18 kwietnia 2017

#1 Hierarchia wartości

*z racji, że chcę głębiej poczytać i popisać na temat, materiał podzielę na kilka wpisów*

Mówi się, że są rzeczy ważne i ważniejsze. Ale co jest czym? Jak to uporządkować?

Istnieje coś takiego, jak hierarchia wartości. Każdy ją ma. Powinien mieć. Co to takiego?
Po wpisaniu w wyszukiwarkę Google, wyskakuje kilka wyników. Pierwszy z nich to rozprawka dotycząca hierarchii wartości na dosyć popularnej pośród uczniów stronie internetowej. Według autora są to określone przez jednostkę cele i zasady... Następnie pisze o miłości i przyjaźni, więc podejrzewam, że uczucia, emocje również.

Natomiast Wikipedia pod pojęciem wartości kryje takową definicję:
 
  przedmioty i przekonania, determinujące względnie podobne przeżycia psychiczne i działania jednostek. W rozumieniu kulturowym wartości to powszechnie pożądane w społeczeństwie przedmioty o symbolicznym charakterze oraz powszechnie akceptowane sądy egzystencjalno-normatywne (orientacje wartościujące). Pojęcie wartości wywodzi się z języka niemieckiego od słów Wert i Würde, które oznaczają godność, honor, powagę lub godny i wartościowy.

 Sąd egzystencjalno-normatywny to będzie jakiś sąd związany z życiem i podlegający obowiązującym normom (lub ustalający je). Dla mnie to zagadkowe pojęcie - dlatego wyjaśniam.

Czyli wartości to będą jakieś rzeczy, przekonania, normy, obowiązujące w świecie, dotyczące naszych odczuć i czynności. Są zależne od społeczności, jej kultury i zachowania. OK. Zwróćmy teraz uwagę, że ustalając swoją własną hierarchię wartości, kierujemy się wartościami danej społeczności. Dobrze? Źle?
Nie wiem tego na pewno, nie znam się na tym. Ale myślę, że mając swój rozum i posiadając zdolność myślenia, możemy wypatrzyć w tym poglądowym chaosie te przekonania, które są logiczne i zgodne z naszą moralnością. Kiedy jesteśmy ślepi, to nie zobaczymy, że czasem jakaś norma jest bezsensowna, bo istnieje tylko dzięki konsumpcji i zyskom z niej. Nie dajmy się ogłupić reklamom do dna naszej ludzkiej egzystencji.

To nim w kolejnym wpisie przedstawię podział i jakie są w ogóle wartości według mądrych typków, mam pytanie do Ciebie. Jakie są i jak możemy podzielić Twoim zdaniem istotne wartości w życiu człowieka?

 -----------

 Żeby nie było tu tak poważnie, pochwalę się zdjęciem sprzed kilkunastu dni, kiedy to znajduję się po tej stresującej stronie obiektywu ;) Ostatnio zdarza mnie się to coraz częściej. Mam nadzieję, że moje zainteresowanie fotografią nie skończy się na tym. 


Moje sukcesy w ostatnim czasie sprawiają, że czuję się lepiej. Wytrzymałam 40 dni bez Instagrama, w który się bardzo wkręciłam. W Niedzielę Wielkanocną  nadrabiałam zaległości... Ale powiedziałam sobie stop. Przecież tego typu rzeczy, to tylko dodatek do życia! Nie mogę spędzać na nich tyle czasu, że życie ucieka mi przez palce. Stąd też wpadłam na pomysł o zagłębieniu się w hierarchię wartości. Czytam, myślę, piszę, dzięki temu wyciągam też coś dla siebie. Nie chcę przepisywać Wikipedii. Chodzi mi raczej o zagłębienie się w temat i refleksję. Tak jak przy matematycznych teoriach spiskowych przeciw humaniście. Ostatnio ciągnie mnie do aksjomatów...
 Cieszę się, że przez te plus minus 46 dni oduczyłam się nawyku jedzenia słodyczy po posiłku. Polecam Wielki Post i postanowienia :D
Pozdrawiam!

25 marca 2017

Brak nut nie oznacza ciszy

-John Cage i jego 4:43-

Cisza. Niby prosta, ale jednak trudna. Trudna do słuchania. W ciszy atakuje nas stado myśli, które trzeba uporządkować. Przychodzą do nas wyrzuty sumienia. Nawiedzają nas wspomnienia. Więc nie ma kompletnej ciszy. Pustki.

Czy cisza jest czymś złym?

Chyba nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Cisza może być zła - kiedy przychodzisz do domu i panuje krępująca cisza, która nam mówi, że stało się coś tragicznego. Ale cisza może być też dobra - kiedy po dniu pełnym satysfakcjonujących wydarzeń, siadasz samotnie na kanapie w salonie i myślisz o wszystkim, dzięki czemu odczuwasz szczęście. 

Nie każdy lubi ciszę. Nie każdy jest w stanie słuchać swojego wnętrza. Nie każdy chce się zagłębiać w to co czuje. Może się boi. Może woli udawać, że wszystko jest dobrze. Może woli się zagłuszyć muzyką puszczoną na cały regulator. Tylko czy to jest właściwe?

W ostatnim czasie potrzebuję ciszy. Potrzebuję też muzyki. Da się to jakoś pogodzić. Tak myślę.

Cisza panuje też trochę w moich mediach społecznościowych. Instagram. Twitter. Pinterest. Sanchat. Przyznam, że trochę mi tego brakuje. Ale nie jest źle. Od stycznia strasznie przywiązałam się do Instagrama. Już ten trzeci (?) tydzień korci mnie, aby tam wejść. Mam nadzieję, że wytrwam jeszcze te kilka tygodni.

Na początku marca niby podjęłam się jakiegoś internetowego wyzwania związanego z minimalizmem. Nie wyszło. Ale myślę, że o wiele lepsze jest to, iż w tym tygodniu pozbyłam się 3 lub 4 worków z niepotrzebnymi rzeczami. Wiem, ze to śmieszne, ale w pewnym sensie czuję się bardziej wolna. Jakby te wywalone rzeczy mnie wcześniej przygniatały.

W poprzednim wpisie zadałam pytanie, czy da się w pewien sposób żyć prosto i elegancko, ale też skromnie. No i minimalizm. Wspomniałam też, że prostota kosztuje. Ale mogę stwierdzić, że teraz mam inne spojrzenie na sprawę. Niewiele inny ale jednak.

 Czytałam jakieś teksty w Internecie i najbardziej przypadło mi do gustu zdanie, że nie ma określonych zasad w minimalizmie. Wiadomo, że chodzi o ład i porządek. Ale każdy postrzega to inaczej, obiera sobie inną drogę. I tu właśnie pojawia się to pojęcie prostoty. Wydaje mnie się, że ową prostotę możemy podzielić na dwa typy. Taką oszczędną prostotę i jakościową.

 Oszczędną, czyli kupujesz to samo co wcześniej, ale tylko potrzebne rzeczy. Rozważasz każdy zakup. Wyrzekasz się niektórych rzeczy, aby zaoszczędzić, gromadzić pieniądze na inne cele.
Jakościowa, kiedy nie kupujesz coś droższego (i niby lepszego). Też kupujesz mniej, ale wydajesz tyle samo. Taki podział wydaje mnie się logiczny... Przynajmniej teraz.

Nie jestem profesjonalistką. Mam 16 i szukam siebie. Jak przeze mnie zaczniesz robić jakieś głupoty... Pilnuj się, czy nie jestem kolejną osobą, która wciska Ci śmieci do mózgu. Ostatnio zauważyłam sama, jak niełatwo jest odnaleźć jakieś wartości w odbieranym tekście. Każdego dnia bombardują nas informacjami. Tylko które z nich są właściwe?

Usłyszałam wczoraj "Wątpię, więc myślę, a myślę, więc jestem". Nie należy każdej przeczytanej informacji uważać za słuszną. W XXI wieku mamy do czynienia z rzeczami ulepszonymi dla nas, spełniającymi nasze oczekiwania.

Ale przecież rzeczywistość jest różna od moich pragnień. Jest wiele rzeczy, które mi pasują. Ale jest też wiele przeszkód i wiem, że nie mogę udawać, że ich nie widzę. Wtedy będę żyła w kłamstwie. Są piękne kłamstwa i brzydkie prawdy. W zależności od tego co wybieramy, kształtujemy nasz światopogląd. Wiadomo, są jeszcze zasady, dekalogi i inne takie. Skoro jestem chrześcijanką, powinnam opierać swój światopogląd o Przykazania, a nie zasady wymyślone przez ludzi pragnących bycia bogami. Nie jest to proste. Ale trudno teraz o rzeczy banalne. Chyba, że egzystowanie w bańce mydlanej uważasz za słuszny wybór.
 

6 marca 2017

Modny minimalizm?

 Już jakiś czas zastanawiam się, czy poniedziałek nie powinien zostać mianowany na Korostorii ulubionym dniem. Pierwszy dzień tygodnia daje mi poczucie, że mogę zacząć coś lepiej, od początku.

 Wczoraj czytałam różne blogi, wiele mi jeszcze zostało. Ale przeczytane wpisy wprawiły mnie w zadumę. Przyznaję otwarcie, że jestem hipokrytką. W większości przypadków  mówię inaczej, niż robię. Wiem, że to złe. Ale staram się przyznawać do tego. Na chwilę obecną wydaje mnie się słuszne, że moi znajomi wiedzą o mojej nielogicznej cząstce. Ale nie o tym chcę pisać.
 Trafiłam na wpis dotyczący minimalizmu.
 Odnoszę wrażenie, że jest on modny w ostatnim czasie. Lubię być choć trochę na czasie. Minimalizm podoba się mnie jako coś prostego i szykownego zarazem. Półki sklepowe uświadamiają, że prostota kosztuje. Czy da się w pewien sposób żyć prosto i elegancko, ale też skromnie?

Pewnie się jakoś da. Tylko jak? Należy być mało wystarczalnym i prawie nic nie kupować? A może kupować tylko wyszukane rzeczy? 


 Przeglądając grafikę po wpisaniu minimalist w wyszukiwarkę, poczułam potrzebę podjęcia jakiegoś wyzwania. Jest Wielki Post, z moimi drobnymi postanowieniami jakoś mi idzie... Jeszcze. Czemu by nie wykorzystać tego motywującego dla mnie czasu na wzbogacenie się o doświadczenia?

Tak, ktoś może stwierdzić, że minimalizm nie ma nic wspólnego z Bogiem. Czy asceta jest minimalistą? Czy dzień bez Internetu nie wyjdzie chrześcijaninowi na dobre? Nie chcę tego naginać czy coś, lecz porządkując życie duchowe, można się zająć też tym ziemskim, prawda? Jakby nie było, obie sfery są ze sobą połączone.

Na niektóre rzeczy nie mamy wpływu - fakt. Należy zaakceptować swoją bezradność, mimo że jest trudno. Staram się. Kiepsko się z tym czuję, ale... Trzeba jakoś żyć i zająć się sprawami, które są w zasięgu naszej ręki. Bezsensu jest wyszukiwać zadań, które mogą się okazać naszymi górnolotnymi ambicjami, dążeniem do idealizmu. Można się w tym pogubić. Nie tylko w posiadaniu bombowego mieszkania, figury, bloga, biblioteczki.. W życiu psychicznym, duchowym też się to sprawdza. Ślepo patrzeć w dalekie cele nie zwracamy uwagi, jak piasek w klepsydrze zwanej "życie" powoli się przesypuje.

 Może dlatego minimalizm wydaje mnie się spoko. Nie ma co wybiegać daleko w przód. Cieszyć się tym, co się posiada. Nie ograniczać się, a jednak zachowywać umiar. Daleko mi do tego. Może dlatego tak mnie to fascynuje?

Ale tak... Poniedziałkowy wieczór. Jutro wtorek. Nowy dzień nieskalany błędami. Więc powoli.
Małymi kroczkami. Trzeba się ruszyć. Cieszyć z życia. Jakby jutro miało nie nadejść.

4 marca 2017

Niewidzialność może być przeszkodą albo siłą, zależy, co postanowisz z nią zrobić.

Jeanne Ray

Jeszcze wczoraj myślałam, że będzie to jeden z tych depresyjnych wpisów, gdzie narzekam na całe życie.Ale nie. Nie zrobię tego.

Nie będę jednak ukrywała, że zastanawiam się nad sensem pisania dalej bloga. Niby to lubię, ale od jakiegoś czasu średnio się odnajduję. Nie mam pomysłów na wpisy... Prawdą  jest, że w ostatniej chwili wynajduję jakiś temat i staram się pisać jakieś sensowne rzeczy na temat. Myślę, że to mi w miarę wychodzi, Ale dobra, mniejsza z tym. To tylko moje dzikie rozkminy.


A teraz trochę pozytywnych rzeczy. W tym tygodniu działo się tyle, ze odnoszę wrażenie, że niektóre z nich działy się sto lat temu.

W poniedziałek koleżanka miała wystawę w nowej kawiarni. Wszystko super, tylko rozczarowałam się organizacją przestrzeni, jeśli chodzi o zamieszczanie zdjęć. Wiszą w ramkach nad schodami, które prowadzą do jakichś biur. Ale kawiarenka przytulna i tylko czekam na okazję, aby się tam przejść. Doszłam do wniosku, że powinnam znać różne ciekawe i klimatyczne miejsca w moim mieście. Takie przydają się najbardziej, a McDonald jest dość popularnym miejscem, gdzie niekiedy ciężko znaleźć trochę przestrzeni dla poważnych spraw.

 Wtorkowe popołudnie spędziłam na spaniu. W środę wstałam więc o 3.30. Z rozmów wyciągnęłam wnioski, że może trochę za bardzo się staram, skoro zajmujące mi połowę nocy rzeczy da się zrobić szybciej, prościej. Pewnie trochę w tym prawdy. Każdy jest jednak inny. Ja lubię komplikować sobie życie. Wtedy czuję, że mam co robić i nie czuje się bezradna.

Pamiętacie, ja bardzo dawno temu pisałam o castingu? Wtedy nie wzięłam w nim udziału. Ale moi znajomi ta i w czwartek była premiera.Występ był ciekawy. Może odrobinę za szybko wszystko się działo - akcja działa się w szpitalu, rak i te sprawy. Było poruszanych wiele wątków i brakowało takich króciutkich odstępów. Ale prócz tego, super było zobaczyć osoby, z którymi gadam na co dzień, jak z pasją robią to co bardzo lubią. Po spektaklu zostałam chwilę, aby pomóc posprzątać. Zwinęłam przy okazji porzuconą kartkę z tekstem i chwytami do piosenki. Oj, ja nie dobra. Ale utwór ten jest taki... poruszający? To on sprawił, że na koniec przedstawienia trochę płakałam.
Lubię odkrywać :D
Piątek. Zawsze o 19.00 wyruszam na Niniwę. Jestem wdzięczna, że mnie tam zaprowadzono. Chodzę już prawie rok. Czuje się, że w pewnym stopniu to taka moja rodzina. Wiele się wydarzyło i wiem, że jeszcze się stanie. A teraz... Nie muszę od razu się rozgadywać na tematy, które mnie gnębią. Wystarczy, że mina jest nie taka, a już się słyszy jakieś krzepiące słowa. To jest takie super. Prawdą jest, że nigdy nie doświadczyłam takiej książkowej i filmowej przyjaźni na śmierć i życie. Ale doświadczam wsparcia, odzyskuję wiarę w siebie, mam dobrych znajomych, którym mogę zaufać. A to wszystko dzięki wierze. Wierze w Boga.

Myślę, że sobota też całkiem nieźle minęła. Muszę zrobić jeszcze kilka rzeczy, ale to tam. Dam radę :)
Po tygodniowych dołkach nie ma już zbyt wielkiego śladu. Oby tak dalej.

Jak Wam minął tydzień? Jakieś zmiany? Nowe postanowienia na Wielki Post? Inna perspektywa? A może codzienna rutyna z uśmiechem na twarzy?

P.



18 lutego 2017

Szukamy drogowskazów

W ostatnim czasie spotkałam się ze stwierdzeniami dotyczącymi oceniania innych oraz siebie. Obie kwestie są połączone ze sobą w jakiś sposób.

Nie, nie chodzi mi tu o taką samą ilość liter.

Kiedy szufladkujemy osoby dookoła nas, z czasem sami chcemy stać się jak niektóre z nich. Wtedy widzimy w sobie więcej wad, popadamy w coraz to bardziej wymyślne kompleksy. Ale podejrzewam, że to już  wiecie.

 Naturalnie, w drugą stronę też się da. Zauważamy osoby, które zdają się mieć dwie lewe ręce do wszystkiego, pełno niedoskonałości i daleko im do nas. Wtedy to czujemy się od nich lepsi, bardziej idealni. To też już pewnie wiecie.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdyby zabrać nam wszystkie rzeczy materialne oraz zniszczyć hierarchię, będziemy wszyscy tacy sami. Może nie atom w atom, ale jednak. Wiele nas dzieli, ale wiele nas łączy.

Każdy z nas jest inny.
Każdy z nas jest człowiekiem i ma prawo do błędów.
Każdy z nas jest dziwny.
Każdy z nas ma swoją historię, życie.
Każdy z nas ma swoje poglądy lub dopiero ich szuka.
Każdy z nas ma problemy.
Każdy z nas pragnie odnaleźć swoje miejsce na Ziemi.
Każdy z nas szuka drogowskazów, które mu w tym pomogą.
Każdy, nawet ten sąsiad z boku obok, który zawsze się tak dziwnie na Ciebie patrzy.


Nikt jednak nie powiedział, że będzie łatwo. Mówią o szczęśliwym życiu. A życie jest skomplikowane. Szczęśliwe i skomplikowane życie.

Na tym blogu nie znajdziesz złotego środka na komplikacje. Przepraszam, jeśli Cię zawiodłam. Mogę Ci jedynie powiedzieć, że do wszystkiego trzeba dojść samemu. W odpowiednim czasie.

Nawet zrozumienie "najoczywistszej oczywistości" może zająć kilka lat Wiesz, to działa jak suchar. Usłyszysz go podczas rozmowy ze znajomymi, oni zdążą już się pośmiać i przejdą na polityczne tematy, a ty dopiero wybuchasz śmiechem. A czasem się zdarzy, że ktoś Ci musi tłumaczyć.

Ludzie, których mamy dookoła są różni. Jedni nas zawodzą i niszczą naszą wizję świata, podczas gdy drudzy starają się podtrzymywać nas na duchu i zrozumieć swoją wartość. Dobrze byłoby się trzymać tylko z tą dobroduszną częścią społeczeństwa, lecz tak się nie da.

W sumie, dzięki temu możemy wyjść na ludzi. Wiele wylanych łez i roztrzaskanych wazonów może zakończyć się asertywnym okrzykiem "DOŚĆ!". Ważne jest, abyśmy zrozumieli w jakiej sytuacji się znajdujemy. Czasem okłamujemy sami siebie, że jest dobrze. Że nie mamy problemów. Ale może pojawić się ktoś, kto powie "Tu się mylisz.". Jeśli tak się stanie, to dziękuj swemu Bogu za to. Padły kiedyś słowa, że czasem Bóg spóźnia się 15 minut, ale i tak zdąży. Nie wiem, jak to przełożyć dla ateistów. Nie należę do nich.

Myślę jednak, że niezależnie od tego w co i kogo wierzymy, zostaniemy kiedyś postawieni w sytuacji, gdy uświadomimy sobie, że nie można siedzieć w miejscu i ukrywać się w rozpadającej się powoli beczce. Zostaniemy zmuszeni, aby wstać i stawić czoła problemom. Jeśli się poddamy na starcie... Nie, nie można wymiękać. To źle się kończy.

Oczywiście, trzeba się przygotowywać na takowy czas. Należy poznawać siebie, próbować siebie zrozumieć. Zaprzyjaźnić się z sobą. Nie patrz na innych, jeśli nie masz na celu zmotywowania się do działania. Każdy z nas jest inny. Można mieć autorytety, ale trzeba też myśleć samemu. Po co mielibyśmy umiejętność myślenia?

Nie chodzi o stanie się tą podziwianą przez wszystkich osobą, którą tak wychwalają dzisiaj na Facebooku. Chodzi o to, aby stać się lepszym od samego siebie. To dopiero wyzwanie.

Budowanie własnej wartości to ciężka sprawa. Ale trzeba zaczynać od małych rzeczy.  Wstałeś dzisiaj prawą nogą z łóżka? Pierwszy sukces. Nie zabił Cię krwiożerczy komar w drodze do łazienki? Kolejny punkt dla Ciebie. Naucz się cieszyć z tych minimalnych, niewidocznych sukcesów. To pomaga. Potwierdzam.



Nie ma sensu też dzielić się na kategorie. Przykładowo - bycie ścisłowcem nie znaczy, że nie możesz być wszechwiedzący, a humanistą, że nie możesz konstruować robotów. Usłyszałam to od dwóch osób i jest w tym jakiś sens. Nie ograniczajmy siebie do sklepowej półki, skoro nie jesteśmy puszką zielonego groszku za 1,99.

4 lutego 2017

Nie ma magicznych słów

Na początku tygodnia przeniosłam na tego bloga kilka starych wpisów z sierpnia 2015. Moimi szkolnymi oczami widzę, że to było w zeszłym roku... Ale to i tak masa czasu.

Wpis zatytułowany słowami, których używam już mniej. Pora się ogarnąć. Teraz "ogarnąć się" interpretuję trochę inaczej. Kiedyś znaczyło to dla mnie, żeby w dokonać w swoim życiu namacalnej zmiany. Przy znajomych oczywiście - uspokój się. Na każdym blogu osobistym, które prowadziłam na przestrzeni tych kilku lat, zawsze chciałam być kimś innym, lepszym, bardziej idealnym.

Teraz rozumiem, że nie ma magicznych słów, które zmienią życie o 90 stopni.

Wydaje mnie się, że wszystko przychodzi z czasem. Jasne, że można postawić sobie jakiś cel. Tylko może jeden i konkretny, aby się na nim skupić i go dopracować? Próbowałam z milion razy i jestem takim leniwcem, że jak sobie wyznaczę kilka zadań, to żadne z niego nie wyjdzie.

tłum. "Życie jest teraz"

 W "zorganizowanej społeczności", którą tak bardzo widać na różnych stronach i pod odpowiednimi hasztagami, może niektórzy dopiero starają się w tym odnaleźć, jak ja? Czytałam dużo wpisów o takiej tematyce, kolekcjonowałam tablice na Pintereście (czy to się na pewno odmienia?)... Serio zaczęłam się starać. Ale nieprawidłowa taktyka może nie zadziałać. Potwierdzam.

Jeśli chodzi o te moje odwieczne zmiany, to idealnego wyglądu bloga jeszcze nie znalazłam. Wiem, że wymyślam. Ale po prostu chcę, aby było ładnie. Aby podobało mnie się dłużej, niż przez tydzień. Nie miejcie więc palpitacji serca, gdy będą działy się tu szokujące rzeczy.

Jeśli chodzi o miniony tydzień, cieszę się z wielu rzeczy. Z osób, które dawno się pojawiły w moim życiu oraz tych znanych mi od niedawna. Z punktualności (w miarę). Z tego, że zrealizowałam prawie wszystkie Week Goals. Z dzisiejszego udanego spotkania, mimo że improwizowałam. Z wczorajszego przeżycia (dobra adoracja, to jednak COŚ). Z dzisiejszych zakupów.

Pozdrawiam!

28 stycznia 2017

SKAM, czyli co siedzi mi w głowie

Witam!

W ostatnim czasie miałam ferie. W trakcie ich trwania, trafiłam na pewien serial...


"SKAM" znaczy po norwesku wstyd. Jest to norweski serial opowiadający o losach młodzieży w nowej szkole. Mają oni swoje problemy - wiadomo.Obecnie nakręcono trzy serie. Każda z nich opowiada głównie o innej osobie i jej sprawach. Myślę, że to dobrze. Nie musimy koncentrować się ciągle tylko na jednej osobie oraz poznajemy postrzeganie świata innych. Dzięki "SKAM" można tez przemyśleć wiele tematów. Naprawdę.

Dodatkowo dla fanów są zdjęcia oraz screeny znajdują się na oficjalnej stronie "SKAM" i fałszywych kontch bohaterów,  np. Instagram. To sprawia, że filmowa rzeczywistość wydaje się bardziej autentyczna.

 Prawdą jest, że oglądam mało filmów, bo uważam to za stratę czasu. Ale "SKAM"...
 Tutaj nie mamy ustalonej długości odcinków. Trwają one od 20 do 50 minut, ale serial wciąga... Pooglądałam trzy sezony w 5 dni ;)

Teoretycznie seria jest tylko w Norwegii, ale ma fanów na całym świecie. Tak, Internet czyni cuda ;)

Moimi ulubionymi postaciami są Noora Sætre i Isak Valtersen oraz trochę Sana Bakkoush.

 Noora jest dziewczyną, którą trochę chciałabym być. W pewnym stopniu jest hipokrytką, ponieważ mówi o byciu miłym i wyrozumiałym, lecz nie do końca taka jest.

 Isak dobrze się prezentuje (hehe). Prócz tego, wie, czego chce. Isak szuka siebie powoli, czym pokazuje, że to jest skomplikowane.

Sana jest religijna i mądra. Podoba mnie się, ponieważ zawsze jest dumna ze swojej wiary. Stawia też przyjaciół wysoko.

To wszystko o "SKAM" ode mnie. Teraz czekam na czwarty sezon. W każdym razie, polecam "SKAM". Możecie przeżyć wspaniałą przygodę :D

Pozdrawiam!

21 stycznia 2017

Nauka na błędach

Pierwszy wpis w drugiej połowie stycznia. Pod koniec soboty. Bywa.

Spostrzegawcze oko bywalca może zauważyć, iż obok pojawił się komunikat o wpisach przynajmniej dwa razy w miesiącu, w soboty. Przyznaję się, iż po tych kilkunastu latach znam siebie na tyle, aby stwierdzić, że jeśli nie mam terminu, będę odkładała coś bez końca. Nadeszła pora, by uczyć się na błędach!

http://www.jestrudo.pl/

Po tygodniu nic nierobienia postanowiłam się zmotywować do działania. Konkretniej, oglądając wczoraj "Przerwaną lekcję muzyki" (film jest dość ciekawy, jeśli ktoś lubi pooglądać życie dosłownie szalonych ludzi), postanowiłam spróbować metody koleżanki i zaczęłam rysować, dzięki czemu wymyśliłam sobie zadanie na dziś (bo kiedy oglądam filmy o zmianach mam ochotę ich dokonywać). Przez dwie godziny usiłowałam narysować coś konkretnego, jednocześnie nie tracąc filmu.Udało się! A przyznaję, że nie jestem typem kinomaniaka. Kiedy oglądając film inna rzecz mnie pochłonie, stwierdzam, że film jest do niczego. Może jakimś sensownym wytłumaczeniem jest fakt, iż gdyby film był ciekawy, tylko on skupiałby moją uwagę.

Tak więc dziś postanowiłam zrobić coś ambitniejszego niż czytanie, dzierganie, malowanie... Nic do tego nie mam, wręcz przeciwnie. Ale to pożera masakrycznie dużo czasu. Nawet nie umiem powiedzieć, kiedy zleciał mi tydzień. W każdym razie, dzisiaj postanowiłam trochę posprzątać. Trochę. Wiem, że za każdym razem robię coś nie tak, bo na drugi dzień mam bałagań od nowa. Wpisując różne frazy, aby znaleźć sposoby na lepszą organizację przestrzeni (tak, możecie się śmiać. pragnę tylko stwierdzić, iż pod postami na blogach pojawiało się wiele komentarzy oraz podejrzewam, że autorzy cieszą się wyświetleniami owych wpisów) i znalazłam kilka ciekawych rzeczy. Miałam świadomość ich istnienia, ale napisane wytłuszczonym drukiem bardziej mnie przekonały.

Każdy sprząta po swojemu- do takiego wniosku doszłam czytając poszczególne strony. Jedni zrzucają wszystkie nieprawidłowo położone rzeczy w jedno miejsce, aby następnie każde trafiło tam, gdzie trzeba. Ale żeby wiedzieć, dokąd powinien iść ten nieszczęsny brokat i gdzie baterie, trzeba wszystko posegregować. A sposobów segregacji jest dużo, co kto lubi. Więc jeśli potrzebujecie wsparcia w sprzątaniu, Internet pomoże. Ba, nawet widziałam odnośniki do "jak sprzątać swój pokój?". Zaczęłam się zastanawiać, czy ludzie są tak ogłupieni jak ja - wszędzie bałagan, lenistwo bierze górę i nie wiadomo, jak się wziąć do roboty, czy raczej szukają czegoś w rodzaju "Sprzątanie mieszkania DIY bez większego zaangażowania". Myślę, ze dla leniwców (no, witam) takie metody byłyby super rozwiązaniem. Ale w tej kwestii raczej jestem realistką i wiem, że samo nic się nie zrobi.
 
http://www.jestrudo.pl/

Tak więc, moim celem na nadchodzący tydzień będzie znalezienie "mieszkanka" dla każdej z rzeczy oraz utrzymanie ich tam. Wiem, że z jednej strony to głupie... Ale jak się teraz nie nauczę pilnować niegrzecznych ołówków i karteczek z cytatami, to kiedy? Ponadto wiem, że nauka wchodzi mi lepiej do głowy, gdy jedynymi rzeczami w zasięgu ręki są podręczniki. A kiedy znajdują się tam inne rzeczy... Słabo się to kończy.

Patrząc wstecz widzę ile rzeczy mogłam zrobić i nauczyć się. Myślę, żeby nauka na błędach przebiegała sprawnie, najpierw trzeba zrozumieć owy błąd. Tak więc powolutku będę się uczyła... przygotowując się na okres dorosłości. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

Temat wpisu wydaje mnie się trochę śmieszny i banalny, głupi i beznadziejny... Ale może posługując się takim przykładem, Drogi Czytelniku, dostrzeżesz, że powinieneś zmienić jakąś błahostkę w Twoim życiu, dzięki której lepiej będzie Ci się żyło? Może najwyższa pora nauczyć się czegoś, aby stać się lepszym człowiekiem?

Dziękuję autorce bloga JestRudo za udostępnienie swoim czytelnikom (a jestem nim całym sercem) cudownych zdjęć :)

Pozdrawiam!