21 czerwca 2016

O wszystkim i o niczym (8)


 Od godziny siedzę i rozmyślam, o czym mogłabym tu napisać... I nic nie przychodzi mi do głowy, więc pozostanę przy kolejnej nijakiej relacji kilku ostatnich z mojego jakże zwyczajnego życia.

Czy mam kiepski humor? Może trochę.

 Piątek, 17 czerwca był dniem, kiedy to mój rocznik poznał wyniki swoich egzaminów. Muszę przyznać, że jestem z siebie dumna. Co prawda tylko z jednego otrzymałam maksymalną liczbę punktów, ale jako że trochę olałam naukę to jest dobrze :) Konkretniej: polski - 97%, historia i WOS -  75 %, matematyka- 82%, przyroda - 54%,  podstawa z niemieckiego 100%, a rozszerzenie 75%. Wynik z języka obcego najbardziej przypadł mi do gustu i jestem z niego podwójnie szczęśliwa. Co najważniejsze, moje punkty przekraczają średnią punktów, jaka jest wymagana by dostać się do szkoły. Ale nie pociesza mnie fakt, iż do mojej klasy startuje 59 osób. Masakra. Ale wierze, że się dostanę ;)

Sobotni poranek spędziłam na agapie z Dzieci Maryi, a popołudnie u koleżanki na urodzinach. Był to dobrze spędzony czas ;) Smutną nutą było rozejście się po imprezie do domów. Razem z dziewczynami zdałyśmy sobie sprawę, że prawda jest brutalna. Większość pójdzie do różnych szkół, przeprowadzi się, zerwie kontakt.. Nie żeby moja klasa była super zgrana przez te trzy lata, ale co się stało, tego się nie zapomni. Były chwile smutków i radości. Wspólnego focha na nauczycieli oraz organizowania sobie czasu poza szkołą. A;e trzeba iść na przód. Z tymi osobami, które lubię, na pewno się spotkam. Natomiast z resztą niekoniecznie. Mam też obawy co do nowej klasy. Czy ja w końcu się tam odnajdę?

 W niedzielę odbyło się pożegnanie-niespodzianka dla ojca, który w tym roku uczył mnie religii oraz był przez 2 lata opiekunem Niniwy. Szkoda, że odchodzi. Tak samo u mnie w parafii- odchodzi  podobno ksiądz, który przygotowywał mnie do bierzmowania. A kurde, on też jest fajny! Ja nie wiem... Kiedy rozmawiałam o tym z panią katechetka, powiedziała, że taki ksiądz musi iść i przyciągać więcej ludzi do Boga. Coś w tym jest.

 Poniedziałek- trochę szkoły, dziś - kurowanie się w domu (tak, jestem chora... jakaś angina czy coś), jutro komers, w czwartek Msza na koniec roku, w piątek zakończenie...A jeszcze niedawno był wrzesień. Dopiero co postanowiłam zmienić się.... W sumie to mi trochę wyszło. Przez milion różnych wydarzeń, nie jetem dokładnie taka sama jak rok temu.... Ale czy to dobrze?

14 czerwca 2016

Na marginesie (2)

W ostatnim czasie jestem całkowicie bez sensu. Nie mam motywacji do zainteresowań, do życia. Kiedy wydaje mnie się, że już wszystko OK, znowu dopada mnie to złudne uczucie bezsilności. Chciałabym zrobić tak wiele, a jednocześnie nie robię nic. Ćwiczenia, organizacja czasu, czytanie książek, prowadzenie bloga...
Chwilami to naprawdę nie ma sensu. Tylko dlatego, że nie potrafię się spiąć i dać z siebie tyle, ile powinnam. Jeśli chcę mieć dużo czytelników, powinnam się przyłożyć do pracy i robić jakieś ambitne i interesujące rzeczy. A co się dzieje? Piszę cokolwiek, żeby nie było, że jestem taka kiepska. Jak odnaleźć motywację do organizacji czasu? Nigdy nie byłam w tym za dobra, ale teraz to przeginam. Siedzenie i udawanie że coś robię nie sprawia, że staję się lepsza. Gdzie te zdjęcia, które tak lubię robić? Gdzie te recenzję książek, które podobno tak lubię czytać? Gdzie to przykładanie się do bycia lepszym ludzikiem, którym tak chcę być? Czemu nie stosuję się do rad, które poszły w świat do życia innych osób? Wiadomo, nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Czemu nie interesuję się problemami, które dotyczą poniekąd też mnie? Dlaczego stoję w miejscu zamiast iść do przodu?

"Życie to jak jazda na rowerze"

To gdzie jest ten mój rower? Zgubiłam go? A może muszę zmienić oponę? Ogarnąć łańcuch, hamulce? Dlaczego stoję w miejscu, zamiast jechać do przodu? 


6 czerwca 2016

O wszystkim i o niczym (7)

Witajcie!

 Jakoś tak wyszło, że dawno nie pisałam. Szczerze? Jakoś nie potrafiłam się zebrać na napisanie postu... A dziś tak jakoś natknęło mnie, aby tu zajrzeć.

  Moje życie codzienne znowu jest chaotyczne. Cała organizacja, plany i w ogóle poszło do lasu. Brak mi motywacji? Może trochę. Z drugiej strony, chyba jestem zbyt leniwa. Wiem, że złe jest skupienie się na mało istotnych rzeczach, niewysypianie się, zaniedbywanie obowiązków... A jednak to robię. Jakiś wniosek dla mnie? Muszę odnaleźć motywację po raz 3492757205729 i wyrzucić z głowy przemykające myśli o bezsensownym życiu, beznadziejności i innych takich. To zniechęca do działa, przyznać trzeba. Mam tyle rzeczy do zrobienia, do zainteresowania się nimi. I co? Nic. Gdzieś tam migają i przelatują mi przed oczami. 


 Everything is blue
His pills, his hands, his jeans
And now I'm covered in the colors
Pulled apart at the seams
And it's blue
And it's blue

  Książki. Ostatnio trochę się z nimi oddaliłam z powodu serialu. Czy jestem z tego dumna? Stanowczo nie. I nie chcę tłumaczyć tego, że czas spędzam pomaganiu mamie, angażuję się w życie dwóch parafii, trochę szkoły... Nie, to dla mnie nie jest wytłumaczenie. Lubię, kiedy coś się dzieje i mam co robić. Kiedy przychodzę do domu, to nie potrafię wyznaczyć sobie co mam robić, czym się zając. Bezsensownie pogrążam się w kilkugodzinnym siedzeniu na telefonie, ewentualnie funduję sobie dwie lub trzy godziny serialu. Kurczę, no! Jak tak nie chcę. Już zauważyłam, że niekiedy nie potrafię być kreatywna i od razu idę do Internetu,  aby tam znaleźć potrzebne treści. A to kiepsko. Moja kreatywność i wyobraźnia spadają powoli do poziomu 0, a ja z tym nic nie robię. Tak nie można przecież!

Wakacje powoli się zbliżają. Powinnam szkolić się w angielskim do wyjazdu.Powinnam dalej organizować sobie czas. Ćwiczyć.Uśmiechać się. Pomagać. Pamiętać. Korzystać z czasu.

Everything is grey
His hair, his smoke, his dreams
And now he's so devoid of color
He don't know what it means
And he's blue
And he's blue