno nie pisałam nic typowo książkowego... Więc no :)

Wczoraj miałam bierzmowanie i muszę przyznać, że podobało mnie się. A to już coś, skoro podobało mnie się moje bierzmowanie, prawda? ;) Najbardziej zdenerwowało mnie, jak dziewczyny przeklinały i okazało się, że wzięły jakieś losowe imiona "dla przypału". Ech... Wiem ,że z takimi nic się nie zrobi. Ale ok, możesz nie wierzyć. Ale szacunek dla danej wiary jednak się należy. Wielu osobom nie podoba się tekst pani katechetki z mojej szkoły, ale moim zdaniem jest dobry... W sensie taki odzwierciedlający postawę chrześcijanina, a brzmi on następująco "Możesz mnie obrażać, ale nie obrażaj mojego Boga."  Jaka Wasza opinia?

  Ostatnimi czasami mój związek z gitarą uległ jakiejś separacji, czy coś. Chce się za nią wziąć w najbliższym czasie... Muszę to sobie dodać do planu dnia. Inaczej może być słabo.

 Jak Wam mija życie?

P.

6 maja 2016

„Mission ImPossible”

Podczas długiego weekendu majowego razem z Niniwą udałam się do Kokotka na XXIV Zjazd Niniwy z myślą przewodnią „Mission ImPossible”. ,Nigdy nie należałam do Niniwy, ani nie miałam z nią styczności. Mój pierwszy wyjazd z obcymi ludźmi... Brzmi ciekawie ;)

 Zjazd rozpoczął się od tańców, m.in. dobrze znanej każdemu belgijki. Od razu ruszyłam do tańca ;)  Chwilę później bliżej zapoznano nas z tematem. W rzeczywistości, sobotnie popołudnie było wprowadzeniem do czegoś większego.

 Pierwsza noc minęła dosłownie „w mgnieniu oka”, ponieważ ledwo zapadliśmy w sen, już musieliśmy wstawać. Musze przyznać, że trochę trudno było zwlec się z łóżka... Jeszcze było tak zimno. Ale co tam,  do dzieła! Po modlitwie oraz śniadaniu, było kilka chwil na rekreację oraz integrację. Podczas wspólnego grania w piłkę i tańca można było uświadomić sobie, ile jest tam nieznajomych osób. Nie stanowiło to jednak przeszkody, aby wspólnie spędzić czas wolny oraz ten przeznaczony na modlitwę. Szczerze, to podczas tych przerw zgadałam się tak bardziej z jedną dziewczyną i bardziej starałam się nawiązać kontakt z tymi osobami, z którymi przyjechałam. W końcu nikogo nie znałam, nie licząc kolegi  i czterech dziewczyn  z podstawówki/gimanzjum. Po południu odbyły się dwie konferencje- pierwszą poprowadził o. Dominik Ochlak OMI, natomiast drugą Full Power Spirit. Członkowie owego zespołu przypomnieli nam o istotnych rzeczach w życiu każdego człowieka i o tym, że naprawdę każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju na całym świecie, co czyni każdego z nas wyjątkowym Muszę przyznać, że to mnie trochę podbudowało do dalszego szukania złotego środka na rozplanowanie sobie dnia, spełniania marzeń oraz akceptacji siebie.  Rozważania odczytane na Drodze Światła stanowiły doskonałą okazję do głębszych przemyśleń. Kilka godzin później z uśmiechem na twarzach uczestniczyliśmy w koncercie wspomnianego wcześniej Full Power Spirit. Wykonywana przez nich muzyka to niekoniecznie mój klimat, ale imprezować się dało ;) I tak dzień drugi dobiegł końca.

Poniedziałek rozpoczęliśmy od Eucharystii. W trakcie śniadania towarzyszyły nam mieszane uczucia z powodu misjonarskiej gry w terenie. Niedługo później, każdy uczestnik został powołany jak Apostołowie przez Pana Jezusa, w którego wcielili się księża Oblaci. Na około osiem godzin wyruszyliśmy do lasu, aby tam stawić czoła sześćdziesięciu trzem zadaniom. Czas ten przyczynił się do zbudowania więzi z osobami, które było nam dane spotkać pierwszy raz w życiu. Trzeba przyznać, że podczas niektórych zadań naprawdę dało się poczuć, że jesteśmy wspólnotą .Przygody, takie jak błądzenie po lesie, spożywanie posiłku w lęku przed atakiem dzika, budowanie kapliczki oraz łuskanie trzech opakowań słonecznika, tak szybko nie zostaną zapomniane. Dla mnie momentem, kiedy czułam się związana z tymi obcymi mi osobami, kiedy siedzieliśmy w kole i modliliśmy się za bliskich nam chorych, cierpiących i tych z problemami. To było takie.. mocne. Nie wiem, jakie inne określenie mogłabym na to znaleźć. Dzięki tym kilku godzinom wzbogaciliśmy się o nowe doświadczenia, postanowienia, znajomości. Przykładowo, nauczyłam się prawidłowo owijać nadgarstek bandażem. Gra terenowa pokazała nam, że jesteśmy częścią jakiegoś Większego Planu. Dzieląc się przeżyciami przy ognisku, dało się „zobaczyć” ogrom przeżyć w ciągu kilku godzin. Dzień trzeci został więc dobrze wykorzystany.
 
Wtorek był podsumowaniem wszystkiego. Aż trudno było uwierzyć, że tak wspaniały czas dobiegł końca. Jako pamiątkę mam oparzenie z naszeg gry terenowej, kiedy weszliśmy do domu i tam bawiliśmy sięw chowanego. Ale już nie mam wyrzutów do siebie o to, że jestem sierotą. Na początku może, ale teraz... Co to za przygoda bez śladu? ;)

Każda minuta, godzina wniosła coś nowego do życia każdego z nas, a niektórzy otrzymali wskazówkę w którym kierunku powinni się kierować dalej. To wspaniałe, że dzięki Panu Bogu w Kokotku zgromadziło się tyle młodych ludzi, aby zdać sobie sprawę, jak wiele można zdziałać wspólnymi siłami.