28 stycznia 2017

SKAM, czyli co siedzi mi w głowie

Witam!

W ostatnim czasie miałam ferie. W trakcie ich trwania, trafiłam na pewien serial...


"SKAM" znaczy po norwesku wstyd. Jest to norweski serial opowiadający o losach młodzieży w nowej szkole. Mają oni swoje problemy - wiadomo.Obecnie nakręcono trzy serie. Każda z nich opowiada głównie o innej osobie i jej sprawach. Myślę, że to dobrze. Nie musimy koncentrować się ciągle tylko na jednej osobie oraz poznajemy postrzeganie świata innych. Dzięki "SKAM" można tez przemyśleć wiele tematów. Naprawdę.

Dodatkowo dla fanów są zdjęcia oraz screeny znajdują się na oficjalnej stronie "SKAM" i fałszywych kontch bohaterów,  np. Instagram. To sprawia, że filmowa rzeczywistość wydaje się bardziej autentyczna.

 Prawdą jest, że oglądam mało filmów, bo uważam to za stratę czasu. Ale "SKAM"...
 Tutaj nie mamy ustalonej długości odcinków. Trwają one od 20 do 50 minut, ale serial wciąga... Pooglądałam trzy sezony w 5 dni ;)

Teoretycznie seria jest tylko w Norwegii, ale ma fanów na całym świecie. Tak, Internet czyni cuda ;)

Moimi ulubionymi postaciami są Noora Sætre i Isak Valtersen oraz trochę Sana Bakkoush.

 Noora jest dziewczyną, którą trochę chciałabym być. W pewnym stopniu jest hipokrytką, ponieważ mówi o byciu miłym i wyrozumiałym, lecz nie do końca taka jest.

 Isak dobrze się prezentuje (hehe). Prócz tego, wie, czego chce. Isak szuka siebie powoli, czym pokazuje, że to jest skomplikowane.

Sana jest religijna i mądra. Podoba mnie się, ponieważ zawsze jest dumna ze swojej wiary. Stawia też przyjaciół wysoko.

To wszystko o "SKAM" ode mnie. Teraz czekam na czwarty sezon. W każdym razie, polecam "SKAM". Możecie przeżyć wspaniałą przygodę :D

Pozdrawiam!

21 stycznia 2017

Nauka na błędach

Pierwszy wpis w drugiej połowie stycznia. Pod koniec soboty. Bywa.

Spostrzegawcze oko bywalca może zauważyć, iż obok pojawił się komunikat o wpisach przynajmniej dwa razy w miesiącu, w soboty. Przyznaję się, iż po tych kilkunastu latach znam siebie na tyle, aby stwierdzić, że jeśli nie mam terminu, będę odkładała coś bez końca. Nadeszła pora, by uczyć się na błędach!

http://www.jestrudo.pl/

Po tygodniu nic nierobienia postanowiłam się zmotywować do działania. Konkretniej, oglądając wczoraj "Przerwaną lekcję muzyki" (film jest dość ciekawy, jeśli ktoś lubi pooglądać życie dosłownie szalonych ludzi), postanowiłam spróbować metody koleżanki i zaczęłam rysować, dzięki czemu wymyśliłam sobie zadanie na dziś (bo kiedy oglądam filmy o zmianach mam ochotę ich dokonywać). Przez dwie godziny usiłowałam narysować coś konkretnego, jednocześnie nie tracąc filmu.Udało się! A przyznaję, że nie jestem typem kinomaniaka. Kiedy oglądając film inna rzecz mnie pochłonie, stwierdzam, że film jest do niczego. Może jakimś sensownym wytłumaczeniem jest fakt, iż gdyby film był ciekawy, tylko on skupiałby moją uwagę.

Tak więc dziś postanowiłam zrobić coś ambitniejszego niż czytanie, dzierganie, malowanie... Nic do tego nie mam, wręcz przeciwnie. Ale to pożera masakrycznie dużo czasu. Nawet nie umiem powiedzieć, kiedy zleciał mi tydzień. W każdym razie, dzisiaj postanowiłam trochę posprzątać. Trochę. Wiem, że za każdym razem robię coś nie tak, bo na drugi dzień mam bałagań od nowa. Wpisując różne frazy, aby znaleźć sposoby na lepszą organizację przestrzeni (tak, możecie się śmiać. pragnę tylko stwierdzić, iż pod postami na blogach pojawiało się wiele komentarzy oraz podejrzewam, że autorzy cieszą się wyświetleniami owych wpisów) i znalazłam kilka ciekawych rzeczy. Miałam świadomość ich istnienia, ale napisane wytłuszczonym drukiem bardziej mnie przekonały.

Każdy sprząta po swojemu- do takiego wniosku doszłam czytając poszczególne strony. Jedni zrzucają wszystkie nieprawidłowo położone rzeczy w jedno miejsce, aby następnie każde trafiło tam, gdzie trzeba. Ale żeby wiedzieć, dokąd powinien iść ten nieszczęsny brokat i gdzie baterie, trzeba wszystko posegregować. A sposobów segregacji jest dużo, co kto lubi. Więc jeśli potrzebujecie wsparcia w sprzątaniu, Internet pomoże. Ba, nawet widziałam odnośniki do "jak sprzątać swój pokój?". Zaczęłam się zastanawiać, czy ludzie są tak ogłupieni jak ja - wszędzie bałagan, lenistwo bierze górę i nie wiadomo, jak się wziąć do roboty, czy raczej szukają czegoś w rodzaju "Sprzątanie mieszkania DIY bez większego zaangażowania". Myślę, ze dla leniwców (no, witam) takie metody byłyby super rozwiązaniem. Ale w tej kwestii raczej jestem realistką i wiem, że samo nic się nie zrobi.
 
http://www.jestrudo.pl/

Tak więc, moim celem na nadchodzący tydzień będzie znalezienie "mieszkanka" dla każdej z rzeczy oraz utrzymanie ich tam. Wiem, że z jednej strony to głupie... Ale jak się teraz nie nauczę pilnować niegrzecznych ołówków i karteczek z cytatami, to kiedy? Ponadto wiem, że nauka wchodzi mi lepiej do głowy, gdy jedynymi rzeczami w zasięgu ręki są podręczniki. A kiedy znajdują się tam inne rzeczy... Słabo się to kończy.

Patrząc wstecz widzę ile rzeczy mogłam zrobić i nauczyć się. Myślę, żeby nauka na błędach przebiegała sprawnie, najpierw trzeba zrozumieć owy błąd. Tak więc powolutku będę się uczyła... przygotowując się na okres dorosłości. Jak sobie pościelisz, tak się wyśpisz.

Temat wpisu wydaje mnie się trochę śmieszny i banalny, głupi i beznadziejny... Ale może posługując się takim przykładem, Drogi Czytelniku, dostrzeżesz, że powinieneś zmienić jakąś błahostkę w Twoim życiu, dzięki której lepiej będzie Ci się żyło? Może najwyższa pora nauczyć się czegoś, aby stać się lepszym człowiekiem?

Dziękuję autorce bloga JestRudo za udostępnienie swoim czytelnikom (a jestem nim całym sercem) cudownych zdjęć :)

Pozdrawiam!